Dzisiejszy artykuł jest „sponsorowany” przez jedną z czytelniczek, której komentarz pobudził mnie do myślenia o perfekcjonizmie właśnie.

Konkretnie wyglądało to tak, że przeczytałam ten komentarz (zaraz napiszę jaki), a później jechałam samochodem przez dobrych parę godzin i tam właśnie w samochodzie przyszło mi do głowy tyle myśli, że musiałam zatrzymać się, odpalić dyktafon w telefonie komórkowym i jechać dalej, ale już z włączonym dyktafonem – szkoda, że mnie wtedy nie widziałyście – byłam zaangażowana i rozgadana i gdyby nie to, że prowadziłam to jeszcze bym żywo gestykulowała. Wczułam się w temat i chyba nawet kilka razy głos podniosłam! Ale jak przyjechałam na miejsce to okazało się, że nagrało się pierwsze trzy minuty mojego „wystąpienia” – niezłe marnowanie czasu prawda? Pogadałam sobie sama ze sobą 🙂

Ponieważ nie ma szans, żebym jeszcze raz powtórzyła to płomienne przemówienie, postanowiłam napisać artykuł na ten temat.

Otóż jedna z czytelniczek zwróciła mi uwagę:

„błaaagam, zrób coś proszę z polskimi znakami w datach komentarzyyy”

Szczerze mówiąc zupełnie nie wiedziałam o co chodzi i z czystej ciekawości sprawdziłam. No i faktycznie wpisując swoje lub czytając cudze komentarze pod moimi artykułami możecie zobaczyć, że polskie litery w słowach mają pogrubioną czcionkę, podczas gdy inne nie! Skandal prawda? W pierwszym odruchu chciałam to od razu poprawiać – no bo faktycznie kłuje to w oczy i może razić nie tylko jedną z Was, ale znacznie większą ilość osób.

Ale później poszłam po rozum do głowy i pomyślałam sobie – „Budzyńska nie przesadzaj”! Gdzie się to znajduje na Twojej liście zadań (nigdzie), czy to jest Twój priorytet na Twojej liście celów (oczywiście nie jest), czy to Cię jakoś znacznie przybliży do zrealizowania Ważnych dla Ciebie celów (oczywiście nie).

I pomyślałam sobie, że odpuszczę.

Rozumiem i szanuję, że dla Ciebie Czytelniczko może to być super ważne, rozumiem, że może to powodować, że nie jesteś w stanie skupić się na treści i merytoryce komentarzy przez te czcionki.

Ale odpowiem tak: TRUDNO.

Od jakiegoś już czasu staram się mówić wszem i wobec, że czas nie jest z gumy, nie da się go rozciągnąć i nie da się na swojej liście zadań zmieścić wszystkiego – to znaczy na liście się da, ale w rzeczywistości w ciągu doby się nie da. Gdybym więc chciała w tym momencie rzucić wszystko i zająć się tymi cholernymi czcionkami, to nie zrobiłabym innych ważnych i priorytetowych dla mnie rzeczy. Albo zrobiłabym i to i to, ale musiałabym siedzieć do późnej nocy, a później narzekałabym, że jestem niewyspana, zmęczona i wszystko na mojej głowie. Mój sen i mój wypoczynek są również dla mnie priorytetem!

No dobrze troszkę przydługi ten wstęp bo tak naprawdę nie o czcionkach chciałam pisać ale o perfekcjonizmie właśnie.

Perfekcjonizm jest szkodliwy i trzeba się z niego leczyć!

Mam na myśli PERFEKCJONIZM, który w swojej definicji oznacza, że dokładność wykonywanych czynności stawiamy na pierwszym miejscu (taka jest przynajmniej definicja perfekcjonizmu w Wikipedii. Żeby jednak nie było jak u współczesnych studentów, którzy podają jedynie Wikipedię jako źródło wiedzy, to sprawdziłam również w słowniku języka polskiego i nie jest lepiej – „przyjmowanie doskonałości osobistej za najwyższe dobro moralne” – fuj).

Niby wszyscy (wszystkie) wiemy, że perfekcjonizm nie jest fajny, a jednak lubimy się nim chwalić. Gdy rozmawiam z Kobietami i pokazuję im jak dużo czasu tracą na to, by być perfekcyjne, by wyglądać perfekcyjnie, mieć perfekcyjnie czysty dom i perfekcyjnie dobrze wychowane dzieci, to najczęstsze usprawiedliwienie, które słyszę to: „ale ja nie potrafię inaczej”.

Są na moich szkoleniach Kobiety, które jako swój cel stawiają: „chcę się nauczyć jak mieć więcej czasu, bo ja jestem taką perfekcjonistką i wszystko muszę mieć doskonale zrobione i tracę na to mnóstwo czasu”.

Ok – jest dobrze – skora tak mówisz to przynajmniej wiesz już, co u Ciebie kuleje. A teraz to zmień.

Po prostu – zmień to. Przestań.

Oooo – okazuje się, że to herezja jest. Jak to przestać?

Okazuje się, że perfekcjonizm nie tylko jest cechą charakteru mniej lub bardziej przypisaną do danej osoby, ale także jej wyznacznikiem, określeniem i dopełnieniem. Kobiety stoją razem w grupie i się przechwalają – która z nich dokładniej musi wyprasować gacie męża, która więcej czasu poświęca na pucowanie łazienki i która z nich dłużej dopieszcza stronę wizualną tworzonych przez siebie dokumentów. Nie widzę wtedy wstydu z faktu, że marnują na to mnóstwo czasu! Nie widzę tego celu, o którym mówiły na początku „chcę mieć więcej czasu”. Widzę dumę i radość z tego, że są w kręgu osób, które robią jak one i mają jak one. Którym mogą się zwierzyć i pochwalić – mogą się poczuć jedną z nich – doskonałą gospodynią, doskonałą żoną, doskonałą pracownicą, doskonałą mamą, doskonałą (wstaw cokolwiek).

Na takich „zlotach” perfekcjonizm jest szanowany i traktowany jako coś fajnego, choć oficjalnie nikt się do tego nie przyzna! Ten perfekcjonizm daje coś dodatkowego, coś uzupełnia lub coś wypełnia. Dlatego właśnie jest tak pielęgnowany i obchodzi się z nim jak ze zgniłym jajkiem – bo bez tego perfekcjonizmu niektóre Kobiety trochę przestają być sobą.

I żeby było jasne – nie uważam, że brak perfekcjonizmu jest niechlujstwem i niedbalstwem! Gdy mnie samej na czymś zależy to też potrafię długo pracować nad tym, by było to doskonałe. Ale mam świadomość, że w związku z tym inne rzeczy, projekty i zadania doskonałe już nie są i nie umieram z tego powodu. W tej chwili Pani Swojego Czasu ma 3 priorytety: przygotowanie szkolenia stacjonarnego dla grupy niesamowitych Kobiet, opracowanie kursu on-line dla wszystkich z Was – niesamowitych Kobiet oraz regularna praca przy artykułach pojawiających się na blogu. W swojej Agencji Guwernantek prowadzę obecnie dwie rekrutacje i szukam Guwernantek, nie mówiąc już o tym, że znów jestem w obcym hotelu w obcym mieście i prowadzę szkolenie.

Jak sądzicie jaki priorytet mają czcionki na mojej liście zadań?

Jeśli więc jesteś perfekcjonistką i wiesz, że przeszkadza Ci to w realizacji swoich celów i zabiera tonę twojego czasu to zastanów się dlaczego tak jest? Do czego ten perfekcjonizm jest Ci potrzebny? Co dzięki niemu osiągasz? Bo na pewno coś.

Być może jesteś w stanie osiągnąć to samo bez dążenia do destrukcyjnej doskonałości.

Załóżmy, że już znalazłaś odpowiedź na to pytanie i całą sobą chcesz to zmienić. Ale mam na myśli tak naprawdę – dopóki gdzieś tam głęboko w sobie jesteś dumna z faktu, że coś robisz perfekcyjnie, dopóty nie jesteś w stanie tego zmienić.

Jeśli już chcesz dokonać zmiany, to może Ci w tym pomóc:

  • ZANIM przystąpisz do realizacji zadania określ sobie jaki poziom jakości będzie dla Ciebie wystarczająco dobry – musi to być określenie mierzalne – nie możesz napisać sobie, że coś musi być lepsze, bo to tak naprawdę niewiele znaczy.
  • ZANIM przystąpisz do zadania określ sobie ramy czasowe jego wykonania – kiedy zaczniesz i kiedy skończysz, ale też, co powinnaś mieć w trakcie i na jakim etapie w realizacji zadania powinnaś być bo zakończeniu np. godziny. Bo co z tego że oznaczyć sobie koniec czasu za godzinę jeśli po 5 minutach utkniesz w drobiazgu, który nie jest dość perfekcyjny.
  • ZANIM PRZYSTĄPISZ DO ZADANIA – zanalizuj swoje wcześniejsze działania i zastanów się na czym zwykle wcześniej utykasz i gdzie Twój perfekcjonizm pokazuje pazury. Które szczegóły i aspekty Twojej pracy są taką iskrą zapalną, która powoduje, że zaczynasz tracić czas na dopracowanie nie do końca istotnych szczegółów? Wynotuj je sobie drukowanymi literami i napisz przy tym – DZISIAJ SIĘ TYM NIE ZAJMĘ. Powieś w widocznym miejscu i stosuj się do tego. Możesz też te sprawy (jeśli nie jest to zbyt osobiste) ogłosić światu (chociażby w grupie Pań Swojego Czasu) i w ten sposób postarać się zdyscyplinować.
  • Jeśli samej jest Ci trudno spojrzeć na swoje dzieło nieco krytycznie, to poproś znaną sobie osobę, do której masz pełne zaufanie i która zna się merytorycznie na temacie, w którym działałaś (jeśli to będzie totalny laik to jego uwagi odrzucisz od razu jako uwagi osoby, która się nie zna). Poproś tę osobę o bycie Twoim recenzentem i strażnikiem perfekcjonizmu – niech Ci mówi i podpowiada kiedy już jest wystarczająco dobrze. Aha – ta osoba oczywiście nie powinna być Twoim szefem 🙂
  • Jeśli działasz na celach (a dobrze by było, żebyś działała) to zapisz sobie najważniejsze dla siebie cele na ten tydzień/miesiąc/ kwartał i powieś w widocznym miejscu. I jeśli właśnie zaczynasz perfekcyjnie coś dłubać to popatrz na te cele – czy to, co właśnie dopieszczasz pomaga Ci zrealizować te cele? Jeśli nie – odpuść! Jeśli tylko trochę – zostaw to dopieszczanie na później!
  • Jeśli masz skłonność do perfekcjonizmu to bezwzględnie powinnaś pilnować, byś zawsze miała listę zadań, na której bardzo wyraźnie zaznaczysz swoje priorytety i to je właśnie będziesz realizować. Gdy Twój umysł chce skręcić w paszczę perfekcjonizmu i zająć się drobiazgiem i go dopieszczać, i spędzać nad nim trylion godzin, to zerkaj na listę – tam jest napisane na czym masz się skupić!
  • Wydrukuj i powieś w widocznym miejscu motywator dla Perfekcjonistek, który znajdziesz TUTAJ – perfekcjonizm nie pomaga lecz hamuje!
  • Napisz w grupie Pań Swojego Czasu– „Dziewczyny ratunku – perfekcjonizm mnie wciąga”!!! – jest nas już ponad setka. Na pewno któraś z Pań Swojego czasu da ci kopniaka w tyłek i zmobilizuje do pracy, zamiast perfekcyjnego dłubania w miejscu!

 

 A jak u Ciebie z perfekcjonizmem? Jest? Nie ma? Jesteś już na odwyku czy dopiero o tym myślisz?

Ola (Pani Swojego Czasu)

11