Czasem mnie podkusi i skręcam nie tam, gdzie trzeba.
Ponieważ mój biznes działa online i korzystam z doskonałego systemu do monitorowania internetu (Brand24 ofkors), to wiem, co w trawie piszczy na temat Pani Swojego Czasu i jestem na bieżąco.

Niestety – ten system monitorowania jest tak dobry, że czasem prowadzi mnie również tam, gdzie na pewno nie chciałabym się znaleźć, czyli w różne dziwne miejsca, w których różni dziwni (i anonimowi oczywiście) ludzie wylewają różne dziwne żale. I w których dowiaduję się różnych dziwnych rzeczy na temat samej siebie.

Generalnie dopóki dotyczy to tylko mnie, zwisa mi to i powiewa (mówiłam tak, gdy miałam naście lat) – jest to naturalna konsekwencja działania online, którą po prostu biorę na klatę. Nawet niejako wzrusza mnie, że osoby, które uważają, że jestem totalnie do dupy, poświęcają swój cenny czas na analizowanie tego, jak bardzo do dupy jestem.

Ale w takich miejscach szerzą się również mity w dziedzinie zarządzania sobą w czasie, a tego już nie lubię, bo to wpływa na Wasze działanie.

Jeśli kobieta, która chciałaby się zorganizować i ogarnąć swoje życie, napotka takie mity i zaczyna w nie wierzyć, to od razu… ma pod górkę.

Gdy rozpoczynałam PSC, nie miałam świadomości, jak bardzo te mity są zakorzenione w naszym społeczeństwie!

Od 2006 roku jako trenerka umiejętności miękkich szkoliłam pracowników korporacji z efektywności osobistej i zarządzania czasem. A kadry zarządzające w korporacjach rzadko kiedy chcą, aby szkolenia obejmowały całokształt zagadnienia; zwykle liczą się praca i to, co się dzieje w pracy.

Z jednej strony jest to zrozumiałe, ale z drugiej powoduje pewne wypaczenia, bo nie widzimy całego obszaru, w którym działa człowiek.

Gdy zaczęłam szkolić jako Pani Swojego Czasu, spotykałam się z kobietami. Nie z menedżerkami, HR business partnerami, trenerkami, kierowniczkami itp., ale z kobietami, które jednocześnie były mamami, żonami, kierowniczkami, szefowymi, pracownicami, koleżankami, podwładnymi… Nagle zaczęłam patrzeć na całą ich sytuację i zobaczyłam to, czego zupełnie nie dostrzegałam, gdy pracowałam z nimi wyłącznie w obszarze zawodowym: ile dziwnych przekonań i mitów na temat zarządzania czasem nosimy w swoich głowach i jak bardzo przeszkadzają nam one w organizowaniu się (przede wszystkim nie wiemy, że są to mity, więc nie jesteśmy w stanie z nimi pracować ani ich zmieniać).

Dlatego teraz bierzemy je na tapet (dobrze widzisz, tam nie ma „ę”) i rozbrajamy je po kolei:

MIT NR 1

WSZYSTKO JEST KWESTIĄ ORGANIZACJI

To chyba najczęstszy mit, który słyszą osoby wkraczające w środowisko osób zorganizowanych i szukające pomocy. Mit bardzo szkodliwy, bo nieprawdziwy, a na dodatek przekazywany z pozycji wyższości (najczęściej przekazują go osoby przekonane, że – w przeciwieństwie do Ciebie – dokonały tego cudu organizacyjnego). Mit, który często zauważam w grupie „Panie Swojego Czasu” na FB i na który zawsze staram się reagować.

Bo sprawa ma się tak: jest osoba, która jest w czarnej dupie, albo tak się jej wydaje. Urodziła właśnie pierwsze, drugie, piąte dziecko. Albo zmienia pracę. Albo szuka pracy. Albo wyprowadziła się od rodziców i jest na swoim. Albo dokonuje się u niej jakaś inna zmiana. A wokół panuje chaos.

Taka osoba wpada do jakiejś grupy na FB i prosi o pomoc. Zamiast tego dostaje strzał prosto w splot słoneczny, bo słyszy od innych kobiet: „Wszystko jest kwestią organizacji”.

Najczęściej mówią to umalowane, pięknie ubrane kobiety, które mają odchowane dzieci i cudowny manicure na rękach i u których panuje porządek.

I pozamiatane. Gdy jesteś w trudnej sytuacji i słyszysz takie słowa, prawdopodobnie rzadko czujesz motywację; najczęściej wpadasz w czarną rozpacz, bo skore one jakoś mogą, a Ty nie, to znaczy, że jesteś leniwą flądrą, której już nigdy w życiu nic się nie uda. Co oczywiście nie jest prawdą, ale Ty tak właśnie się czujesz.

Jako osoba, która uczy kobiety, jak się zorganizować, powinnam te słowa „WSZYSTKO JEST KWESTIĄ ORGANIZACJI” traktować jako mantrę i zbijać na nich kokosy. Powinnam mówić ludziom, że skoro wciąż żyją w chaosie, wciąż nie organizują się za dobrze, najwyraźniej za mało się starają, więc „chodźcie, Budzyńska was zorganizuje!”.

Problem w tym, że słowa „WSZYSTKO JEST KWESTIĄ ORGANIZACJI” są nieprawdziwe!

W realnym życiu nie ma bowiem miejsca na WSZYSTKO – bez względu na to, jak bardzo jesteś zorganizowana.

Nie ma znaczenia, jak doskonale zechcesz się zorganizować, jak cudownych metod, technik i narzędzi użyć; jeśli chcesz mieć wszystko, robić wszystko i być wszędzie – z góry jesteś skazana na niepowodzenie! Nie można mieć wszystkiego, być wszędzie i robić wszystkiego!

Dlaczego oczywiste jest dla nas, że nie prowadzimy pięciu domów naraz (rozumianych nie jako budynki, lecz rodziny) i nie mamy wszystkich mężczyzn na raz?

Dlaczego oczywiste jest dla nas, że nie możemy zjeść wszystkiego?

Dlaczego rozumiemy, że skoro jesteśmy teraz w Krakowie, to nie jesteśmy w Nowym Jorku?

A jednocześnie nie rozumiemy – i nie przyjmujemy do wiadomości – że nie możemy zrobić wszystkiego.

Dotyczy to zarówno tak trywialnych spraw jak dzisiejsza lista zadań, na której często upychamy stanowczo za dużo, jak i wszystkich naszych marzeń, które chcemy spełnić w ciągu jednego roku.

Zamiast myśleć, że wszystko jest kwestią organizacji, zachęcam Was do myślenia, że wszystko jest kwestią wyboru (co oczywiście też nie jest prawdą, bo wielu spraw w naszym życiu nie wybieramy. Gdybym miała wybór, na pewno nie wybrałam tego, żeby mój syn był chory. Ale mogę wybrać, jaki będzie mój stosunek do tej choroby!).

Pamiętajcie, że zarządzanie sobą w czasie to nie są magiczne sztuczki, dzięki którym osiągniecie wszystko!

MIT NR 2

ORGANIZUJESZ SIĘ PO TO, ABY ZROBIĆ JESZCZE WIĘCEJ W KRÓTSZYM CZASIE

Często był to niepisany cel szkoleń, które prowadziłam dla korporacji. Nikt nigdy nie powiedział wprost, że pracownicy mają robić jeszcze więcej, wystarczyło jednak spojrzeć na plany sprzedażowe, które dostawali, aby zauważyć, że dokładnie taka była intencja: w tym samym czasie mieli robić i osiągać coraz więcej.

Dokładnie tak samo postrzegamy organizację oraz zorganizowane osoby.

Zorganizowani są dla nas tylko ci, którzy robią dużo (najlepiej bardzo dużo). W naszych głowach tylko ta kobieta zasługuje na miano zorganizowanej, która zapiernicza na trzy etaty, ma trójkę dzieci, męża lenia, za którego wszystko musi robić, w dodatku rozwija własną firmę i jeszcze charytatywnie dzierga czapeczki dla dzieci. Dlaczego? Bo „jakoś daje radę”.

To, że chodzi na rzęsach, nie ma żadnej relacji ze swoimi dziećmi, bo rzadko je widuje, a wieczorami ze zmęczenia nie może zasnąć i zastanawia się, czy tak już będzie wyglądało jej życie, zwykle w ogóle nas nie interesuje. Dlaczego? Bo nad tym się nie zastanawiamy. Bo w świecie nakręconym na ciśnięcie, zapierniczanie, maksymalną efektywność, produktywność i realizowanie celów brakuje miejsca na odpoczynek, relaks, nicnierobienie itp.

I tutaj właśnie wkracza miejsce, o którym pisałam na początku artykułu. Na krańcach internetu przeczytałam, że jakim ja niby jestem autorytetem w dziedzinie zarządzania czasem, skoro na moich listach, które pokazuję na InstaStory, jest bardzo mało zadań!!!

Mam nadzieję, że widzicie ten paradoks.

Gdy masz dużo do roboty i zapierniczasz jak maszyna, w oczach wielu ludzi jesteś zorganizowana. Gdy masz mało do roboty i możesz żyć tak, jak chcesz, uważają, że jesteś leniwa i tyle!

I problem nie leży w innych.

Jak mówi Marta Frej: „Innych jest dużo, a każdy myśli coś innego”, więc nie ma co przejmować się innymi. Problem w tym, że myślisz dokładnie to samo – i właśnie dlatego nie dajesz sobie prawa do odpoczynku i relaksu. Ciągle trzeba coś robić.

Zwróć uwagę, że takie postrzeganie organizacji jest swego rodzaju sabotażem – jeżeli organizacja miałaby polegać na ROBIENIU, ROBIENIU I ROBIENIU do końca świata, to… nikt nie chciałby tak żyć do końca swoich dni.

I podświadomie zaczynamy sabotować nasze próby zorganizowania się, bo nie chcemy całe życie być jak ten chomik zapierniczający na karuzeli!

Z tego, że robisz dużo, nie wynika, że jesteś pracowita, obowiązkowa, porządna, dobra, mądra, profesjonalna itp. Z tego wynika tylko to, że robisz dużo. I nic więcej. Co więcej (uwaga, prawda będzie bardzo brutalna) – z faktu, że nie umiesz usiąść na dupie i robić nic, wynika, że nie potrafisz być sama ze sobą i zaakceptować siebie takiej, jaką jesteś.

Osoby, które ciągle działają, zwykle poczucie własnej wartości czerpią wyłącznie z efektów swoich działań i od nich uzależniają samoocenę. Jeśli robią dużo i osiągają sporo efektów, ich samoocena jest wysoka. Jeśli robią mało – ich samoocena leci na łeb, na szyję.

Poczucie naszej wartości nie powinno bazować (a przynajmniej nie w całości) na tym, co produkujemy i wytwarzamy, ale na tym, kim jesteśmy jako ludzie, jakimi ludźmi jesteśmy.

MIT NR 3

GDY PLANUJESZ, STAJESZ SIĘ BEZDUSZNĄ MASZYNĄ

To mit rozpowszechniony wśród osób, które lubią postrzegać siebie jako kreatywne i spontaniczne istoty, robiące coś tylko wtedy, gdy im się zachce, gdy mają natchnienie, flow itp. Często są to blogerki, które z radością piszą, że tworzą włącznie wtedy, gdy „je natchnie”, bo przecież zmuszać się nie będą.

Od razu zaznaczę: nie ma nic w tym złego i dokładnie tak powinnaś robić, dopóki blog jest Twoim hobby – ja w końcu maluję i rysuję też tylko wtedy, gdy mam ochotę.

Jeśli jednak mamy do czynienia z pracą, naprawdę ciężko pracować wyłącznie w momentach flow, bo choćbyśmy nie wiem, jak kreatywne były, zdarzają się chwile „totalnie nie flow” i praca idzie nam jak krew z nosa. Wiem, co mówię, bo większość mojej pracy to właśnie tworzenie!

Osoby, które są przekonane, że planowanie zabija spontaniczność i kreatywność, najczęściej boją się, że gdy zaczną planować, ich życie stanie się nudne i przewidywalne, już niczego szalonego i spontanicznego nie zrobią, a w miejscu serca wyrośnie im zegarek.

Co jest oczywistą bzdurą ponieważ:

  • Życie jest meganieprzewidywalne. Choćbyś nawet miała ochotę (w co wątpię) zaplanować każdą jego minutę, i tak Ci się nie uda, bo zawsze wydarzy się coś nieprzewidzianego (a to z kolei do szału doprowadza osoby, które nie lubią spontanu w swoim życiu). Dlatego, droga miłośniczko spontanu, uwierz mi, że wrzutki, wpadki i inne dziwne przypadki losu na pewno Cię nie ominą.
  • W trakcie planowania nie stajesz się głucha i ślepa na to, co przynosi los. Dla osób działających spontanicznie argumentem na spontaniczne działanie jest to, że są otwarte na wszystko, co przynosi los, mają wyczucie oraz równie szeroko otwarte oczy i postawione uszy. Zupełnie jakby planowanie nagle te oczy i uszy zaklejało gipsem. Serio, dziewczyny! Planowanie nie powoduje, że stajemy się tępymi pałami realizującymi zadania z listy, które nie zwracają uwagi na życiowe okazje!!!
  • Plany można zmienić!!! Nie wiem dlaczego, ale panuje przekonanie, że „sorry, skoro już coś zaplanowałaś, to musisz to zrealizować”, bo przecież… zaplanowałaś!”. A ja powiem tak: no i co z tego?! Zaplanowałam, ale zmieniłam zdanie! Kiedyś chodziłam w dzwonach, ale potem zmieniłam zdanie! Kiedyś byłam stewardessą, ale potem zmieniłam zdanie! Kiedyś chciałam mieć jedno dziecko, ale potem zmieniłam zdanie! Plany można zmieniać, modyfikować, dopasowywać do siebie! Posiadanie planu nie oznacza, że stajesz się jego niewolnikiem! Masz wokół siebie ludzi, którzy uważają, że zmiana planów oznacza, że jesteś złym, niekonsekwentnym człowiekiem, któremu brakuje kręgosłupa? Zmień tych ludzi i zbuduj sobie zupełnie inne otoczenie!
  • Ludzie, którzy planują, najczęściej mają WIĘCEJ czasu na spontaniczne wyskoki, zabawy, spotkania i akcje niż ludzie, którzy nie planują. Choćby dlatego, że skupiają się na tym, co ważne, a dodatkowo planują swój wolny czas (nie w takim sensie, że wiedzą, co będą wtedy robić, lecz takim, że wtedy nie będą wykonywać swoich obowiązków, dlatego zaczną robić wszystko, co im spontanicznie przyjdzie do głowy). Codziennie w wannie zupełnie niespontanicznie (bo codziennie odbywa się to w wannie i w zasadzie o tej samej porze) czytam książki (bo uwielbiam to robić), podczas gdy jako osoba uwielbiająca czytać spontanicznie… prawdopodobnie czytasz niewiele lub rzadko (bo nigdy nie masz na to czasu!).

Mit o tym, że planowanie zabija kreatywność, generalnie ma się bardzo dobrze wśród osób wykonujących kreatywne i wolne zawody. Ponadto w naszym społeczeństwie ciągle jest obecny „mit szalonego artysty”, który tworzy w przypływie szału, niesiony natchnieniem, w przeciwieństwie do postaci rzemieślnika, który przychodzi do pracy i przez 8 godzin po prostu wykonuje swoje obowiązki.

Gdzieś tam głęboko w sercu wszyscy czujemy, że ten natchniony szał jest jakiś „lepszy” i bardziej „dopasowany” do twórczej pracy. Tymczasem prawda jest taka, że osoby, które obecnie uważamy za niezwykle kreatywne (malarze, pisarze, kompozytorzy), bynajmniej nie pracowali w napadach szału; ich twórcza praca wynikała ze zwyczajnych, codziennych i wręcz nudnych nawyków.

Dickens nie pisał, gdy miał natchnienie, tylko codziennie rano, o tej samej porze, szedł do roboty, siadał przy biurku i pisał do 14.00, aż mu się „szychta” skończyła (szychta to czas pacy górnika w kopalni. Tak, pochodzę ze Śląska).

Beethoven również komponował swoje dzieła przy biurku. Gdy brakowało mu weny, nie cisnął bardziej (jak to zalecają niektórzy „specjaliści”), tylko odpoczywał na spacerze. Zawsze jednak miał ze sobą notes, na wypadek gdyby wpadły mu do głowy jakieś pomysły.

Działanie nie bierze się z natchnienia; to natchnienie bierze się z działania.

Gdy siedzisz w kącie i czekasz na natchnienie, jedynie marnujesz czas!

Osoby, które boją się planować, często myślą sobie, że gdy już zaczną, to olaboga, trzeba będzie planować wszystko! Według mnie wynika to z wad naszego systemu edukacji, który uczy wszystkiego poza myśleniem i zadawaniem pytań. Nikt nas nie uczy pytać: „A dlaczego?”, „A po co?” „A dlaczego tak?”. A takie pytania powinnyśmy zadawać.

Gdy przyjdzie Ci do głowy myśl, że rozpoczęcie planowania oznacza planowanie wszystkiego do końca życia, to zatrzymaj się na chwilę i zadaj sobie pytanie: „A niby dlaczego?”. No właśnie: niby dlaczego musisz planować w każdym obszarze swojego życia? Gdzie jest napisane, że tak trzeba? Od razu Ci odpowiem: nigdzie! O ile w obszarze zawodowym mam bardzo dokładny plan działania, o tyle w życiu prywatnym miewam miejsca, których praktycznie w ogóle nie planuję (na przykład weekendy). I bardzo dobrze mi z tym!

MIT NR 4

ISTNIEJE JEDNA, UNIWERSALNA METODA ZARZĄDZANIA CZASEM

I wystarczy ją odkryć. A gdy już ją odkryjesz, to zadzieją się cuda.

Żyjemy w czasach, w których wszystko musi zostać natychmiast podane na tacy. I od razu działać. I najlepiej, żeby bez żadnego wysiłku można było to zaaplikować. Bo „jesteśmy tego warte”, prawda?

Dlatego dalej nic nie robimy. Siedzimy sobie na dupie, a dupa nam rośnie od tego siedzenia (o dziwo – szybko i bez wysiłku), i skrollujemy internety w poszukiwaniu tej cudownej metody, która pozwoli nam wstać. Na pewno już jutro znajdziemy cudowny planer, cudowną aplikację albo cudowną technikę, więc jeszcze sobie posiedzimy i poszukamy.

Dzisiaj wszystko musi dziać się natychmiast.
Grypy nie leczymy tydzień, nie leczymy jej nawet 2 dni, tylko zażywamy jakiś syf z reklamy telewizyjnej, który ma zadziałać po 2 godzinach. Skoro w 2 można „wyleczyć” grypę, siebie też chcemy „wyleczyć” w 2 godziny.

Pewność siebie w 2 godziny, asertywność w weekend, organizacja w tydzień. Chcemy metod, trików i 5 sposobów na…

Wiecie, dlaczego marketingowcy świata mówią, że tytuły czegokolwiek powinny brzmieć: „5 sposobów na…”, „Jak w 7 krokach zdobyć…”?

Bo ludzie nie szukają. Nie chcą się dowiedzieć, jak dzięki ciężkiej, pełnej wyrzeczeń pracy po 2 latach pracy nad sobą zmienić swoje nastawienie do czegoś, tylko chcą to zrobić w weekend między śniadaniem a gotowaniem obiadu!

Z organizacją jest jednak pewien problem: same metody i techniki nie wystarczą.

Dlatego ludzie mówią: „Planowanie nie działa”, „Nie umiem się zorganizować”. To nie metody i techniki są przeszkodami, ale… nasze głowy i to, co dzieje się w środku. Przeszkodą są nasze przekonania.

Na Waszych listach nie dlatego jest za dużo zadań, że nie potraficie zastosować metod i technik, ale dlatego, że tkwią w Was przekonania o tym, jakie zadania powinna realizować kobieta.

Dodajecie ciągle nowe pozycje nie dlatego, że nie wiecie, że nie zdołacie ich zrealizować (bo doskonale o tym wiecie), ale dlatego, że nie potraficie asertywnie odmówić. Nauczono Was, że trzeba być miłymi i że ten, kto odmawia, jest chamem i bucem.

Im dłużej uczę zarządzania sobą w czasie i organizacji, tym wyraźniej widzę, że najcięższa nie jest praca z metodami i technikami, lecz z własną głową i z własną psychiką.

MIT NR 5

ZORGANIZOWANA KOBIETA TO PORZĄDNA KOBIETA

O ile poprzednie mity dotyczyły w zasadzie obu płci, o tyle ten mit dotyczy wyłącznie kobiet. Kiedyś nie miałam pojęcia, jak bardzo jest obecny w życiu kobiet. Jasne, moja mama to typowa Matka Polka, która prędzej zemdleje ze zmęczenia, niż usiądzie i odpocznie, i która robi wszystko za wszystkich, jednak gdy ja zaczęłam prowadzić dorosłe życie, z pełną świadomością nie kontynuowałam tego modelu. I jako wykształcona osoba mieszkająca w dużym mieście otaczam się kobietami, które w większości żyją podobnie – przedefiniowały rolę kobiety i nie ograniczają jej do dbania o dom, rodzinę i porządek (często tych elementów nawet nie mają w swoim życiu).

Ale pracuję z kobietami i widzę, jak bardzo wypaczone jest to postrzeganie kobiet w Polsce. Wciąż funkcjonuje mit, że zorganizowana kobieta to porządna kobieta.

I żebyśmy się dobrze zrozumiały: nie chodzi o porządek w kontekście „moralności”. Możesz codziennie sypiać z kimś innym i w innym łóżku, w internetach możesz mieć 5 anonimowych profili i hejtować, kogo się da, a w wolnym czasie torturować żaby, bo tak długo, jak długo jesteś czysta i porządna (czytaj: NIE MASZ BAŁAGANU), tak długo w oczach społeczeństwa uchodzisz za zorganizowaną kobietę.
I na odwrót: gdy wokół siebie masz bałagan, nie masz prawa być zorganizowaną.

Piszę o tym, bo niesamowite jest to, jak bardzo ten mit jest połączony z życiem kobiet i jak bardzo kobiety traktują go jak coś oczywistego! Tak, ich rolą jest ogarniać wszystko! Tak, superzorganizowana kobieta to taka, która ogarnia wszystkie obszary. Tak, ta kobieta, która mówi: „Ja nie sprzątam!”, jest po prostu fleją, w dodatku niezorganizowana fleją! A niezorganizowana fleja nie ma prawa mówić innym, jak się zorganizować tak, jak najbardziej mówię tu o sobie!).

Jesteśmy młodymi, wykształconymi i zapracowanymi kobietami, a mimo to dajemy sobie – i, o dziwo, innym kobietom też – prawo do lekkiego „olewania” tych tematów. Czyli: gdy masz dużo pracy, obowiązki, dzieci na głowie, hobby i coś tam jeszcze, jasne jest, że nie musisz latać z tą ścierą! Daj sobie spokój, kobieto! Super, że chociaż tyle już jest! Jednocześnie w większości kobiet wciąż tkwi przekonanie, że jeśli mają czas i możliwość, bo obowiązków było mniej niż zwykle, to powinny jednak ogarniać i sprzątać, bo inaczej… będą niezorganizowanymi flejami.

I zobaczcie: w wypadku mężczyzn nikt się nie zastanawia, czy zorganizowany mężczyzna to taki, który „robi to wszystko”. Nikt nie łączy „zorganizowanego mężczyzny” z faktem, że pełni 15 ról społecznych, ale takie łączenie kobiet z rolami społecznymi, które pełnią, jest nagminne.

Zobaczcie też, że w trakcie wywiadów z kobietami będącymi na świeczniku prawie zawsze pada pytanie o to, jak dają sobie ze wszystkim radę. Mężczyzn nikt o to nie pyta!

Chciałabym bardzo jasno i wyraźnie powiedzieć: to, że uważasz, że zorganizowana kobieta powinna dbać o porządek (swój czy cudzy – nieważne), nie jest obiektywną prawdą o świecie. To wyłącznie Twoje przekonanie. Takie samo jak inne: że dzieci i ryby głosu nie mają, że trzeba być miłym, że pierwszy milion trzeba ukraść, że każda kobieta jest fałszywa. A przekonanie to coś, co siedzi w naszej głowie. W ten sposób wracamy do poprzedniego mitu i tego, że najtrudniej pracować właśnie z własną głową.

MIT NR 6

WYSTARCZY CHCIEĆ, CZYLI ZMOTYWUJ SIĘ

Mit motywacji i tego, że wystarczy być zmotywowaną, żeby działy się cuda, jest równie żywy w naszym społeczeństwie jak mit o szalonym i kreatywnym twórcy (a może nawet bardziej!).

Ludzie jak najęci szukają tej motywacji. Nie zauważają, że z motywacją jest jak z miłością: pierwszym etapem jest cudowne zakochanie; sprawia, że jesteśmy na haju, ale nie trwa wiecznie!!! Jeśli relacja ma trwać, związek dwojga ludzi musi bazować na czymś więcej niż reakcjach chemicznych zachodzących w naszych mózgach!

Dokładnie tak samo jest z motywacją.

Jeśli to, do czego właśnie poczułyśmy motywację, ma trwać dłużej niż dwutygodniowy etap haju, to musimy mieć coś więcej niż sam entuzjazm.

O motywacji i jej związku z samodyscypliną napisałam bardzo dużo. Sporo znajdziesz TUTAJ.

Rozejrzyj się i sprawdź, jak działają osoby, które coś osiągnęły w interesującej Cię dziedzinie. Może niektóre z nich znasz osobiście? Ja znam sporo osób, które uprawiają jakiś sport (amatorsko, ale regularnie od lat). Zauważam, że ich osiągnięcia nie są wynikiem tego, że bardzo chciały i wow, tak bardzo były nakręcone do działania. Wręcz przeciwnie – dokładnie tak samo jak my miewały chwile słabości i zwątpienia, dokładnie tak samo jak nam nie chciało się im tak bardzo, jak tylko można. Ale od tych, którzy nie działają i nie mają rezultatów, odróżnia je jedno: wiedzą, że działanie nie może zależeć od chęci, bo w ogromnym stopniu zależy od samodyscypliny, nawyków i systematyczności.

MIT NR 7

GDY SIĘ ZORGANIZUJESZ, PÓJDZIESZ DO NIEBA

Oczywiście nie mam na myśli tego, że umrzesz. Wiele osób jest przekonanych, że organizacja to lekarstwo na wszystkie problemy w ich życiu, w związku z tym gdy się zorganizują, problemy znikną.

Zauważam to, gdy czytam Wasze opinie na mój temat. Wydaje się Wam, że ja, jako osoba zorganizowana, wiodę sobie cudowne życie, nie mam kłopotów, nie mam problemów, wszystko zawsze idzie zgodnie z tym, co zaplanowałam, nie kłócę się z mężem ani nie krzyczę na dzieci, bo przecież idealnie je wychowuję i zawsze robią to, o co proszę. W pracy nigdy nie popełniam błędów, nigdy nie mam zaległości i codziennie (a jakże!) jestem uśmiechnięta!

Prawda jest zupełnie inna.

To, że jesteś zorganizowana, nie oznacza, że świat się zmienił. Świat będzie dokładnie taki sam, jaki był wcześniej. Ludzie będą mieli wobec Ciebie takie same oczekiwania i roszczenia, jakie mieli wcześniej, i wciąż będą się starali wrzucić Ci więcej obowiązków, przekonani, że jako kobieta powinnaś robić coś wyłącznie dlatego, że… jesteś kobietą! Twoja lista zadań bynajmniej nie stanie się krótsza, bo zadania dopiero wtedy znikają z naszego otoczenia, gdy… to my decydujemy, że nie chcemy ich realizować. Innymi słowami: będzie dokładnie tak samo, jak było. Jedyne, co może się zmienić, to Twoje nastawienie wszystkiego. I tego CI właśnie bardzo życzę!!!