Większość Kobiet nie planuje.

Większość osób nie planuje. Twierdzą, że to nudne, żmudne, trudne i generalnie mało seksowne

Zupełnie się z nimi nie zgadzam.

To prawda – takie planowanie do którego nas przyzwyczajono – na kartce papieru lub na komputerze, polegające na zapisaniu wszystkiego, poukładaniu, przyporządkowaniu i wstawieniu w ramkę, w wykres, w harmonogram – to są nudy totalne. Jeśli myślisz o planowaniu i pierwsze co przychodzi co do głowy to stworzenie uporządkowanego harmonogramu to wcale ci się nie dziwię, że się nie chce. Też by mi się nie chciało.

Ale kobiece planowanie może wyglądać zupełnie inaczej.

Dlatego chciałam ci dziś zaproponować zupełnie inne podejście do planowanie – kreatywne, bałaganiarskie i nieporządne. Takie, przy którym się zmęczysz, ale będzie to twórcze zmęczenie. Być może nawet się ubrudzić. Nachodzisz się przy tym, nabazgrasz, pozmieniasz i dasz czadu.

Jesteś gotowa?

Opiszę Ci jak takie twórcze i bałaganiarskie, a jednocześnie niezwykle motywujące i efektywne planowanie wygląda u Pani Swojego Czasu, gdy planuję jakieś większe projekty.

Wszystkie swoje pomysły, które chcę zrealizować traktuję jako projekty do zaplanowania. W taki sposób planuję duże i długie projekty szkoleniowe dla swoich klientów, w taki sposób budowałam swoją Agencję i Szkołę Guwernantek, w taki sposób powstała Pani Swojego Czasu i w taki sposób tworzyłam swoje strony internetowe. Ostatnim projektem, który został w taki sposób zaplanowany jest kurs online „Czas Pani”, który będzie dla Was dostępny w styczniu.

Jak to wyglądało ostatnim razem?

Pewnego wieczora poczułam w sobie takie wewnętrzne JUŻ – które znam i które oznacza, że ja , moja głowa, moje ciało, mój umysł, moja energia i co tam jeszcze mam– są gotowe do aktu twórczego. Brzmi być może zabawnie i na pewno mało poważnie, ale dla mnie planowane dużych przedsięwzięć to jest właśnie akt twórczy.

Od razu wiem, że potrzebuję dużo miejsca, więc odpada praca przy biurku – w grę wchodzi jedynie praca na podłodze, gdzie mogę planować chodząc po tym co właśnie zapisałam, narysowałam i stworzyłam.

Wiadomo też, że nie zmieszczę się na zwykłych kartkach papieru i tutaj z pomocą przychodzi mi IKEA, a konkretnie jej długaśne rolki papieru do rysowania, które posiadają moje dzieci (jeśli IKEA chciałaby kiedykolwiek sponsorować Panią i dostarczać mi rolki papieru do końca mojego życia to nie mam nic przeciwko temu 🙂

Rozwijam taką rolkę przez całą podłogę, chodzę po niej, przemieszczam się w „te i wewte” i działam.

Mam ze sobą mnóstwo kredek, mazaków, ołówków, farbek, stempelków, nawet klej z brokatem i taśmę ozdobną – wszystko po to, by było kolorowo i optymistycznie. Te kolory budują moje pozytywne nastawienie i powodują, że wytwarza się we mnie jakaś pozytywna energia i chcę działać.

Zawsze też w tej chwili cieszę się, że moim synom, kupuję tyle mazaków, kredek i innych artykułów papierniczych – przy okazji mogę i ja na tym skorzystać.

Nie planuję liniowo, choć faktycznie zawsze muszę mieć tytuł tego czegoś co planuję. Cokolwiek przychodzi mi do głowy – po prostu zapisuję.

Najpierw chaotycznie i spontanicznie piszę wszystko, co mi przyjdzie do głowy – staram się każdą osobną myśl notować innym kolorem nie zwracając początkowo uwagi na to jaki to faktycznie kolor, choć doskonale wiem, że po kilku minutach takiego szaleństwa moje kolory zmieniają się w zależności od tego, o czym właśnie piszę. I tak na przykład kolor brązowy stał się kategorią inspiracji, kolor czerwony kategorią modułów, a kolor niebieski kategorią różnego rodzaju ćwiczeń, gratisów i plików do pobrania. Po pewnym czasie przyzwyczajam się do tego i faktycznie wybieram już potem te kolory z premedytacją, bo później przy pierwszym spojrzeniem, co gdzie jest i łatwiej jest mi to później porządkować.

Powoli z chaosu myśli zaczyna się klarować coraz to bardziej realna i konkretna wizja tego, co w moim projekcie należy zrobić – pojawiają się konkretne zadania do zrealizowania i działania do podjęcia.

Ale jeszcze nic z tym nie robię. Po akcji twórczej mam to wszystko zanotowane, narysowane, zapisane i pokreślone. Zwijam sobie elegancko w taki rulonik:

 planownie

I zostawiam to sobie. Z reguły na noc lub dwie. W międzyczasie dopisuję wszystkie pomysły i inspiracje, które wpadły mi do głowy.

Po kilku dniach otwieram znowu i patrzę, i sprawdzam – co ma rację bytu a co nie. Co jest działaniem priorytetowym, a co szaloną myślą, być może bardzo ciekawą, ale na ten moment zabierającą zbyt dużo czasu. Na tym etapie pracy włącza mi się krytyk, który bezlitośnie wycina wszystko to, co będzie mnie odwodziło od sprawnej realizacji mojego celu. Na tym etapie działa też realistka we mnie, która domaga się porządku – która chce by wszystko ułożyło się liniowo i po kolei. Która chce, by powstał harmonogram z datami.

I dostaje to, co chce. Na koniec mam doskonałą listę zadań w projekcie

Na koniec jedna uwaga – rozmawiałam ostatnio z czytelniczką, której opowiadałam o moim podejściu do planowania projektów. Wzruszyła lekko ramionami i powiedziała mi, że też tak robi. W zeszycie.

Niestety to nie jest to samo. W planowaniu na wielkim arkuszu papieru, na wielkiej przestrzeni nie chodzi o to, byś miała dużo miejsca na swoje zapiski, lecz o to, byś swojej głowie znalazła przestrzeń na nowe pomysły, szalone realizacje i kreatywność, o jaką być może nawet się nie podejrzewasz.

A Ania już następnego dnia zaraportowała mi, że faktycznie kreatywne, bałaganiarskie i kobiece planowanie ma swoją moc i wygląda zupełnie inaczej niż takie realizowane w zeszycie.

A jak Wy podchodzicie do realizowania swoich projektów? Macie jakieś specjalne metody ich planowania?

 

Ola (Pani Swojego Czasu)

Aleksandra Budzyńska