Na ten wywiad czekałam najdłużej – dzisiaj rozmawiam z Kobietą niezwykłą – prowadzi swój biznes, jest spełnioną żoną i Mamą i choć jest bardzo zajęta to ma niezwykle dobrze poukładane w życiu priorytety. Tą Kobietą jest Agnieszka Kaczanowska – współzałożycielka portalu “Mamo Pracuj” i “Mam spotkanie”. Podziwiam to ile ciekawych rzeczy robi w swoim życiu a przy okazji nie traci z oczu najważniejszych dla siebie wartości. Zapraszam do lektury!

Agnieszko jesteś współzałożycielką portalu Mamo Pracuj i Mam spotkanie, żoną i mamą trójki dzieci, z których najmłodsze ma dopiero 7 miesięcy i jeszcze dodatkowo związana jesteś z sektorem pozarządowym. Jak radzisz sobie z tyloma obowiązkami naraz?

Powiem najszczerzej jak potrafię… bywa, że sobie nie radzę. Wtedy zamykam komputer, wyciszam telefon i nie robię nic związanego z portalem, z fundacją, oddaję się domowym obowiązkom lub zwyczajnie nie robię nic. Potrzebuję czasu i niemyślenia, potrzebuję ochłonąć aby później znów mieć w głowie miejsce na tysiące różnych spraw.

A, że lubię jak się dużo dzieje, lubię załatwiać, organizować, wymyślać i planować najczęściej po jednym spokojnym wieczorze, albo weekendzie, mam siły za dwóch.

Mam w sobie sporą chęć działania, która mnie pcha do różnych aktywności. Lubię wyzwania, lubię kiedy moja praca daje pozytywne efekty, pozytywne w sensie, że jest przydatna społecznie. Tak było odkąd związałam się z organizacjami pozarządowymi, a to było jakieś …. 14 lat temu… I całe swoje życie zawodowe miałam wielką frajdę pracując z na rzecz szeroko-pojmowanego społeczeństwa. Teraz też tak jest. Lubię swoją pracę.

Ale pytasz o to jak sobie radzę, a ja zaczynam od tego że sobie nie radzę…

Bo to jest tak, że teraz, odkąd jestem mamą trójki, czyli od ok. 8 miesięcy, mój rytm dnia wyznacza nie praca, nie ja, a Krzyś (głównie) oraz rytm szkolno-przedszkolny starszych dzieci – Zosi i Helenki.

Zdecydowanie nie jestem panią swojego czasu, oj zdecydowanie. Czekam na to, licząc, że jak Krzyś podrośnie, znów będę miała na pracę w ciszy choćby ze 3 godziny…

Ale w tych „bojowych” warunkach potrafię tak to poukładać, aby zrobić to co jest dla mnie ważne.

Czy możesz nam powiedzieć jak wygląda Twój standardowy dzień pracy?

Ha, dobre pytanie. Nie mam standardowego dnia pracy. Mogę prędzej opowiedzieć o standardowym tygodniu, bo w naszej rodzinie lepiej się to sprawdza.

Zakładając, że starsze dzieci są zdrowe to ja zawożę je 3 razy w tygodniu, mąż 2. Ok. 8 rano. Jeśli mam jakieś spotkania, a najczęściej mam, to jadę na nie prawie zawsze z Krzysiem. Jeśli nie to wracam do domu i po małej rozgrzewce z miotłą czy ścierką (na tyle aby komputer nie przykleił się do miodu czy coś w tym stylu) zaczynam pracę. Oczywiście jeśli mały się bawi, albo śpi działam przy komputerze. Jeśli nie, to bawię się z nim, troszkę myśląc sobie o różnych projektach, które prowadzę, rozmawiam skypowo ze współpracownikami etc. Czasem ktoś weźmie Krzysia na spacer – mam wtedy np. dwie godziny ciszy, w trakcie których pracuję jak szalona wyrabiając 200% normy. Czas biegnie tak szybko, że za chwilę okazuje się, że już jest 15 i jadę po dzieci do szkoły i przedszkola. A potem już jesteśmy razem.

Wtedy już nie pracuję – chyba że jest to coś szalenie pilnego – na szczęście rzadko się to zdarza. To mój czas z dziećmi, jemy, rozmawiamy etc. Druga część dnia pracy zaczyna się wieczorem, jak dzieci zasną. Ale na szczęście nie codziennie.

Jaki jest Twój stosunek do zarządzania czasem? Podchodzisz do tego jakoś systemowo czy też idziesz zupełnie na żywioł?

Zdecydowanie zarządzam czasem w tych warunkach jakie mam. Inaczej nic nie byłabym w stanie zrobić. Mam listę rzeczy do zrobienia, nie zapisuję wszystkiego, zapisuję to co ważne, potem wybieram na początek rzeczy najważniejsze, itd. Nazwę to priorytetami, bo żongluję nimi i na nich opieram swoje działania. Wiem, że nie zrobię wszystkiego. Chcę więc robić te rzeczy, które tego wymagają z różnych względów, zależnie od sytuacji. Mam swój wewnętrzny barometr i nim się kieruję.

Niestety cierpią na tym niektóre sprawy, czasem też ludzie, kiedy dłużej czekają na moją reakcję. Nie jest mi to obojętne, przykro mi. Tyle, że doba ma 24h i w tej materii nic nie poradzę. Nauczyłam się z tym sobie radzić.

Druga ważna dla mnie sprawa, to to że stawiam na jakość, że to co robię lubię robić tak dobrze jak potrafię. Więc w tym moja pociecha, że jak już ktoś na coś czeka, to jak dostanie, to nie będzie rozczarowany.

Czy korzystasz z jakichś metod i narzędzi organizacji czasu?

Czytam, uczę się, ale stosuję swoje własne wariacje na temat metod. Na pewno listy zadań, ale bez przesady (za dużo zadań mnie demotywuje), często zaczynam także od tych trudniejszych spraw, aby mieć je już za sobą, chyba że nie jestem jeszcze gotowa na ich zrobienie. Wtedy czekają.

Pracuję szybko, jeśli mi nic i nikt nie przeszkadza więc wiele zadań jest gotowych w 20 minut (więc także zasada pomodoro się kłania). Jeśli pracuję nad czymś co wymaga skupienia, pilnuję aby nie przerywać tego procesu. Nie odpowiadam na skypowe pytania, nie odbieram telefonu. Tak jest efektywniej. Po przerwie musiałabym zaczynać proces myślowy od początku.

Co powoduje, że jesteś szczególnie efektywna i „robota pali Ci się w rękach”?

Kiedy Krzyś zaśnie, kiedy ktoś go weźmie na spacer, kiedy wszystkie dzieci śpią… słowem kiedy w domu jest cisza to pracuję jak stachanowiec… Ale tak sięgając głębiej, to jeśli lubię to co robię to robota mi się pali w rękach. Tryskam pomysłami, nakręcam się. Jak nie lubię, a są takie rzeczy, to robota nie pali mi się aż tak…

Czy „praca na swoim” powoduje, że masz więcej swobody w planowaniu swojego czasu, czy też wręcz przeciwnie – masz go dużo mniej?

Zdecydowanie więcej. Tak jak pisałam, nie jestem Panią swojego czasu, ale to dlatego, że mam malutkie dziecko. To ono wyznacza rytm. Ale praca na swoim pozwala mi pracować wtedy kiedy mogę/chcę i jak długo mogę/chcę. Pozwala mi być z dzieckiem kiedy trzeba iść do lekarza na 11:00 czy wziąć udział w przedstawieniu o 14:00. Nikomu nie muszę się z tego tłumaczyć, nikogo prosić o zgodę. Nie zamieniłabym tej swobody na etat….

Ma też kilka pułapek. Choćby taką, że praca de facto nigdy się nie kończy. Ale to już samemu trzeba wypracować sobie rytm. No i to, że pracując w domu widzę tysiące rozpraszaczy… ale dzielnie zwalczam w sobie chęć prania, odkurzania 😉

Od kiedy jest z nami Krzyś, odkrywam także moc tego, że jako przedstawicielka portalu Mamo Pracuj mogę pojawić się na spotkaniu z dzieckiem, albo nie wstydzę się tego, że rozmawiając przez telefon w tle ktoś słyszy dziecięce głosy. Nie traktuję tego jako misji udowodnienia, że się da ale to miłe, że mogę być sobą – bo przecież jest mamą i jestem z tego dumna.

Jaką radę związaną z czasem dałabyś wszystkim Kobietom, które pytają jak znaleźć czas na obowiązki zawodowe i rodzinne jednocześnie?

Po pierwsze nie robię wszystkiego – to jest pewne. Dlatego wybieram to co chcę/mogę/powinnam/muszę zrobić. Słowem mój czas dzielę sobie na rzeczy ważne, mniej ważne, i mało ważne. Część rzeczy, które być może powinnam robić, na mojej liście się nie pojawiają …. I chyba tylko dlatego daję radę.

Chcę pracować – pracuję, muszę jechać z dzieckiem do lekarza – jadę. Trzeba uszyć strój na bal – szyję. Ale czy muszę prasować? Albo codziennie odkurzać? Nic się nie stanie jak w domu będzie trochę bałaganu… lubię porządek, chciałabym mieć zadbany dom, ale nie kosztem czasu dla dzieci, męża, czasu na pracę.

Po drugie dzielenie się obowiązkami. To może nawet ważniejsze niż pierwszy punkt. To zrozumienie w rodzinie, że każdy z nas ma prawo do rozwoju zawodowego, i że nasze dzieci i nasz dom są wspólne. Ja wiem, że TAK dobrze jak ja JA nikt nie zajmie się moimi dziećmi, ale prawda jest taka, że tata świetnie sobie z nimi radzi, i jest z tego dumny a dzieci szczęśliwe.

Jest jeszcze jeden element to nauczenie się proszenia o pomoc. I nie mówię tutaj o proszeniu męża, bo to nie o to chodzi, że on mi pomaga (tu działamy razem) ale o proszeniu o pomoc pozostałych osób w rodzinie i przyjaciół.

To na koniec powiedz nam proszę w jaki sposób najchętniej odpoczywasz?

Siedząc na sofie pod kocem z mężem i herbatą oglądając film, albo czytając coś.

Ale to pytanie jest najtrudniejsze… Bo niestety w całej tej układance czasu na odpoczynek zostaje zdecydowanie za mało. Liczę jednak na to, że jak dzieci podrosną to ten czas się wydłuży.

Agnieszka Kaczanowska Na zdjęciu Agnieszka Kaczanowska z córką Helenką. Fot: Magdalena Trebert