Odkąd 2 lata temu ogłosiłam się Panią Swojego Czasu, wszystko dzieje się błyskawicznie, a zmiany zachodzą z prędkością lecącej kuli śniegowej.

Tak wiele osób mówi mi, że tyyyle osiągnęłam w tak krótkim czasie, że, niestety, sama zaczęłam w to wierzyć.

Dlaczego „niestety”? Czyżbym nie doceniała swojej pracy i wysiłku włożonego w to, co budowałam? Czyżbym miała tendencję do podkopywania samej siebie i niedoceniania swoich sukcesów?

Przyznaję, że kiedyś tak było. Nie umiałam zaakceptować komplementów i nie dostrzegałam swoich mocnych stron i sukcesów. Ale te czasy minęły. Teraz stale powtarzam, że skromność jest przereklamowana.
O co w takim razie chodzi?

O to, że często przeceniamy to, co dzieje się szybko, a nie doceniamy tego, co trwa dłużej. Dodatkowo nie zauważamy, że coś, co dzieje się teraz, stanowi efekt wielu wydarzeń, które miały miejsce w przeszłości.

Na przykład patrząc na Panią Swojego Czasu, na pierwszy rzut oka można zobaczyć jedynie dwa lata działania i hulający blog, tysiące kobiet, które kupiły moje kursy online, trzydzieści tysięcy fanek na fanpejdżu i kilkanaście tysięcy osób na webinarach. Czy to nie ładny obrazek? Pewnie, że tak! A na dodatek prawdziwy!

Prawdą jest również to, że uruchamiając to wszystko, cyfrą wyjściową dla każdego z tych parametrów było zero.

Prawdą jest też to, że czasami sama siebie karmię tymi liczbami i wynikami, bo jestem tylko człowiekiem. Na dodatek próżnym, który lubi łechtać swoje ego. Nie jest to specjalny powód do dumy, ale też nie widzę powodu, by to ukrywać. Uważam, że zbyt dużo ukrywamy – tego, jak naprawdę wyglądają życie, emocje i świat.

Tak czy siak – te dwa lata to krótko czy długo?

Jeśli ktoś poznał PSC miesiąc temu, wydaje mu się, że krótko, bo widzi zaledwie wycinek rzeczywistości, który, niestety, z prawdziwą historią nie ma nic wspólnego.

Prawdziwa historia jest taka, że firmę założyłam ponad 10 lat temu.
Prawdziwa historia jest taka, że zrobiłam to tylko dlatego, by wykonywać zlecenia dla jednej firmy, i oprócz płacenia ZUS-u i podatków z własnej kieszeni niewiele wiedziałam o prowadzeniu swojego biznesu.
Prawdziwa historia jest taka, że nie miałam pojęcia o sprzedaży, rynku, promocji i marketingu. Sprzedaż i marketing kojarzyły mi się ze studiami oraz specjalistami ds. sprzedaży i marketingu (za cholerę nie wiedziałam, czym oni się zajmują!).
Prawdziwa historia jest taka, że gdy chciałam mieć coś naprawdę swojego (mam na myśli rodzaj biznesu), nie wiedziałam, czym to mogłoby być. W tym przypadku parametr był tylko jeden: coś mojego.

A jeszcze prawdziwsze jest to, że próbując znaleźć to coś swojego, zaliczyłam po drodze mnóstwo wpadek i porażek.

Czy wiesz, że kiedyś byłam stewardesą? Latałam w arabskich liniach lotniczych i wyglądałam tak:

stewardesa

Praca marzenie. Mieszkałam na Bliskim Wschodzie, latałam po całym świecie, spałam w najlepszych hotelach i piłam szampana w wieku 23 lat. Jednocześnie tak bardzo tęskniłam za wszystkim, co zostawiłam w domu, że aż bolało. Gdy jednak po roku wróciłam, znowu zapragnęłam latać. Co więcej – przez moment szukałam pracy w tym zawodzie, bo wydawało mi się, że nie ma dla mnie innej drogi. Przeszłam wszystkie etapy rekrutacji w British Airways i dostałam zaproszenie na rozmowę do Londynu. Gdy jechałam metrem na lotnisko Heatrow, myślałam, że zwariuję – tak bardzo bolało mnie serce i tak bardzo chciało mi się wymiotować. Bałam się.

Wyobraź sobie, że z tego strachu nigdy na tę rozmowę nie dotarłam. Wydałam pieniądze, by dostać się do Londynu (wtedy niemałe), i stchórzyłam przed rozmową! Porażka na całej linii!

Czy wiesz, że kiedyś pracowałam na etacie i siedziałam w biurze od 9.00 do momentu, gdy szef opuści biuro, bo nie miałam odwagi wyjść do domu po ośmiu godzinach pracy?!

Czy wiesz, że w innej pracy przychodziłam do pracy w niedzielę i odwalałam nadgodziny, nie mając nawet odwagi pisnąć o dodatkowym wynagrodzeniu?

Czy wiesz, że kiedyś wpadłyśmy z przyjaciółką na pomysł pewnego przedsięwzięcia? (Abyś nie mogła jej zidentyfikować, niczego więcej nie napiszę). Miałyśmy cudowne plany i świetnie się czułyśmy, opracowując w szczegółach całą koncepcję. Mogłyśmy godzinami wymyślać nazwy, kolory, logo oraz snuć plany na temat tego, jak będzie wyglądał nasz biznes. Ale nie mogłyśmy się porozumieć co do terminu jego uruchomienia oraz tego, jak będzie wyglądał w praktyce i co poświęcimy, by osiągnąć nasze cele. Ostatecznie okazało się, że zupełnie inaczej rozumiemy realizację naszego pomysłu – i wszystko się rozpadło. Dwie dorosłe, inteligentne i świadome siebie kobiety nie potrafiły się porozumieć. Porażka na całej linii!

Czy wiesz, że kiedyś miałam Agencję Guwernantek? Wymyśliłam sobie (zupełnie racjonalnie zresztą), że będzie to świetnie prosperujący biznes (przecież ludzie są coraz bardziej zajęci i mają coraz mniej czasu dla swoich dzieci). Najlepsze było to, że biznes faktycznie się kręcił, bo moje założenia były prawidłowe – okazało się, że mnóstwo ludzi i może, i chce płacić duże pieniądze (z mojej perspektywy) za opiekę nad dziećmi! Na założenie i rozwinięcie tej działalności wydałam mnóstwo pieniędzy; chciałam, by wszystko było przygotowane na tip-top. Miałam profesjonalne logo, stronę internetową, wizytówki, plakaty itp. Miałam cudowny zespół kobiet, które chciały ze mną współpracować. Miałam klientów. Jedyne, czego nie miałam, to serca do tego biznesu. Nie byłam sobą, gdy go prowadziłam. Udawałam kogoś bardziej eleganckiego i kogoś bardziej dystyngowanego – i nie czułam się z tym dobrze. Po jakimś czasie zamknęłam agencję. Gdyby nie to, że istniała już PSC, poczucie porażki byłoby dotkliwe.

A ja jako Pani Swojego Czasu?

Czy wiesz, że swoje pierwsze logo zrobiłam w Canvie?
Czy wiesz, że w pierwszym webinarze, który współprowadziłam z Santi, uczestniczyło tylko 21 osób?
Czy wiesz, że kiedyś w newsletterze użyłam słowa „kurwa” i oberwałam za to niemiłosiernie?
Czy wiesz, że ostatnio wysłałam newsletter sprzedażowy bez linka do strony sprzedażowej?
Czy wiesz, że…? Długo mogłabym tak wyliczać…!

Dlaczego o tym piszę?

Bo kobiety traktują porażkę jak koniec, a nie jak początek. Bo w drodze do zorganizowania i uporządkowania swojego życia potykają się i nie chcą wstawać, a na dodatek obwiniają o to siebie. Bo wyrzucają sobie, że są niezorganizowane, leniwe, chaotyczne i bałaganiarskie. Bo gdy na drodze do realizacji ich celów nie uda im się jeden mały krok, odpuszczają wszystko i wylewają dziecko razem z wodą.

Coś Ci powiem. Jestem prawie pewna, że gdy zaczniesz się uczyć organizacji, coś na pewno Ci się nie uda. Jestem prawie pewna, że kiedyś Ci się odechce, a wtedy powiesz: „Po cholerę mi to wszystko..?!”. I jestem prawie pewna, że kiedyś zdecydujesz, że Ci się nie chce, i zrobisz to, co robiłaś do tej pory, chociaż wiesz, że Ci to nie służy.

I wiesz, co?  Masz do tego prawo, bo jesteś tylko człowiekiem, który czasem się myli, głupio wybiera lub odpuszcza.

To, jak teraz działam jest sumą wszystkich moich wzlotów i upadków. Moich osiągnięć i moich porażek

Jesteśmy tylko ludźmi. Nie udało się dzisiaj, to spróbujesz jutro. A jeżeli nie uda się jutro, to świat też się nie zawali.

PS. W tym tygodniu kończą się zapisy na trzecią edycję kursu “Zorganizuj się w 21 dni”. W tej odsłonie 622 osoby zdecydowały się wziąć udział, co oznacza, że łączna liczba kursantek wynosi 1317 osób

Kurs można zakupić tylko do niedzieli w tym tygodniu! W pakiecie VIP mamy już tylko 26 miejsc. Dołączyć do nas możesz TUTAJ.