Moje życie jest zorganizowane. W zasadzie mogłabym nawet napisać, że jest ekstremalnie zorganizowane. Wynika to oczywiście z faktu choroby Jaśka w naszej Rodzinie i tego, że taka organizacja życia pozwala trzymać tę chorobę w ryzach.

Zdaję sobie sprawę z tego, że o tej chorobie piszę często i pewnie wszystkie już macie tego dość. Ale robię to nie bez powodu – bez faktu, że kiedyś postanowiłam zostać Mamą Cukiereczka, nie byłoby dzisiaj Pani Swojego Czasu.

Jeśli chcecie zobaczyć jak Pani Swojego Czasu w domowych pieleszach organizuje czas swojej rodziny to obejrzyjcie TEN REPORTAŻ (najpierw jest wywiad – możecie go opuścić, bo prowadzący nie wykazali się zbyt dużą wiedzą, ale poniżej jest reportaż o naszej rodzinie).

Planując ten artykuł postanowiłam Was spytać o to, czym jest dla Was zorganizowane życie, jak je postrzegacie, kiedy sądzicie, że takie macie i czy w ogóle to fajne czy nie fajne

Dostałam mnóstwo odpowiedzi, za które bardzo dziękuję. Okazało się, że w ogromnej mierze Wasza wizja zorganizowanego życia pokrywa się z moją wizją, więc oznacza to, że jesteśmy po jednej stronie mocy.

Z jednej strony podchodzicie do tematu bardzo praktycznie (co ja mocno doceniam, bo jestem praktyczną osobą) i piszecie, że zorganizowane życie to:

„Mieć czas na własne priorytety” (Monika)

„Że nic nie dzieje się z przypadku. Wyznaczam sobie cele, do których dążę. W ŻYCIU PRYWATNYM I ZAWODOWYM” (Anna)

„To wtedy gdy udaje mi się zrobić co najmniej 60% zaplanowanych codziennie ważnych rzeczy… i nie tylko jednego dnia ale gdy wchodzi to w nawyk” (Kasia)

„Moje życie jest zorganizowane, kiedy mam zaplanowane weekendy mniej więcej na 3 miesiące do przodu (zjazdy w szkole, imprezy rodzinne, wyjazdy z rodzinką i wiem, które mam wolne), stałe rzeczy codzienne są wpisane w kalendarz i jest jeszcze miejsce na nieprzewidziane wypadki” (Basia)

A z drugiej strony podchodzicie do sprawy nieco bardziej filozoficznie i refleksyjnie i chcąc nie chcąc odpowiadacie na moje ukochane pytanie „po co”?

„Dla mnie zorganizowane życie to życie spełnione: w którym jest czas na pracę, rodzinę, relaks, przyjemność. To życie bez niechcianego wytracania czasu. Kiedy nie mam zorganizowanego życia? Gdy robię to, czego robić wcale nie chciałam w czasie, który nie był na to przeznaczony w sposób kompletnie nieoptymalny” (Santi)

„Zorganizowane życie dla mnie to spokój w głowie i poczucie, że każda sfera życia jest odpowiednio rozwijana” (Anna)

„To wewnętrzny porządek, spokój” (Kasia)

„Zorganizowane życie to dla mnie poczucie że złapałam balans i wszystko gra” (Kamila)

„Mieć zorganizowane życie to znaczy mieć takie życie, które daje mi poczucie bezpieczeństwa, które spełnia moje potrzeby” (Gabrysia)

„Kiedy moje życie jest zorganizowane czuję spokój, mam czas na to, żeby stanąć z boku, nie zostaję pochłonięta przez wir:) patrzę na wszystko z boku, mam czas na czucie szczęścia .No właśnie chyba o to chodzi – zorganizowane życie daje możliwość prawdziwego zaistnienia i bycia” (Olga)

Bardzo się cieszę, że tak podchodzicie do sprawy zorganizowanego życia, bo w tym jest według mnie kwintesencja kobiecego sposobu zarządzania czasem. Łączenia technik z poczuciem harmonii i szukaniem sensu.

A jak to wygląda u Pani Swojego Czasu? Moje sposoby na zorganizowane życie to:

RUTYNA

Nie, nie pomyliłam się – naprawdę chciałam napisać rutyna. Żyjemy bowiem w świecie, w którym z jednej strony liczy się szalona kreatywność, przedsiębiorczość i snucie wizji, a z drugiej strony każdy namawia nas do budowania dobrych nawyków, skutecznych nawyków. Znacie kogoś, kto jeszcze nie wie, że do zbudowania nawyku potrzebujesz 21 dni? No właśnie – bo to się stało taką społeczną mądrością. To niech społeczna mądrość zaakceptuje też fakt, że słowo „rutyna” oznacza według słownika języka polskiego

„wprawa nabyta praktyką; doświadczenie, biegłość;

skłonność do działania według utartych wzorów; szablonowość, schematyczność;

glikozyd zbudowany z glukozy, ramnozy i kwercetyny; rutozyd, witamina P”

Ta ostatnia definicja oczywiście mniej nas interesuje.

A słowo “nawyk” oznacza (również według tego słownika):

„nabyta skłonność do sprawniejszego, bardziej mechanicznego wykonywania jakiejś czynności”

Widzicie jakąś znaczącą różnicę? Bo ja nie. Przyjęło się uważać, że to, co rutynowe oznacza nudne, a budowanie pozytywnych nawyków to coś fajnego. A ja nie lubię rzeczy, które się przyjęły, bo nic się samo nie przyjmuje. Swego czasu było przyjęte, że mówi się „Pani socjolog” – do czasu gdy kobiety socjolożki i psycholożki zbuntowały się przeciwko takiemu „przyjęciu” i zdecydowały mówić inaczej. I teraz jest inaczej.

Wracając do tematu. W moim zorganizowaniu życia pomaga rutyna i przewidywalność pewnych rzeczy. Nie wszystkich oczywiście, bo wszystkiego nie da się przewidzieć, ale jednak wielu.

Wstajemy zawsze o tej samej porze, posiłki jemy zawsze o tych samych porach, wielkie zakupy robimy zawsze w niedzielę, barszcz gotuję zawsze w sobotę, dzieci chodzą spać zawsze o 20.00, sprzątamy zawsze o…. a nie przepraszam – zapomniałam, że nie sprzątamy:) Widzicie – nie wszędzie króluje rutyna 🙂

Rutyna organizuje życie bo wprowadza porządek zamiast chaosu – nie biegam na ostatnią chwilę zastanawiając się co by tu ugotować. Nie patrzę w popłochu na pustą lodówkę, nie skarżę się znajomym i nieznajomym, że już nie wiem jak znaleźć czas wolny dla siebie, bo dzieci o 23.00 wciąż nie śpią. Bo moje śpią.

LISTY

Jestem maniaczką list i to już doskonale wiecie. Nie dość, że mam ich mnóstwo wszelakiego rodzaju to ciągle tworzę nowe. Ostatnio – po zapomnieniu ładowarki komputerowej na szkolenie – doszłam do wniosku, że muszę zrobić listę do pakowania tak, by już nigdy niczego nie zapomnieć.

Niejako dla zabawy postanowiłam spisać wszystkie listy, które robię:

– lista zadań na dany dzień (to chyba oczywiste prawda)

– lista celów do zrealizowania

– lista postów, które chcę napisać

– lista miejsc i rzeczy które mnie inspirują (osoby, linki, książki, źródła)

– lista osób, z którymi chcę się spotkać i przeprowadzić wywiad

– lista miejsc w sieci, które odwiedzają moje czytelniczki (ha – na pewno nie wiedziałaś, że mam taką listęJ)

– lista narzędzi do zarządzania czasem, które zamierzam przetestować

– lista książek, które chciałabym przeczytać (ciągle się wydłuża zamiast skracać)

– lista haseł, cytatów i myśli, z których powstaną nowe mobilizatory Pani Swojego Czasu

– lista zakupów (oczywista sprawa)

Sporo tego prawda? Ale nie martw się – nie chodzę oplakatowana swoimi listami. Nie mam ich powieszonych wszystkich w rządku nad biurkiem i nie sprawdzam codziennie czy coś mogę na nich skreślić. Choć już jestem bliższa niż dalsza stworzenia jednego miejsca na wszystkie moje listy. Ale to zadanie musi jeszcze trochę poczekać J

SYSTEM

Żyję w systemie zwanym Rodziną. I w tym systemie wszystko jest zintegrowane ze wszystkim. Na reportażu, o którym pisałam wcześniej, widać jak uzgadniamy z mężem nasz grafik. Jasne, że to było pozowane, ale faktycznie raz w miesiącu ustalamy taki wspólny grafik, w którym zintegrowane są systemy: mój, mojego męża, mojej teściowej, a czasem także moich rodziców. Oczywiście systemy mojej teściowej i moich Rodziców to po prostu kartka papieru, na której jest napisane kto jakiego dnia co robi, ale jakby nie było jest to system.

I jest to system, który się sprawdza. Nasza Rodzina jest systemem naczyń połączonych – mąż u siebie w telefonie widzi, jakie zadania ja mam w przyszłym tygodniu, a ja widzę, co ma on. Jeśli u mnie coś zawali to cały system włącza czerwoną lampkę ostrzegawczą i klocki zaczynają zmieniać swoje położenie i układają się tak długo, aż się nie ułożą.

W naszym systemie (ze względu na chorobę Jasia) nie ma bowiem możliwości machnięcia ręką i powiedzenia sobie – ach najwyżej się spóźnię. Skoro się spóźnię to nie sprawdzę dziecku poziomu cukru, a jeśli tego nie zrobię to może mieć ten cukier za niski, a jeśli będzie miał za niski a nikt tego nie wyłapie to może mieć hipoglikemię, a jeśli będzie miał hipoglikemię to w ruch idzie zastrzyk ratujący życie, który widziałaś na filmie. Sądzę, że nie chciałabyś fundować takiego doświadczenia swojemu dziecku prawda? Ja również nie i dlatego polecam system

WSPARCIE

Nikt nie jest samotną wyspą. Do zorganizowanego życia potrzebujesz osób, które będą Cię w tym wspierały. Pewnie, że najlepiej poszukać najbliżej siebie – najbliższa rodzina da ci największe wsparcie, bo najlepiej rozumie Twoje codzienne dylematy. Mój mąż już dawno został ochrzczony Panem Swojego Czasu, bo gdyby nie on to Pani by oczywiście nie istniała. Ostatnio dzieliłam się tym swoim spostrzeżeniem na grupie Rodziców Cukiereczków i dostałam spory odzew, który brzmiał mniej więcej tak:

Moja droga, nie każda kobieta ma tyle szczęścia i nie każdej trafia się taki fajny mąż”

Zgadzam się. Ja sobie po prostu kiedyś szłam ulicą, a tam w rogu siedział sobie taki mały i niepozorny mój mąż. No trafił mi się po prostu. Jak ślepej kurze ziarno. Ot takie szczęście.

Chyba jednak nie tak wybieramy swoje drugie połowy prawda? Więc nie piszcie mi, że miałam szczęście i że mi się trafiło, bo ja nie wierzę w łuty szczęścia i trafienia.

POMYSŁ NA SIEBIE I CEL W PRZYSZŁOŚCI

Połączyłam te dwa elementy, bo sama pamiętam czasy, gdy nie miałam jakiegoś wyraźnie sprecyzowanego celu w przyszłości. Były takie chwile w moim życiu, gdy nie miałam mocno sprecyzowanych celów zawodowych, bo wciąż byłam na etapie poszukiwań. Teraz Pani Swojego Czasu rysuje swoje cele już na 2016 rok, bo oczywiście na 2015 są już dawno gotowe. Daje mi to ogromną satysfakcję i przekonanie, że wiem, co jest dla mnie najważniejsze.

Jeśli jednak nie masz takich celów to nie jest powód do załamania się, lecz do zastanowienia czy masz pomysł na siebie. I znowu – nie chodzi o to, żebyś wiedziała co będziesz robić jak będziesz miała 50 lat, tylko o to, czy wiesz kim chcesz być, gdy będziesz miała 50 lat? Czy chcesz być radosna, szczęśliwa i roześmiana, czy też zmęczona, narzekająca i nieszczęśliwa?

Odpowiedź jest oczywista prawda? Ja przynajmniej jeszcze nigdy nie spotkałam nikogo kto by opowiedział się za drugą opcją. Ok a co zrobiłaś dzisiaj, by jutro być radosna, szczęśliwa i roześmiana?

Ja ci powiem co ja zrobię już za chwilę. Dziś odbieram torbę uszytą specjalnie dla Pani Swojego Czasu przez Manufakturę Moniki – będzie wielka (wszystkie torby, które nosi Pani są wielkie), prześliczna i będzie miała wielki napis Pani Swojego Czasu.

I to powoduje, że gęba mi się śmieje!

Drogie moje Panie – moje słowo końcowe jest takie; to są moje sposoby na moje zorganizowane życie. Nie muszą Wam pasować i nie muszą się stać Waszymi. Pamiętajcie, że w kobiecym zarządzaniu czasem najważniejsze jest to, żebyś wzięła czas w SWOJE ręce i zarządzała nim PO SWOJEMU.

Napisz więc proszę jak u Ciebie wygląda zorganizowane życie? Jesteś za czy przeciw?

Ola (Pani Swojego Czasu)

Aleksandra Budzyńska