Nie czuję w sobie żadnego przymusu do wyjścia. Wychodzę, bo wciąż mnie bolą plecy (ale trochę mniej więc liczę na to, że spacer działa) i wciąż pamiętam miłe uczucie świeżości w głowie, którego doświadczyłam wczoraj. I oddech pełną piersią.

Dziś tego nie doświadczam – jest cholernie zimno i strasznie wieje wiatr. Łzy mi lecą z oczu ciurkiem. Na szczęście załadowałam sobie podcast Michała Szafrańskiego i nie ma bata – nie zejdę z trasy dopóki całego nie odsłucham. Podcast kończy się na 2 minuty przed moim blokiem, a więc i powrotem do domu. Alleluja. Jestem uratowana!

A jak Tobie poszedł drugi dzień wyzwania? Dalej jesteś z nami?