Byłam ostatnio na wakacjach.
Nie wiem, na jakie wakacje Ty jeździsz, ale my jeździmy pod namioty. A poza tym jeździmy na rowerach. Dodatkowo (dlaczego jest to ważne, wyjaśnię za chwilę) jestem osobą, która nie poświęca swojej urodzie jakiejś nadzwyczajnej liczby minut nawet na co dzień, a co dopiero na wakacjach.

No więc podczas tych moich wakacji nie malowałam się, nie czesałam (albo czesałam raptem raz na kilka dni) i dawałam Wam znać, jak mi idzie rowerowanie, wspinanie się na szczyty itp.

I jakie było moje zdumienie, gdy pewnego dnia w skrzynce instagramowej znalazłam wiadomość, z której dowiedziałam się, że kobieta, która uczy inne kobiety, jak się zorganizować, zaplanować i mieć więcej czasu, POWINNA chyba mieć czas na to, aby zadbać o swój wygląd, uczesać się i zrobić coś ze swoimi brwiami!

Zatkało mnie totalnie!

Już nie mówię o tym, że to jest po prostu chamskie.
Już nie mówię o tym, ileż, kurna, trzeba mieć wolnego czasu, żeby pisać komuś takie wiadomości!

Już nie mówię o tym, jak smutne życie trzeba prowadzić, żeby zwracać KOMUŚ uwagę na takie pierdoły!!!

Ale to, na co najbardziej zwróciłam uwagę, to fakt, jak cholernie głęboko siedzą w niektórych kobietach przekonania o tym, że coś się powinno, a czegoś nie.

Że kobiety mają jakoś wyglądać!

Że spełnieniem marzeń każdej (na pewno!) kobiety jest posiadanie dziecka.
Że kobiety powinny jakoś ogarniać dom.

Że powinny golić nogi.

Że nie powinny mówić „kurwa”.
Że nie powinny odmawiać, bo wtedy są niemiłe.

Że…

Że…

Że…
Nieważne, co tam wstawimy; ważne, że ciągle tak o sobie myślimy!

Że musimy.

Że jako kobiety jakoś tam musimy i coś tam musimy!

Piszę o tym nie dlatego, że chcę Wam pokazać, jak nie dbam o moje brwi i jak bardzo wyzwoloną kobietę to ze mnie czyni (bo w ogóle nie czyni), ale dlatego, że moja broszka (czyli organizacja i zarządzanie sobą w czasie) często kojarzy się z takim właśnie „powinnam”, najlepiej wciśniętym w garsonkę perfekcyjnej pani domu, kochanki i bizneswoman!

Moja broszka zawodowa kojarzy się z panami w białych koszulach, którzy uczą nas wizualizować sukces i codziennie rano przepisywać 38 razy swoje cele prowadzące do tego sukcesu!

Moja broszka kojarzy się z listą zadań wytatuowaną na ramieniu; prędzej utnę sobie to ramię, niż nie zrealizuję listy!

A to nieprawda!!!

Staję na głowie, zastanawiając się, JAK JESZCZE mam Ci to pokazać.

Organizuję webinary, #kawęzbudzyńską i InstaStory. Napisałam o tym książkę.

Jak jeszcze mogę przekonać inne kobiety, że w życiu chodzi o to, żeby żyć tak, jak chcemy.

Że w życiu chodzi o to, żeby robić to, co chcemy.

Że w życiu chodzi o to, żeby planować to, co chcemy, i nie planować tego, czego nie chcemy.

Że w życiu chodzi o to, żeby robić listy zadań – albo ich nie robić, jeśli nam to pasuje!

Że w życiu chodzi o to, żeby golić nogi, nie golić nóg, nie mieć zasłon w oknach, mieć syf w kuchni, jeśli chcesz, i porządek w salonie – też jeśli chcesz! Być idealną żoną, jeśli masz ochotę, lub mieć w dupie ugotowanie obiadu, jeśli tej ochoty Ci brakuje! Być samowystarczalną i prowadzić biznes, bo tak lubisz, lub wychowywać dzieci, bo tego pragniesz!

W życiu nie ma jednego dobrego wyboru!!!

No helloł, kobiety, obudźmy się!

Jako moje czytelniczki już jesteście pewnie obudzone, ale na boga – budźcie inne kobiety! Edukujcie je, pokazujcie im! I żesz, do kurny paki, nie wciskajcie innych kobiet w schemat „powinnaś – nie powinnaś”!