CZY WIESZ SKĄD CZERPIESZ ENERGIĘ DO DZIAŁANIA?

Dziś rozpoczęłam dzień bardzo wcześnie bo o 4. 45 .

Jest teoria, która mówi, że ludzie efektywni z reguły wstają o godzinę wcześniej niż cała reszta ludzkości i w ten sposób osiągają więcej mniejszym kosztem. Niestety dla mnie pobudka w normalny dzień o tej porze jest raczej większym kosztem niż mniejszym 🙂

Wsiadam więc do pociągu i pierwsze co mi przychodzi do głowy to lista spraw, które mogę w tym pociągu załatwić:

Pierwsza rzecz to mogę iść spać, jest szósta rano, pada deszcz; idealna pogoda na zarwanie poranka.

Mogę uruchomić internet i przejrzeć wszystkie zaległe mejle i odpowiedzieć na te, które jeszcze nie doczekały się kategorii „ważne”.

Gdyby jednak nie było internetu (niestety w naszym cudownym PKP to dosyć częsta opcja) to mogę sobie zrobić porządki na komputerze – w końcu uporządkować pliki i dokumentację w folderach, opisać odpowiednio artykuły, tak bym nie musiała ich długo szukać i by porządek zapanował na zawsze (musicie bowiem wiedzieć, że Pani Swojego Czasu bynajmniej nie jest Perfekcyjną Panią Domu i z porządkiem różnie u niej bywa)

Mogę oczywiście też zaraz z marszu zabrać się za pisanie artykułów, bo przede mną 3 godziny jazdy, a luksus pracy 3 godzinnej niczym nie przerywanej (poza podaniem wody i kontrolą biletów) jest dobrem rzadkim.

I faktycznie – przyznam się Wam (w końcu jestem tylko człowiekiem), że w ferworze akcji i myślenia o tym ile rzeczy mogę zrobić przez te trzy godziny (yeahh!) rzuciłam się na skrzynkę pocztową i dawaj pisać mejla do pewnej Kobiety, której chcę zaproponować wspólny projekt i współpracę.

Mejl napisany i wysłany. A ja zaczęłam myśleć i uświadamiać sobie pewne rzeczy:

Jestem zmęczona, bo w moim życiu dużo się ostatnio dzieje. Jestem zmęczona, bo wstaję kilka razy w nocy, by mojemu 5 letniemu synowi mierzyć poziom cukru we krwi. Jestem zmęczona bo ostatnio bardzo dużo uwagi poświęciłam swoim projektom, a bardzo mało – sobie.

Od myślenia do czynów – słuchawki na uszy, Sigur Ros w słuchawkach i hyc do spania. Wystarczyła 30 minutowa power drzemka. Obudziłam się jak młoda bogini gotowa do akcji i gotowa do działania.

Napisałam 3 artykuły, stworzyłam listę pytań do Ważnej Kobiety, z którą chcę współpracować, zrobiłam porządek na pulpicie i w dokumentach mojego komputera. Napisałam długo oczekiwany Antyporadnik Kobiety Zarządzającej Czasem (tak, wkrótce go dostaniesz :)) Napisałam odpowiedzi na wszystkie zaległe mejle , choć ich nie wysłałam, gdyż PKP górą internetu niet.

A teraz najlepsze – jestem absolutnie przekonana, że nie zrobiłabym tego tak dobrze i tak szybko, gdybym najpierw nie naładowała swoich baterii – patrzeniem się w okno pociągu w strugach deszczu, słuchaniem ulubionej muzyki i w końcu snem.

Drogie Kobiety – ładujmy więc swoje baterie tym, co nas raduje, co nas cieszy i co nam sprawia radość. Dzięki temu będziemy bardziej efektywne.

A Wy – jak ładujecie swoje baterie? Co powoduje, że chce Wam się latać i jesteście bardziej efektywne? Czekam na Wasze komentarze.

Pozdrawiam

Ola (Pani Swojego Czasu)

11