Pisałam ostatnio o tym w jaki sposób podchodzę do planowania. Pisałam też wiele na temat list zadań. Wiecie już więc, że Pani Swojego Czasu jest maniaczką planowania. Od zawsze lubiłam planować. Moje najwcześniejsze wspomnienia ciągłego planowania to planowanie tego co zrobię z milionami, które zapewne wygram w totka. Miałam cały zaplanowany harmonogram tego, co zrobię z wygranymi pieniędzmi. A najśmieszniejsze jest o, że nigdy nie grałam w totka 🙂

Ale bynajmniej nie jest tak, że planuję każdą chwilę swojego życia. Są takie rzeczy, które dzieją się zupełnie niezaplanowane i są genialne. Wpadają znienacka i to właśnie im podporządkowuję cały misternie i wcześniej przygotowany plan. Ostatnio taką rzeczą jest reportaż TVN na temat Mamy Cukiereczka. Dowiedziałam się nagle (w TV wszystko dzieje się nagle), że Ktoś przeczytał mojego bloga i się zachwycił, i chce nie tylko wywiad z Mamą Cukiereczka, ale chce też reportaż. Początkowo byłam przerażona – wpuścić obcych do domu i pokazać najbliższych całemu światu? Ale potem doszliśmy z mężem do wniosku, że w chorobie syna najbardziej doskwiera nam niewiedza ludzi. I może mamy jakąś minimalną szansę to zmienić. Jeśli czytacie to w piątek to możecie być pewne, że właśnie ekipa TVN biega po mieszkaniu Pani – Mamy Cukiereczka (oczywiście nie wysprzątanym – może to jakoś wytną)

Są też takie chwile, momenty i sprawy których z premedytacją nie planuję. Zostawiam je samym sobie i zakładam, że jakiś bieg rzeczy stworzy się sam po prostu.

Czego zatem nie planuję?

PLANÓW NOWOROCZNYCH

Zdziwione? Nie chodzi o to, że w ogóle nie planuję celów na dany rok. Oczywiście, że to robię. Ale uważam, że idiotycznym pomysłem jest to robić w owczym pędzie akurat wtedy, gdy robi to cały świat tyko dlatego, że tak się przyjęło, by 1 stycznia wpisać sobie (zapewne na wielkim kacu) jakiś cel, który zapewne nie będzie zrealizowany. Czemu nie będzie? Bo będzie jednozdaniowy, wpisany naprędce, bez przemyślenia, bez zastanowienia się, bez ustawienia priorytetów.

U Pani Swojego Czasu nie znajdziecie 1 czy 2 stycznia artykułu o celach noworocznych. Dlaczego? Bo Pani Swojego Czasu już od kilku tygodni ma ustawione cele na 2015 rok – głęboko przemyślane, wynikające z tego, co się działo w 2014 i tego, co chcę, by zadziało się w 2015. 1 stycznia mogę je co najwyżej Wam ujawnić.

WAKACJI

Do tej pory pamiętam wakacje, które spędzałam ze znajomymi w Finlandii, podczas których wydawało mi się, że nie ma nic fajniejszego niż dobrze zaplanowane wakacje – każdego dnia doskonale wiedziałam, o której powinniśmy wstać, zjeść śniadanie i wyjść z domu, żeby zdążyć tam gdzie chcieliśmy się udać. Co więcej wiedziałam ile czasu powinniśmy tam jechać i jak długo tam bawić, by przypadkiem nie spóźnić się do kolejnej atrakcji.

Z obecnej perspektywy szczerze się znajomym dziwię, że mnie nie zaciukali gdzieś po ciemku i nie wrzucili do jednego z wielu jezior, które tam były. Ja z taką samą sobą nigdy bym nie wytrzymała.

Obecnie nasze wakacje są zupełnie nieplanowane. Nawet miejsce docelowe często nie jest znane. I wiek dzieci nie ma tu znaczenia( znam bowiem rodziców, którzy twierdzą, że na takie szaleństwa to sobie pozwolą, gdy ich dzieci już urosną) Kilka lat temu (Franek miał 8 miesięcy, Jaś 3,5 roku) wybraliśmy się na Korsykę. Samochodem. Nie dojechaliśmy, bo się nam po drodze przestało chcieć i wakacje ostatecznie spędziliśmy we Włoszech w Dolomitach nad jeziorem Garda. Oczywiście nie mieliśmy załatwionych żadnych noclegów więc jak dojechaliśmy na miejsce i stwierdziliśmy, że tu się nam podoba, to ja z dziećmi zostałam sobie po prostu na plaży, a mąż szukał miejsca na polu namiotowym (tak spędzamy wakacje pod namiotem i wiek dzieci – ponownie – nie ma tu nic do rzeczy).

W czasie naszych wakacji nic nie planujemy – bez względu na to, czy jesteśmy gdzieś zagranicą czy w Polsce w naszej ukochanej Kotlinie Kłodzkiej w ukochanych Leśnych Apartamentach, w których czas staje w miejscu. Po prostu budzimy się rano i decydujemy czy nam się chce czy nie. Czy gdzieś jedziemy, czy też zostajemy, by wypić kawę z Ewą i poplotkować o tym i o owym, podczas gdy dzieci będą biegały po lesie i szukały ślimaków (nazwa Leśne Apartamenty ma bowiem swoje racjonalne uzasadnienie)

TYTUŁÓW ARTYKUŁÓW

Tematy artykułów mam zdefiniowane na kilka miesięcy do przodu (głównie dzięki Wam, gdyż piszecie do mnie w mejlach o swoim zapotrzebowaniu, – za co wam bardzo dziękuję). Jednak temat artykułu a jego tytuł to zupełnie inna sprawa. Tytuł nigdy nie jest zaplanowany i nigdy nie powstaje na początku artykułu. W najlepszym razie udaje mi się go napisać gdzieś w środku pisania artykułu, w trochę gorszym tworzę go na końcu, a w najgorszym nie tworzę go w ogóle i wtedy artykuł ma tylko temat, a nie ma tytułu, więc szybko go na blogu nie zobaczycie. No bo co to za artykuł, który nie ma tematu?

Przyszło mi teraz do głowy, że mogłabym stworzyć kategorię –artykuły bez tytułu, do których mogłabym wrzucać te właśnie.

CZASU SPĘDZANEGO Z DZIEĆMI

Nie robię tego teraz i nie robiłam tego wtedy, gdy moje dzieci były małe. Nauczyłam się tego przez doświadczenie. Będąc maniaczką planowania nie wyobrażałam sobie, że mogłabym nie planować mając małe dzieci. Wydawało mi się wtedy to tym bardziej istotne. Myślałam sobie, że jeśli będę mieć wszystko zaplanowane, to będzie mi łatwiej to zrealizować. Generalnie jest to prawda – jeśli obracasz się w jako tako przewidywalnej rzeczywistości. Jednak rzeczywistość kilkumiesięcznego dziecka i jego mamy zupełnie nie jest przewidywalna i to powodowało, że nie udawało mi się realizować swoich planów. Z tego okresu, gdy mając kilkumiesięczne dziecko wszystko chciałam mieć zaplanowane i zrealizowane pamiętam wieczną frustrację, że znów się nie udało. Dopiero gdy przeszłam na etap – będzie co będzie, to zaczęłam dawać sobie radę. Umawiałam się ze znajomymi zawsze na „około jakąś godzinę”, gdyż sztywne godziny nie miały sensu. Gdy dopasowałam swój rytm do rytmu dzieci wszystko stało się prostsze i o dziwo mogłam więcej.

Teraz również nie planuję czasu spędzanego z dziećmi. Oczywiście czasem zdarza się, że mamy coś o bardzo konkretnej godzinie (ostatnio na przykład wizytę w teatrze) ale generalnie moim ulubionym sposobem na spędzanie czasu jest po prostu spędzanie go, bez zastanawiania się czy już gdzieś musimy iść, czy wracać, czy się speszyć czy nie. Wystarczy już, że zawsze musimy mieć posiłki o dokładnie zaplanowanych porach – wolę, by cała reszta odbywała się spontanicznie.

Czy Ty masz jakieś obszary do nie-planowania? Napisz czego z premedytacją nie planujesz?

Ola (Pani Swojego Czasu)

Aleksandra Budzyńska