Gdy ostatnio, niejako mimochodem, wspomniałam o swojej walce z brakiem wiary w siebie i podważaniem własnej wartości, większość z Was zareagowała niedowierzaniem, ale też ogromnym wsparciem. Jak to? Pani Swojego Czasu wątpi w siebie?

Odezwało się sporo Kobiet, Dziewczyn i Pań, które również z tym mają problem, zmagają się na co dzień i próbują jakoś to rozsupłać, by wyjść na prostą.

Dlaczego o tym piszę? Przecież to nie jest zagadnienie związane z czasem prawda? Nie jest to technika, narzędzie i metoda organizacji czasu. Ano racja – nie jest. A jednocześnie jednak jest. Dlaczego? Bo obserwując Kobiety (głównie w pracy zawodowej – do tego jestem „wynajmowana”) widzę, że metody i techniki znają doskonale. Ich kalendarze są bez zarzutu, ich listy zadań proszą się o pochwałę. A jednak siadając do pracy czują blokadę, bo zadania oznaczone priorytetem są zadaniami ambitnymi, kreatywnymi i takimi, które same wymyśliły. Są to zadania nowe i jeszcze niesprawdzone. Są to zadania, które mogą wynieść je na szczyt, ale to są też takie, które mogą spowodować, że spadną z wysoka.

I to jest właśnie ten moment, w którym nasza pewność siebie wpływa na to, czy się z tymi zadaniami weźmiemy za bary, czy też pozwolimy naszemu zwątpieniu wziąć ster i wejść na znane tory – odkładanie na później, zabieranie się za mało istotne zadania, rozpoczynanie piętnastu projektów w jednym momencie. Te zadania zastępcze często są przykrywką do prawdziwej przyczyny – braku wiary w siebie.

Ponownie – dlaczego o tym piszę?

W audycji radiowej, w której miałam przyjemność brać udział, mówiłam, że nigdy nie traktowałam swoich kompetencji w obszarze zarządzania czasem jako czegoś wartościowego. W zasadzie nie traktowałam tego jako kompetencji w ogóle. Wszelkie komplementy, uwagi, a nawet podziw dotyczący tego obszaru moich aktywności marginalizowałam i mówiłam, że no tak już mam po prostu.

I wiem, że więcej Kobiet tak ma. Ostatni rozmawiałam z Santi, która ma dar rozbudzania w Kobietach ich seksualności i dowiedziałam się, że Santi dokładnie tak samo nie traktowała swoich umiejętności jako kompetencji, lecz wydawało jej się, że po prostu tak ma. A teraz otworzyła biznes, w którym doradza Kobietom jak się odnaleźć w tej jakże ważnej sferze życia.

Ten temat jest dla mnie niezwykle ważny, bo sama długo się zmagałam z brakiem wiary w siebie. W zasadzie dalej się zmagam. I o ile sytuacja u mnie się zmieniła, to jednak wiem, że musiałam doświadczyć choroby mojego syna, żeby zorientować się, że mam kompetencje w zakresie zarządzania czasem, które połączone z umiejętnością przekazywania wiedzy spowodowały, że powstała Pani Swojego Czasu. Ale czy trzeba czekać na takie dramatyczne sytuacje? Czy nie można tego procesu przyspieszyć?

Ten wpis Moje Drogie nie jest tylko dla Was, ale także dla mnie. To nie tylko wpis, który ma być inspiracją dla Was, ale także mój manifest, który ma mi pomagać trzymać się tej drogi, którą sobie obrałam. Postanowiłam poszperać, poszukać i zainspirować się u innych.

Nie powiem Ci jak to zmienić, bo sama nie do końca to wiem.

Ale pokażę Ci, gdzie ja szukam inspiracji do zmian:

Pierwsza moja inspiracja do zmiany nastąpiła na warsztatach u Ani Piwowarskiej. Ania zajmuje się copywritingiem, a jej specjalnością jest autentyczne pisanie, czyli takie, które jest w zgodzie z Tobą i oddaje Ciebie, Twoje podejście, Twój charakter, a ponadto jest nieschematyczne i nieszablonowe. Ania powiedziała na tych warsztatach coś, co mi niesamowicie wpadło w pamięć i siedzi do dzisiaj, a mianowicie BÓJ SIĘ I RÓB! To normalne, że się boimy – porażki, sukcesu, trudności po drodze, reakcji innych, krytyki, pobłażliwych uśmiechów. I świetnie – mamy prawo się bać. Ale róbmy! Pamiętam, że na warsztatach Ani poryczałam się (a ja do płaczliwych nie należę), bo uświadomiłam sobie, że to wymaga zdarcia z siebie każdej maski i pokazania się taką, jaką jestem naprawdę. Teraz jestem pewna, że to był moment, w którym zaczęła kiełkować we mnie Pani Swojego Czasu, choć wtedy jeszcze tego nie wiedziałam.

Druga moja inspiracja to Maria Peszek. Jest inna i tego nie ukrywa. Myśli inaczej niż większość z nas i tego nie ukrywa. Obrywa cięgi za bycie sobą i dalej … jest sobą. Czy nie tak właśnie będzie gdy nagle zaczniesz wierzyć w siebie. Gdy nagle spojrzysz innym prosto w oczy i powiesz – umiem, potrafię, zrobię w to i wierzę, że mi się uda? Na pewno będą tacy, którzy będą trzymać za Ciebie kciuki. Ale będą też tacy, którzy parskną śmiechem i wyśmieją Twoje próby. Ale Ty będziesz na to przygotowana i się temu nie poddasz.

Trzecia moja inspiracja to Marie Forleo. Już nie pamiętam jak się natknęłam na MarieTv. Ale jak już weszłam tak zostałam. Początkowo myślałam sobie „w życiu tak nie zrobię”, „w życiu nie będę umiała w taki sposób pisać, mówić”. Aż nie trafiłam na odcinek, w którym Marie pokazuje jakie były jej początki. Otóż pierwszy warsztat, który Marie przeprowadziła miał 3 uczestników – dwie osoby to byli jej Rodzice, a trzecia to bodajże przyjaciółka. A Marie zaczynała swoje Marie Tv od nagrywania się na kamerę w komputerze, w swoim mieszkaniu, na tle paskudnego kaloryfera. I nie muszę wspominać, że jej makijaż, fryzura i ubiór odbiegały od tego, co prezentuje dzisiaj. Więc wracamy do punktu pierwszego – bój się i rób! Początki Marie możesz zobaczyć TUTAJ.

Czwarta moja inspiracja, a w zasadzie już nawet nie inspiracja, ale sposób na poradzenie sobie z brakiem wiary w siebie uruchamiam wtedy, gdy usłyszę, krytykę, która mnie zaboli, a która jednocześnie nie jest krytyką konstruktywną, z której mogłabym skorzystać, czyli wyciągnąć coś dla siebie i swojego rozwoju. Wtedy przypominam sobie, żeby spojrzeć i na siebie, i na to, co robię z dystansem i pośmiać się trochę z tego, że są na świecie ludzie, których jedynym celem jest uprzykrzenie życia innych. I to video TUTAJ pomaga mi w tym bardzo.

A Wy – jakie macie sposoby na zbudowanie wiary w siebie? Zbudujmy bank inspiracji!

Ola (Pani Swojego Czasu)

Aleksandra Budzyńska