Nie wiem, jak u Was, ale dla mnie wiosna i jesień to idealne pory na to, by zacząć od nowa. Wprawdzie w potocznym rozumieniu początek roku sprzyja wdrażaniu zmian w życiu, dla mnie jednak to zdecydowanie zbyt późno, ponieważ właśnie wtedy wprowadzone zmiany nabierają rozpędu.

Jesienią rozpoczynałam większość swoich prac. Jesienią decydowałam o większości zmian w swoim życiu. Przypomniałam sobie właśnie, że jesienią urodziłam się i jesienią wyszłam za mąż.

Wrzesień to dobra okazja, by zorganizować się od nowa.

Dlaczego akurat wrzesień?

Po wakacjach i wypoczynku jesteśmy gotowe na nowości. Nasze dzieci idą do szkoły i przedszkola (jeśli, oczywiście, mamy dzieci).

Dla mnie wrzesień to z jednej strony oddech pełną piersią i wielki haust przewidywalności – dzieci przebywają w zinstytucjonalizowanych placówkach w przewidywalnych godzinach – ale z drugiej strony jazda bez trzymanki związana z tym, że wiele rzeczy trzeba poukładać na nowo: nowe godziny lekcji, nowe rozkłady jazdy, nowe godziny zajęć dodatkowych, nowi znajomi – przyjaciele królika, nowe przyjaźnie, nowe sympatie i antypatie.

W tym roku do nowości zaliczamy nową wychowawczynię Jasia, a w związku z tym dyskutowanie o cukrzycy,  wyjaśnianie, uczenie się wspólnego rytmu współpracy na linii rodzic – wychowawca.

Ledwie skończyliśmy zastanawiać się nad tym, co z dziećmi robić w wakacje, a już zaczynamy ustalać, kto kogo ma odebrać, kto kiedy pojedzie na zajęcia dodatkowe, kto pójdzie na wywiadówkę i kiedy, do jasnej anielki, znajdziemy czas dla siebie.

I tak sobie myślę, że w tym stresującym momencie warto zadbać o to, by wszystko, co jest od nas zależne, w miarę możliwości przebiegało gładko i bezstresowo.

Jesień to dla mnie idealny moment, by od nowa zabrać się za organizację swojego życia. Jak to zrobić? Najlepiej po kolei.

Po pierwsze: poranki i wieczory

Dobry poranek to spokój przez cały dzień, a dobry wieczór to gwarancja dobrego poranka. Jedno warunkuje drugie – i dobrze, bo tak ma być.

Zaskakujące jest dla mnie to, jak niewiele kobiet dba o zrobienie wieczorem wszystkiego, co tylko można, by rano mieć mniej zadań do wykonania. Szczególnie dotyczy to tych, które rano lubią pospać. Przecież można wieczorem przygotować wszystko, co jest nam potrzebne do pracy (torebkę i jej zawartość), poszczególne elementy garderoby, komputer, telefon, ładowarkę, klucze od domu i samochodu oraz dokumenty. Wieczorem można również naszykować część śniadania, by rano się nim nie zajmować (jasne, nie zrobisz wieczorem jajecznicy, ale sporo produktów możesz przygotować).

Wieczorem Twoje dzieci mogą sprawdzić, czy są gotowe do szkoły i przedszkola. Mogą wybrać ubranie dla siebie, spakować tornister, naostrzyć kredki i inne takie. Zwróć uwagę, że napisałam: „Twoje dzieci”, a nie: „Ty”; spakowanie tornistra NIE jest zadaniem z Twojej listy zadań, lecz czynnością, jakie wykonuje Twoje dziecko. I tak, mówię o 6- albo o 7-latku. Im wcześniej dziecko nauczy się tego, tym lepiej i dla niego, i dla Ciebie. I nie, nie spadłam z kosmosu; jestem mamą 7-latka, który poszedł do szkoły w wieku 6 lat.

Po drugie: cele i priorytety

Może początek roku szkolnego warto wykorzystać jako okazję do zastanowienia się, po co nam to wszystko? Dokąd tak biegniemy? Czy mamy w tym jakiś cel? Czy biegniemy w konkretnym kierunku, czy może dlatego, że lubimy i sprawia nam to przyjemność? A może dlatego, że wszyscy wokół biegną, a my chcemy podążać za nimi?

Na poziomie ogólnym są to, oczywiście, szumne pytania o cel w życiu itp., ale schodząc do poziomu codzienności, zaczynamy zastanawiać się, co dają nam konkretne aktywności i po co je wykonujemy. Co jest dla nas i dla naszych dzieci ważniejsze – kolejne zajęcia dodatkowe czy czas spędzony razem, poświęcony beztroskiemu nicnierobieniu?

Po trzecie: planowanie

Większość kobiet najpierw planuje, potem stara się realizować plany, potem czuje frustrację, że się nie udało, a na końcu myśli, po jaką cholerę w zasadzie planowała.

Tymczasem kolejność powinna być odwrotna: najpierw zastanawiamy się, po co, a dopiero później – jak to zrealizować, czyli układamy plan, przy okazji wyrzucamy, eliminujemy, delegujemy lub przekładamy na później wszystko, co nie realizuje naszego „po co”.

Mistrzyniami planowania nie są te kobiety, które starają się zmieścić, a następnie zrealizować z wywieszonym językiem wszystkie zadania, by pod koniec dnia paść na łóżko z przekonaniem, że jutro czeka je kolejny dzień zawalony obowiązkami.

Planowanie nie służy planowaniu, lecz temu, by realizować nasze zamierzenia – nie tylko te codzienne, polegające na trwaniu z dnia na dzień i niezwariowaniu, lecz także te długoterminowe, obejmujące to, do czego chcemy dojść, kim chcemy być i co chcemy zobaczyć.

Po czwarte: Ty kontra współczesny świat

Czyli rozpraszacze uwagi, przerażające i w kontekście marnowania czasu na głupoty, i w kontekście ignorowania spraw naprawdę ważnych.

Najpierw zapytam Cię o coś: jak ważne są dla Ciebie Twoje dzieci? (Jeśli nie masz dzieci, jak ważni są dla Ciebie Twój mąż, Twoja mama, ktoś inny, równie bliski?). Założę się, że odpowiedziałaś: „Ważni” albo: „Bardzo ważni” (nie spotkałam kobiety, która powiedziałaby: „Eee, no tak sobie”).

Teraz wyobraź sobie inną sytuację – zawodową. Bierzesz udział w spotkaniu z bardzo ważnym klientem. Negocjujecie umowę. Klient właśnie powiedział, że chciałby nawiązać z Tobą współpracę, ale nie jest do końca przekonany. Ma kilka pytań do Ciebie.

Czy w takiej sytuacji odważyłabyś się sięgnąć po telefon i sprawdzić, co słychać na Fejsie lub jakie fotki wrzucili na Instagram Twoi znajomi? Czy mogłabyś napisać komentarz pod cudzym zdjęciem i – nie patrząc na klienta – odzywać się zdawkowo: „Aha”, „Mhm”, „Zaraz”, „Chwileczkę”, „Już pana słucham, tylko jeszcze zerknę…”?

Nie sądzę.

Dlaczego zatem zachowujesz się tak wobec swoich dzieci, swojej mamy, swojego męża lub innej ważnej dla Ciebie osoby? Czy oni nie zasługują na tyle samo uwagi co Twój ważny klient?

Nie daj się rozpraszać temu, co mniej istotne. Ustal, kiedy i dla kogo jesteś dostępna, a dla kogo zdecydowanie Cię nie ma.

Po piąte: motywacja

Z jednej strony motywacja jest niedoceniana – znam wiele osób, które chodzą do pracy z marsową miną, bo nie znoszą tego, co robią. Bardzo chciałabym im pokazać, że można inaczej. Też tak kiedyś miałam, ale to zmieniłam. Bez pieniędzy, pleców i znajomości. Ciężką pracą.

Z drugiej strony motywacja jest przeceniana, bo nie załatwi wszystkiego; nie wystarczy, gdy pojawi się konieczność wykonania nudnego zadania (bo takie przecież też się zdarzają) ani nie zbuduje w nas długoterminowych nawyków, niezbędnych do tego, by żyć w zorganizowany sposób. Warto więc szukać motywacji, ale nie można polegać na niej w 100%!

Po szóste: inni

Inni czasem sprzyjają, czasem przeszkadzają. Często wspierają, ale równie często zupełnie nie rozumieją.

Warto zbudować z innymi taki system, który będzie sprzyjał nam wszystkim. Im szybciej nauczysz się, że zarządzanie czasem rodziny to praca zbiorowa, tym lepiej dla Ciebie. Tę pracę warto wykonywać już wtedy, gdy najmłodsze elementy zbioru (mam na myśli dzieci, gdyby ktoś się nie domyślił) są tak małe, że nie mają świadomości organizacji. Bo najcięższą pracą wcale nie będzie przekonanie ich do tego, by współdziałały, lecz przekonanie samej siebie, że współdziałać powinny. Przekonanie samej siebie, że nie Ty jesteś odpowiedzialna za organizację Twojego domu. Że nie Ty musisz prowadzić domowy kalendarz. Że nie Ty musisz wskazywać palcem, by coś się zadziało.

Nie zrozum mnie źle – wiem, że może teraz nie wyobrażasz sobie innego rozwiązania. Wiem, że jeśli teraz nie wskażesz palcem, to żadna czynność nie zostanie wykonana. Ale tak wcale nie musi być. No i czy nie byłoby fajnie, gdyby od czasu do czasu ktoś Tobie wskazał palcem, co ma być zrobione, żebyś nie musiała pamiętać wszystkiego za wszystkich…?

Po siódme: Ty

I czas tylko dla Ciebie. Nie dlatego, że akurat coś komuś wypadło; nie dlatego, że ktoś odwołał spotkanie i masz nieplanowane dwugodzinne okienko, ale dlatego, że jesteś człowiekiem i niekiedy potrzebujesz czasu tylko dla siebie.

Czasu spędzonego w 100% tak, jak chcesz – na kanapie z książką, w jednoosobowym kajaku lub na sali kinowej (UWIELBIAM chodzić sama do kina!).

Czasu spędzonego bez wyrzutów sumienia, że komuś coś zabierasz, i bez poczucia winy, że tyle zadań mogłabyś wykonać, tymczasem siedzisz i nic nie robisz.

Nicnierobienie też jest ważne dla naszego życia i dla naszego organizmu. Gdyby nicnierobienie było zbędne, prawdopodobnie ewolucja już dawno zajęłaby się spaniem jako czynnością niepotrzebną, a jednak – jak na razie – człowiek nie jest w stanie przeżyć bez spania.

Jeśli potrzebujesz pomocy w zorganizowaniu się to sprawdź czy kurs “Zorganizuj się w 21 dni” nie jest przypadkiem dla Ciebie. Kliknij na obrazek i zapisz się na listę osób zainteresowanych kursem. Sprzedaż startuje już w najbliższy poniedziałek – 12 września o 6.00 rano.