Ponoć statystyczny Polak czyta jedną książkę rocznie! Dla mnie to przerażająca statystyka! Mam ambitny plan ją zawyżać, co dzielnie robię. Zgodnie z moim postanowieniem zamierzam w 2015 roku przeczytać 52 książki, czyli jedną książkę tygodniowo. Tak naprawdę cel ilościowy nie ma dla mnie większego znaczenia – kocham czytać książki i będę je czytać bez względu na wyzwania, jakie sobie postawię.

Dzisiaj postanowiłam sprzedać Wam swoje patenty na czytanie książek. Wiem, że wiele z Was jest specjalistkami w tym temacie, dlatego mojego podejścia nie przedstawiam jako uniwersalne. Doskonale zdaję sobie sprawę, że możecie mieć inne sposoby i z chęcią dowiem się, jakie one są.

A oto moje!

Czytam wszędzie, gdzie się da

Żeby czytać wszędzie, trzeba wyrobić w sobie nawyk zabierania wszędzie co najmniej jednej książki, a także czytania w formie elektronicznej. Czytam książki na laptopie, tablecie, telefonie oraz czytniku. Czyli, w zasadzie – na każdym elektronicznym narzędziu, które oferuje funkcję odczytu tekstu. Książki mam załadowane w chmurze (korzystam z OneDrive), więc zawsze i wszędzie mam do nich dostęp.

Nie tylko czytam, ale także słucham książki. Jadąc samochodem często odsłuchuję audiobooki, ale przyznaję, że robię to tylko na autostradzie; w mieście nie potrafię się na nich skoncentrować, w rezultacie często nie wiem, o czym jest dana książka.

Planuję czas na czytanie

Doskonale rozumiem, że spontaniczne czytanie może być przyjemnością. Bardzo, ale to bardzo chciałabym, żeby w ciągu dnia zdarzyła się taka sytuacja, że siedząc na tarasie, pijąc kawkę, leniąc się, nagle przychodzi mi do głowy myśl: „Hmm… poczytam sobie”. Ale takie chwile są na tyle rzadkie, że gdybym tylko wtedy chciała czytać, pochłaniałabym jedną książkę rocznie, a nie tygodniowo.

W związku z tym moje czytanie jest zaplanowane. Naszym dzieciom czytamy książki codziennie (i jest to jeden z nawyków, od którego nie robimy odstępstw). Jedna dla Jasia, jedna dla Franka. Trwa to około 30 minut. Jeden z rodziców czyta dzieciom, drugi w tym czasie czyta dla siebie. W rezultacie co drugi dzień na bank mam 30 minut czytania. Dodatkowo wieczorami, przed snem, czytam przez 15 minut. W ramach pracy muszę przeglądać książki związane tematycznie z danym projektem – i na to również rezerwuję czas.

Czytam też rano. Jeśli zdarzy się, że obudzę się pierwsza, a wszyscy jeszcze śpią, to zamiast wstawać i zacząć się spieszyć – sięgam po książkę, którą mam zawsze w pobliżu. To, że musi być w pobliżu, jest oczywiste, bo wiadomo, że dzieci są bardzo czułe na ruch i czasem sensor, mówiący „Uwaga, mama wstała!” uaktywnia się właśnie wtedy, gdy mama sięga po książkę.

Wiem, co chcę przeczytać

Ostatnio jedna z czytelniczek zapytała mnie o to, jak poradzić sobie z całą listą czekających na przeczytania książek, na które nie ma czasu (normalne, prawda?). Uwierzcie mi – czasami większe wyzwanie polega na tym, że chciałoby się coś przeczytać, jest na to czas, ale nie ma co przeczytać, bo albo nie mamy pomysłu, po co sięgnąć, albo – nawet, gdy mamy pomysł – fizycznie nie mamy tej książki w domu (choć w dobie e-booków ten problem stał się dużo mniejszy).

Mam swoją listę książek w Trello i dostęp do niej. W zasadzie posiadam 3 rodzaje list: „do kupienia”, „do przeczytania” oraz „przeczytane”. Gdy tylko usłyszę o jakiejś książce – zaraz ląduje na mojej liście. Dzięki temu, gdy później kupuję książki, nie muszę się zastanawiać, co zamówić. Żonglowanie listami na Trello jest dziecinnie proste (zamiana pozycji z „do kupienia” na „do przeczytania), dlatego z tego oprogramowania korzystam.

Czytam jedną książkę na raz

Wiem, że są wśród Was takie, które mogą i potrafią czytać nawet pięć książek jednocześnie. Podziwiam, ale – szczerze mówiąc – nie zamierzam wdrażać tego u siebie. Dlaczego? Ano dlatego, że zauważyłam, że jeśli zaczynam czytać więcej, niż jedną książkę w tym samym czasie, to miewam tendencję do niekończenia żadnej z nich. Wyjątkiem są sytuacje, w których przy realizacji danego projektu muszę przejrzeć jakąś książkę, ale tak naprawdę potrzebne mi są tylko niewielkie jej fragmenty.

Czytam i zaznaczam jednocześnie

Mamy w domu tysiące książek, bo pomimo tego, że korzystam z elektronicznych, wciąż jestem fanką tych papierowych. W lipcu zeszłego roku, podczas przeprowadzki, mieliśmy kilkadziesiąt pudeł pełnych książek, które zajęły jedno całe pomieszczenie, dopóki nie zostały ułożone na regałach. Druga taka sterta rośnie w pokoju chłopaków. To mały wycinek moich półek z książkami:

półka z książkami Pani Swojego Czasu

Książki są dla mnie przedmiotem użytkowym, nie oddaję im czci, co oznacza, że kreślę po nich, zaznaczam i odznaczam. Niektóre mają ośle rogi. Czytając książkę moją zakładką jest zawsze ołówek, służący do zakreślania ciekawych fragmentów oraz tekturka z kolorowymi naklejkami i zakładkami, którą zaznaczam w danym momencie coś ciekawego.

Nie oglądam telewizora

Nie mamy w domu telewizora, a nawet, gdy go mieliśmy, wolałam spędzać czas z książką. Proste 🙂

Czytam tak, jak chcę

Pisałam już o tym – książki są dla mnie ogromną przyjemnością, ale nie świętością. Jeśli czytam książkę dla przyjemności i natrafiam na nudny kawałek, to po prostu go omijam i nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Z przyjemnością czytałam „Nad Niemnem”, ale wszystkie opisy przyrody, z których słynie Pani Orzeszkowa, bez żadnego skrępowania pominęłam. Nie przeczytałam „Krzyżaków”, od razu mówiąc polonistce, żeby wstawiła mi za to pałę, bo i tak tego nie zrobię. Pałę wstawiła, „Krzyżaków” nie przeczytałam do dzisiaj.

Czytam dla znaczenia, nie dla słówek

Dlaczego o tym piszę? Bo wszelką beletrystykę czytam w zasadzie wyłącznie w języku angielskim i nie wszystko rozumiem, albo nie rozumiem bardzo wiele. Ale dopóki pojmuję kontekst – nic się nie dzieje i nie zwracam na to szczególnej uwagi; nauka języka odbywa się tutaj przy okazji, nie jest celem samym w sobie. Niekiedy po przeczytaniu 400 stron nagle okazuje się, że słowo, którego kompletnie nie rozumiałam na początku, na końcu jest już „wdrukowane” w moją głowę.

Czerpię przyjemność

Staram się jak najczęściej czytać książki dla przyjemności, a nie tylko z zawodowego obowiązku. Choć biorąc pod uwagę, że mój zawód to dla mnie czysta przyjemność, i tak na jedno wychodzi.

A Ty – jakie masz patenty na znalezienie czasu na czytanie książek?

Ola (Pani Swojego Czasu)

Pani Swojego Czasu