Fatalna komunikacja to jeden z najczęstszych i najpoważniejszych złodziei czasu. Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy sporo tej komunikacji odbywa się online – widzimy tylko słowa, nie widzimy gestów i nie słyszmy tonu głosu, więc trudno jest nam domyślić się intencji danej osoby.

Jako osoba zajmująca się uczeniem innych tego, jak należy zarządzać czasem (sobą w czasie), bardzo dbam o to, aby samej stosować się do własnych zasad.

Wiele razy trąbiłam o tym, że nie wierzę w powiedzenie: „szewc bez butów chodzi”. Wierzę natomiast w to, że skoro sama czegoś uczę, to jest to na tyle sensowne i przydatne, aby samej z tego korzystać, prawda?

Dlatego dzisiaj kilka zasad komunikacji, które stosuję w relacji ja – świat.

1. Żadna ze mnie pani.

Owszem, jestem Panią Swojego Czasu. Owszem, mam 37 lat, więc nastolatką nie jestem. Ale spokojnie możesz pisać do mnie: „Cześć” i zwracać się per Ty. Tak wolę. Sama szybko przechodzę na taką formę komunikacji, chyba że ktoś ma z tym duże problemy.

2. Mam na imię Ola.

Od biedy ujdzie Aleksandra. Ale nie Olga. Ola a Olga to dwa zupełnie różne imiona.

Gdy nie mam pewności, jak zwracać się do kogoś, po prostu używam takiej formy imienia, jaką ktoś podpisuje się w wiadomości do mnie.
Wciąż zdarza się, niestety, że dostaję mejle bez powitania, bez pożegnania i bez podpisu (!!!), co mnie zawsze niesamowicie zdumiewa. Wtedy odpisuję tak: „Cześć, buziaczek624@op.pl”, mając nadzieję, że ktoś się zorientuje, że należy się podpisać (choć coraz częściej zaczynam w to wątpić).

3. Nie jestem w stanie spełnić wszystkich próśb.

A dostaję ich duuuuużo.

Czasem nie mogę ich spełnić, a czasem zwyczajnie nie chcę.

Gdy czegoś ode mnie chcesz i zwracasz się do mnie: „Szanowni Państwo”/„Szanowny Panie” lub: „Znalazłam na Pana blogu” (zwróć uwagę, że litery „a” i „i” leżą na klawiaturze daleko od siebie i trudno je ze sobą pomylić), to możesz być pewna, że odmówię. A w zasadzie nawet nie ja, lecz moja Prawa Ręka – Justyna. Jeśli nie masz czasu dowiedzieć się, do kogo piszesz, i sprawdzić, czy jestem kobietą, czy mężczyzną, to ja nie mam czasu na czytanie Twojego mejla, a już na pewno nie mam ochoty zgadzać się na Twoją prośbę.

4. Nie czytam mejli w weekendy.

I nie odpowiadam na mejle w weekendy. Kropka.

Gdy napiszesz do nas w sobotę – nie odpowiemy. Gdy napiszesz do nas po 22.00 – również nie odpowiemy (chyba że będziemy miały nocną zmianę, bo spałyśmy w ciągu dnia. Żartuję! Nie pracujemy na nocne zmiany!).

5. Słowo „pilnie” nie spowoduje, że zrobię coś szybciej.

Twój priorytet nie musi być moim priorytetem.

Najczęściej słowa „pilne” używają magazyny kobiece. Ja rozumiem, że mają fantastyczny zasięg. I rozumiem, że to prestiż. Ale nie mam zamiaru rzucać wszystkiego w kąt i odpisywać natychmiast, bo magazyn kobiecy zdecydował się zamieścić moją trzyzdaniową wypowiedź.

6. Nie stosuję się do netykiety: „W ciągu 24 godzin należy odpowiadać na mejle”.

Według mnie jest bez sensu. Odpowiem wtedy, gdy nadejdzie mój czas pracy z mejlami, lub wtedy, gdy Twój priorytet spotka się z moim.

7. Największą rozrywką jest dla mnie czytanie propozycji agencji i marek.

Dla mnie i dla mojej Prawej Ręki Justyny. Pora przyznać to szczerze.

Po tym, jak w raporcie Jasona Hunta znalazłam się w brązowej dziesiątce najbardziej wpływowych blogerów 2016 roku, worek z ofertami dosłownie się rozpruł.

Gdybym była blogerką zarabiającą na artykułach sponsorowanych, już bym Wam reklamowała: ubezpieczenia, samochody, plastry antynikotynowe, telefony, operatorów telefonicznych (prawie wszystkich), żelazka, blendery, ekspresy do kawy, kawę, proszki do prania, płyny do zmywania naczyń i… (to moje ulubione) kulki do ćwiczenia mięśni Kegla.

Myślę, że teraz doceniacie, że jedyne, co od czasu do czasu Wam sprzedaję, to moje kursy online 🙂

Mejle z agencji mają ten urok, że zawsze są takie same: ich pracownicy chcą wiedzieć o mnie wszystko: poznać zasięgi, stawki, możliwości i propozycje, ale sami nie podają żadnych informacji (dla kogo, jaka firma, jaki produkt itp.). Tak mnie dziwił ten fakt, że nawet podpytałam znanych blogerów o to, czy tego rodzaju komunikacja to norma.

Okazuje się, że tak (co mnie nie dziwi). Najbardziej dziwi mnie fakt, że dla większości z nich jest zupełnie normalne to, że mam wysyłać komplet danych od siebie i nie otrzymać w zamian żadnych informacji.

To według mnie trochę tak, jakbym zwróciła się do jakiejś marki z tekstem w tym stylu: „Dzień dobry, jestem blogerką, ale nie napiszę jaką i nie napiszę, o czym piszę. Nie napiszę też, jaki mam zasięg i czy ktokolwiek mnie czyta, ale proszę o przesłanie informacji, ile Państwo płacą za artykuł sponsorowany”.
Obstawiamy, ile marek odpowiedziałoby na taką wiadomość? No właśnie.

8. Nie trafiają do mnie: ozdobna gadka, korpomowa, wyszukane i okrągłe sformułowania.

Ani w formie ustnej, ani pisemnej.

To niesamowite, że taka okrągła gadka pleni się, mnoży i sama sieje. Równie niesamowite jest to, że ludziom się wydaje, że staną się bardziej profesjonalni, jeśli jedno proste zdanie zamienią na pięć skomplikowanych określeń z wyszukanym słownictwem i wyślą je do osoby, która uczy innych, jak oszczędzać czas. Wolę prosto z mostu i kawę na ławę.

9. Nie sikam w majtki tylko dlatego, że chcesz mi przesłać produkt do przetestowania.

Ani dlatego, że liczysz na to, że produkt sam w sobie będzie wynagrodzeniem.

Być może Ty dostajesz wynagrodzenie w postaci produktów swojej firmy, ale ja nie.

10. Nie odpowiadam na wiadomości na FB.

Rozumiem aktualną tendencję do skracania dystansu i nawet to lubię, ale tworzenie dodatkowego kanału komunikacji zwyczajnie robi burdel. A burdel zawsze zajmuje czas. Przypominam, że ja uczę, jak nie tracić czasu. Dlatego napiszę jeszcze raz: nie odpowiadam na wiadomości na FB. Co więcej – w ogóle ich nie czytam. Dziennie dostaję kilkanaście wiadomości na prywatne konto i drugie tyle na konto PSC (na tym drugim profilu ustawiłam automatyczną odpowiedź z prośbą, aby napisać na mój adres mejlowy).

11. Jeśli piszesz do mnie na Fb priv i prosisz o mój adres e-mail to wnioski z tego są następujące: albo nie umiesz znaleźć mojego bloga (na którym ten adres jest) albo Ci się nie chce.

I w sumie nie wiem, która opcja jest gorsza.

Żeby było jasne – te zasady nie są uniwersalne. Nie chodzi o to, aby je kopiować, ale zastanowić się nad tym, czy są to również Twoje zasady, świadomie przez Ciebie wypracowane, czy może ktoś Ci je narzucił lub korzystasz z nich, bo „tak wypada”.

Gdy ostatnio pisałam o tym na FB, pewien „miły” pan zamieścił komentarz mniej więcej takiej treści: „Może więc od razu napisz, że olewasz swoich klientów i masz ich gdzieś?”.

I tak sobie myślę, że ten pan: po pierwsze, nie miał pozytywnych intencji, pisząc ten komentarz (no, ale przecież nie musiał mieć, prawda?), po drugie – i dużo ważniejsze dla mnie – kompletnie nie rozumie, w jakim celu, w jaki sposób i po co prowadzę swój biznes.

Nie wiem dlaczego, ale panuje przekonanie, że biznes ma służyć TYLKO klientom. I że oni są najważniejsi. I że trzeba ich po rączkach całować i płatki róży sypać pod nogi.

Owszem, u Pani Swojego Czasu również stajemy na rzęsach, żeby klienci mieli dobrze – koszty produkcji naszych produktów fizycznych są znacznie wyższe niż u konkurencji. Zawijamy wszystko w cudowny papier, owijamy wstążeczkami, zamawiamy specjalne koperty, poza tym do obsługi klientów zostały oddelegowane specjalne osoby, a bywa, że moja asystentka jest na wyciągnięcie ręki nawet w godzinach, w których absolutnie nie powinna już pracować.

ALE: biznes nie służy tylko i wyłącznie klientom! Biznes ma służyć także mnie! Nie zakładałam go po to, aby się zajechać, zarobić i zamęczyć.

I moment, w którym dojdę do wniosku, że biznes i moje klientki stały się ważniejsze niż mój mąż, moje dzieci, mój czas wolny, moje spotkania z przyjaciółmi i po prostu moje życie, będzie ostatnim dniem mojej działalności!

Żeby nie było tak różowo – są momenty, gdy faktycznie nie ma równowagi i myślami jestem non stop w swoim biznesie. Tak będzie na początku marca, gdy ruszy przedsprzedaż książki. Moja rodzina wie, że wtedy mama będzie siedziała jak na beczce z prochem, bo wszystko zacznie kręcić się wokół książki. I tak przez 2–3 dni.

Ale nie jest tak non stop i nigdy tak nie będzie non stop.

A Wy macie jakieś zasady związane z komunikacją, które ułatwiają Wam życie?