Lubię poranki; cieszę się, że zaczyna się dzień, w którym będę robić to, co kocham, spędzając czas w pracy albo z mężem i dziećmi. Rano nie wzdycham ciężko, choć pamiętam czasy, gdy nowy dzień powodował, że zaczynałam odliczać godziny do jego końca.

Poranna cześć naszego dnia często decyduje o dalszej części. Jest bardzo prawdopodobne, że rozpoczęcie z zaangażowaniem, uśmiechem i energią wpłynie na to, jak będzie wyglądała Twoja dalsza praca.

Ale liczy się nie tylko to, jak podejdziesz do pracy, ale także to, co wykonasz na początku dnia pracy.

Co ja robię, by dobrze zacząć dzień? Proszę bardzo!

Ruszam się

Jeśli tylko mogę i pogoda dopisuje (czytaj: nie pada deszcz) – jadę do pracy i na spotkania rowerem. Endorfiny robią swoje i bardzo często słyszę od ludzi: „Promieniejesz”. Wiem – niezbyt skromnie pisać o tym, ale tak naprawdę jest to efekt właśnie ruchu fizycznego z rana.

Przychodzę wcześniej

Jeśli pracuję poza domem i mam umówione spotkanie lub godzinę rozpoczęcia, zawsze na miejscu jestem co najmniej 10 minut wcześniej. Po to, by się przywitać, zaparzyć kawę, porozmawiać chwilę, przygotować wszystko i zacząć o umówionej porze, zamiast wpadać z rozwianym włosem, przepraszająca za spóźnienie. Oczywiście są takie miejsca (niestety), w które przyjeżdżam dokładnie na czas, bo wiem, że reszta i tak zjawi się spóźniona, więc tak czy siak – zdążę się przygotować.

Jestem przygotowana do pracy

Zanim zabiorę się za pracę, przygotowuję wszystko, co będzie mi do niej potrzebne: komputer, telefon, ładowarki, multiplaner, portfel, notatnik, długopisy, mazaki, zakreślacze, kolorowe karteczki do podkreślania, książki, z których zamierzam korzystać itp. Większość z tych rzeczy nie musi być specjalnie przygotowywana, gdyż pracując u siebie w domu mam je w pobliżu. Ale jeśli postanawiam pracować na tarasie (a co!) – muszę wszystko mieć pod ręką, żeby nie biegać po całym mieszkaniu.

Sprawdzam i tworzę swoją listę zadań

Pisałam już nie raz o tym, że listy zadań tworzę dwuetapowo – wieczorem spisuję wszystko, co mam do zrobienia następnego dnia, nie dokonując jakiejkolwiek selekcji. Rano jednak weryfikuję, decydując, co jest faktycznie ważne, co może poczekać, a co przesunie się, jeśli wyskoczy nagła, niespodziewana sprawa.

Wyznaczam 3 najważniejsze rzeczy do wykonania

Choćby się paliło i waliło – te rzeczy muszą być wykonane. Czasem są mniejsze, czasem większe, ale wszystkie są ważne i pod koniec dnia dają mi poczucie satysfakcji, że zrealizowałam to, co zaplanowałam.

Nie sprawdzam mejli

Oduczyłam się sprawdzać mejle na początku dnia. Wyrobiłam w sobie nawyk pierwszego sprawdzenia poczty dopiero po zakończeniu jednego z ważnych zadań na mojej liście. Nawet jeśli w przeczytanej wiadomości okaże się, że mam wszystko rzucać i robić coś innego – jedną istotną kwestię mam za sobą. Ale nie oszukujmy się – od kiedy to mejl jest sposobem poinformowania kogoś, że coś jest super-hiper ważne i nie może czekać ani minuty dłużej?

Wyciszam telefon

Doszłam do takiej perfekcji, że nie zwracam już uwagi na sygnały wiadomości, ale niestety, nie potrafię jeszcze zignorować dźwięku dzwonka, szczególnie długo dzwoniącego. Dlatego wyciszam telefon, w ten sposób całkowicie blokując do siebie dostęp. Sorry – musicie poczekać, bo Pani Swojego Czasu pracuje.

A Ty? Jak zaczynasz swój dzień?

Ola (Pani Swojego Czasu)

Pani Swojego Czasu