Z racji swojej pracy ciągle spotykam Kobiety, które próbują zorganizować swoje życie w taki czy inny sposób. Nie ma jednego idealnego sposobu na organizację.

Inaczej organizuje się 22-letnia studentka, inaczej singielka, a inaczej mama trójki dzieci. Inaczej kobieta pracująca na etacie, inaczej właścicielka firmy, a jeszcze inaczej kobieta wychowująca dzieci.

Nie ma powodu wrzucać wszystkie kobiety do jednego worka i każdej z nich kazać na przykład wstawać wcześnie rano (i najlepiej medytować; na Zachodzie modny jest obecnie trend polegajacy na porannym wstawaniu i medytacji niemal o wschodzie słońca). Koniecznie super wcześnie rano. I żeby było jasne – nie mam NIC przeciwko medytacji, ale nie lubię trendów, w których wszyscy na hip, hip, hurra musimy robić to samo.

Ponieważ pracuję z kobietami, zauważam, że błędy, które popełniamy przy próbie zorganizowania swojego życia, są bardzo do siebie podobne, nawet jeśli występują w innych odsłonach. Te błędy bardzo, ale to bardzo utrudniają zorganizowanie się, dlatego dzisiaj postanowiłam o nich napisać.

Błąd nr 1

Szukasz narzędzia idealnego

Nie wiem, dlaczego w „zarządzaniu czasem” (pisząc to, mam na myśli pewien obszar tematyczny) najwięcej mówi się o metodach i technikach. Uczestniczkom moich szkoleń oczy świecą się najbardziej wtedy, gdy przyznają, że chciałyby poznać jedną (najlepiej uniwersalną, szybką, nieczasochłonną, prostą do wdrożenia, bezbolesną i niewymagającą dokonywania jakichkolwiek zmian w życiu) technikę zarządzania sobą w czasie, która ułatwi im życie.

Aby znaleźć taką technikę, kobiety są w stanie naprawdę dużo poświęcić: swój czas, swoją energię oraz całkiem spory kawałek swoich niezrealizowanych celów. Ileż to razy nie zabierasz się za sprzątanie, tylko szukasz (najlepiej w sieci) idealnej szczotki do sprzątania? Ileż to razy sprawdzasz w grupie na Fejsie informacje o najlepszych aplikacjach do zarządzania czasem zgodnie z Techniką Pomodoro, zamiast po prostu spojrzeć na zegarek, odliczyć sobie te 15 minut i zwyczajnie coś zrobić?

Inna odsłona tego błędu to akceptowanie lub odrzucanie takiego narzędzia (lub takiej metody) w całości. Co mam na myśli? Weźmy wspomniane Pomodoro. W idealnym i zalecanym modelu oznacza odcinek pracy oraz przerwę. Odcinek dokładnie wymierzony, bo – zgodnie z założeniami – powinnaś pracować 25 minut, a odpoczywać 5.

Ale jeśli z jakichkolwiek przyczyn taki podział Ci nie odpowiada, przetestuj inne możliwości. Być może dla Ciebie bardziej odpowiedni byłby podział 40/10? A być może musisz zacząć od 15 minut? Nie przekreślaj narzędzia tylko dlatego, że jakaś jego część Ci nie pasuje.

Błąd nr 2

Uważasz, że zarządzanie czasem zajmuje zbyt dużo czasu

NIKT z nas nie oczekuje, że nauczy się języka obcego w jeden dzień (a przynajmniej ja jeszcze nie spotkałam dorosłej, zdrowej i rozsądnej osoby, która mogłaby tak pomyśleć). Wszyscy wiemy, że jest to umiejętność, której nabycie, szlifowanie i utrwalanie zabiera czas. Ale gdy wyrobisz w sobie nawyk codziennego używania języka obcego (na przykład Twoja praca tego wymaga), w pewnym momencie nie będziesz świadomie poświęcała czasu na pogłębianie znajomości języka, niezależnie od tego, ile mogłoby Ci to zająć.

Z organizowaniem się jest tak samo. Jeśli jesteś dziewicą w tym temacie, to nie ma bata – nauczenie się MUSI zabrać trochę czasu. Czas zajmuje sam fakt, że zaczynasz zastanawiać się nad swoimi celami, nad przełożeniem celów na zadania, nad sporządzeniem z zadań harmonogramu, nad rozłożeniem zadań w czasie itp. Jednak później, gdy takie działanie wejdzie Ci w krew, przestajesz je zauważać.

Ja na przykład muszę się bardzo mocno zastanowić, ile czasu zajmuje mi planowanie tego, co mam zrobić następnego dnia, bo jest to dla mnie czynność tak naturalna jak codzienne mycie zębów; nawet nie zwracam uwagi, że to robię.

Błąd nr 3

Robisz wszystko samodzielnie i jesteś niezastąpiona

Z moich obserwacji wynika, że jest to błąd wynikający z przekonania, że zorganizowana osoba to zapracowana osoba. Fasadowość jest NIEZWYKLE ceniona w naszym społeczeństwie.

Co przez to rozumiem?

Moimi najczęstszymi Klientkami są kobiety postrzegane przez świat zewnętrzny (jak same mi piszą) jako niezwykle zorganizowane osoby. Choć wszystko mają ułożone jak w szwajcarskim zegarku, tylko one wiedzą, jakim kosztem to się odbywa – brakiem czasu na myślenie o sobie, nie mówiąc o praktycznym zadbaniu o siebie.

Przekonanie, że tylko będąc niezwykle zapracowaną, można być dobrze zorganizowaną, skutkuje właśnie tym, że chcemy robić wszystko i najlepiej – samodzielnie.

Wśród kobiet prowadzących biznesy większym szacunkiem darzy się zwyczajowo te, które wszystkie sznurki trzymają w garści (bo są tak dobrze zorganizowane), niż te, które delegują część sznurków innym.

Oczywiście ta metoda do pewnego stopnia działa i nawet jesteś w pewien sposób nagradzana właśnie społecznym uznaniem za bycie zarobioną. Jednak przyjdzie moment, w którym nie będziesz miała siły tego dźwigać, a wtedy trudno Ci będzie powiedzieć: „Nie daję rady”. Raz dlatego, że do tej pory dawałaś, więc co niby uległo zmianie, a dwa dlatego, że wszyscy wokół są przyzwyczajeni do Ciebie w roli heroski i niekoniecznie będą skłonni do pomocy.

Błąd nr 4

Boisz się, że planowanie zabije Twoją spontaniczność i kreatywność

Pierwsza i największa obawa kolorowych ptaków, które dotychczas niczego nie planowały i nagle – skądś, od kogoś – dowiadują się, że może jednak warto byłoby coś zaplanować.

Często Kobiety, które boją się tego, mają doskonale zorganizowane na przykład życie zawodowe – w pracy w miarę płynnie realizują wszystkie zaplanowane zadania, jednak nie wiedzieć dlaczego zaplanowanie zadań dotyczących życia prywatnego (rodzinnego, związanego z zainteresowaniem i czasem wolnym) napawa je przerażaniem. Sądząc po ich reakcjach i wypowiedziach, wydaje mi się, że istnieje takie przekonanie, że to, co spontaniczne, jest lepsze niż to, co zaplanowane.

Według mnie są to równie fajne zjawiska. To tak, jakby zdecydować, czy smaczniejsze jest jabłko czy pomarańcza, podczas gdy tak naprawdę lubisz obydwa te owoce.

Zawsze powtarzam, że wolę w zaplanowany i kompletnie niespontaniczny sposób czytać codziennie przez pół godziny książkę, niż w szalony i spontaniczny nie czytać nigdy! Bo, niestety, czekanie na to, aż coś się spontanicznie wydarzy (pójdę na spacer, gdy mi się zechce, przeczytam książkę, gdy poczuję ochotę, będę uprawiać seks, gdy pojawi się odpowiedni nastrój), najczęściej powoduje, że zwyczajnie… brakuje nam na to czasu. Dlaczego? A dlatego, że w swoim planie dnia nie zaplanowałyśmy czasu właśnie na taką, a nie inną przyjemność.

Błąd nr 5

Karmisz swój perfekcjonizm

Wiecie już, co sądzę na temat perfekcjonizmu, prawda? Tak naprawdę nie przeszkadza mi perfekcjonizm, nie przeszkadza mi dążenie do bycia idealną. Owszem, uważam, że jest to złudzenie, ale w sumie w życiu mamy wiele złudzeń, prawda?

Perfekcjonizm przeszkadza mi jednak wtedy, gdy stopuje Was w działaniach, gdy zaczynacie w siebie wątpić i same siebie hamujecie, bo coś nie jest wystarczająco idealne. Taki perfekcjonizm tępię i mam gdzieś, jeśli niektóre z Was uważają, że jest to namawianie do bylejakości.

W temacie perfekcjonizmu miałam kiedyś bardzo ciekawą wymianę zdań. Otóż pod jakimś postem w tym temacie (na temat którego byłam, oczywiście, przeciwna perfekcjonizmowi) jedna z kobiet zapytała, czy chciałabym być operowana przez chirurga, który nie jest perfekcjonistą. Przyznam, że w pierwszym momencie zabiła mi ćwieka, bo rzeczywiście, co jak co, ale chciałybyśmy być perfekcyjnie zoperowane, prawda? Ale jakiś czas później wpadła mi do ręki genialna książka „Ginekolodzy” Jurgena Thorwalda (autora między innymi „Stulecia chirurgów” i „Stulecia detektywów” – bardzo polecam! Świetne pozycje!), w której autor opisuje autentyczny przypadek ginekologa perfekcjonisty. Otóż celem tego ginekologa była „idealnie zoperowana macica”. Celem absolutnie nie do podważenia – macica każdej pacjentki musiała zostać idealnie zoperowana. Chirurg operował tak długo, dopóki nie uznał, że jest idealnie. A sam fakt, że jedna z pacjentek od dwóch godzin leżała martwa (!) na stole operacyjnym, nie miał dla niego większego znaczenia. Idealnie zoperowana macica była najważniejsza.

I myślę, że właśnie fakt celu, jaki mamy, jest w tym wypadku kluczowy. Czy celem jest wypuszczenie produktu w określonym czasie, czy stworzenie produktu idealnego? Jeśli masz dowolną i nieokreśloną ilość czasu, dopracuj produkt, skoro nic Cię nie powstrzymuje. Jednak jeśli musisz go oddać w określonym terminie, być może w pewnym momencie warto pogodzić się z tym, że nie będzie idealny?

Błąd nr 6

Za dużo mówisz, za mało robisz

Uwielbiamy mówić o swoim braku motywacji, braku energii i braku siły do działania. Uwielbiamy dzielić się motywatorkami, hasłami i innymi wspomagaczami. Uwielbiamy dopytywać się, jak to robią inni, i podpatrywać sposoby, w jakie działają.

Najczęściej jestem pytana o to, jak motywuję się do działania. Tymczasem ja się, kurczę, nie motywuję! Ja po prostu działam!

Jak zasiadam do pracy, nie uruchamiam zestawu motywacyjnego a’la Budzyńska, tylko sięgam po listę działań i jadę z koksem, bo wiem, że w perspektywie długoterminowej liczy się tylko to, co zrobiłam i jakie efekty uzyskałam.

Gdybyś kiedyś spisała, zliczyła i podsumowała wszystkie swoje aktywności, w których komuś mówiłaś, pisałaś, narzekałaś, zwierzałaś się na temat tego, jak mało masz czasu, i zamieniła te czynności na działanie, być może zobaczyłabyś efekty.

Błąd nr 7

Jesteś zbyt miła

Taki kobiecy standard.

Nie wiem, jak i czego obecnie uczy się dziewczynki w domach. Sama mam chłopaków, ale chodzę na szkolne i przedszkolne akademie, i wszystkie, naprawdę wszystkie wierszyki recytowane przez dziewczynki (bez względu na to, jakiego święta dotyczą) podkreślają, że dziewczynki mają być grzeczne i miłe, uśmiechać się i pomagać mamie. Mama z wierszyków z reguły przebywa w domu, gotuje, jest kochana i czyta bajki. Z tatą natomiast chodzi się na ryby i generalnie przeżywa fajne przygody, bo jak się jest chłopakiem, z reguły jest się łobuziakiem, ale takim, którego i tak się kocha (dosłowna treść ostatniego wierszyka recytowanego przez mojego młodszego syna).

A potem stajemy się dorosłymi kobietami, które w końcu przyznają, że nie umieją zadbać i pokochać samej siebie. Bo kochanie samej siebie to nie jest uwielbianie własnej osoby, ale pozwolenie na to, by czasem być pierwszą! Pierwszą do przyjemności, do czasu wolnego, do realizacji swoich celów!

Nie jestem za tym, byśmy wszystkie stały się nagle chamkami strzelającymi odmownymi odpowiedziami na prawo i lewo, ale nie da się ukryć, że jeśli chcemy realizować swoje cele, często musimy odmawiać innym osobom, które chcą, byśmy zrealizowały (lub pomogły zrealizować) ich cele. I nie jest to ani łatwe, ani przyjemne.

Jeśli jednak nie umiesz zadbać sama o siebie, nie oczekuj, że ktoś zrobi to za Ciebie!

Zrob to dziś leadpages

Ola (Pani Swojego Czasu)