Praca do południa. Po południu kije. Złapałam się na tym, że już wcześniej myślę o tym kiedy ten ruch wkomponuję w swój plan dnia i nie zostawiam go na szarym końcu, lecz traktuję na równi z innymi aktywnościami. Tak więc dzisiaj o godzinie 14.00 kije w dłoń i 3, 2, 1 start!

I wiecie co dziewczyny – myślę o tym, by częściej tego typu wyzwania robić.

Aha – nie uwierzycie jeszcze co się stało! Nie planowałam tego, po prostu jakoś tak samo wyszło. Mniej więcej od 3 dni wstaję o 6.00 rano – to oznacza 1,5 godziny spokoju zanim wstanie cała rodzina. Znalazłam swoją metodę na to. Wstaję gdy tylko zadzwoni budzik. Ponoć to niezdrowe, ponoć trzeba się porozciągać, ziewnąć itp. ale dla mnie to jedyny sposób, żebym faktycznie wstała 🙂

To nam ewidentnie dobrze robi prawda?