Niestety choroba mnie trzyma i jest coraz gorzej. Z dzisiejszej ściany nici – i to już nie ze względu na mnie lecz na Jasia, któremu cukry dziś w nocy dosłownie zwariowały i do 4 nad ranem walczyłam, żeby je obniżyć. A później zaliczył hipoglikemię, więc kolejną godzinę walczyłam, żeby cukier mu podwyższyć.

Tej nocy spałam jakieś 2 godziny i mój organizm ewidentnie ma tego dosyć. Bardzo chce mi się poruszać, ale wiem, ze to bez sensu i nic tym nie zyskam.

Wam jednak życzę wytrwałości i dalej trzymam kciuki!