Boimy się tego, co ludzie powiedzą. Boimy się, że wszyscy zauważą, albo wręcz przeciwnie – że nikt nie dostrzeże. Boimy się, że ktoś przyłapie nas na błędzie i wytknie nam naszą niekompetencję. Boimy się, że znajdą się lepsi od nas i że inni to zauważą. Boimy się, że nie sprostamy cudzym oczekiwaniom. Boimy się, że ludzie nie będą nas lubić. Boimy się, że wyrządzimy komuś krzywdę, lub że ktoś tę krzywdę wyrządzi nam. Ze strachu odkładamy nasze działania, bo uważamy, że być może wtedy nie spotkają nas krytyka, złe słowa, śmiech i szyderstwo.

Czasami kobiety piszą do mnie: „jestem mistrzynią zwlekania”, „jestem mistrzynią odkładania na później”. Ja mogłabym napisać o sobie: „jestem mistrzynią bania się”. Ale jednocześnie jestem mistrzynią działania mimo tego strachu.

Wiele kobiet uważa, że aby zacząć działać, trzeba przestać się bać. Wmawiają sobie, że zaczną działać i zapomną o zwlekaniu, gdy przestaną się bać. Obiecują sobie: „Gdy tylko dowiem się, co zrobić ze swoim strachem, to zrobię to i to”.

Niestety nie napiszę Ci, co zrobić ze swoim strachem, bo… sama tego nie wiem. Oczywiście na wielu możliwych frontach pracuję z nim, jak mogę, ale nie doszłam do momentu, w którym przestałabym go odczuwać. Po prostu minimalizuję go na tyle, aby móc działać.

Chcesz dowiedzieć się, jak to wyglądało w praktyce? OK, cofnijmy się zatem do okresu, w którym powstawała PSC.

W sierpniu i we wrześniu 2014 roku doszłam do wniosku, że zakładam i rozwijam PSC. Wiedziałam, że chcę uczyć kobiety zarządzania sobą w czasie i że chcę stworzyć z tego biznes online. I że będę prowadzić blog. To były w zasadzie jedyne założenia, jakie wtedy miałam.

Skoro biznes miał być online, to musiał działać online, czyli być obecny w sieci. Nie jesteś w stanie sensownie rozwijać swojego przedsięwzięcia i jednocześnie ukrywać go przed światem (choć znam wiele kobiet, które tego właśnie chciałyby) – prędzej czy później wszyscy się dowiedzą.

Moja sytuacja była taka, że gdy zakładałam PSC, miałam wszędzie zera. Także na koncie. A to oznacza, że nie mogłam rzucić wszystkiego i zająć się rozwijaniem swojej pasji. Musiałam pracować – tak jak pracowałam dotychczas – a wieczorami rozwijać PSC.

W świecie, w którym wówczas się obracałam, prowadzenie bloga wywoływało… wybuchy śmiechu. W tamtym świecie specjaliście nie prowadzili blogów. Specjalistą był ktoś (zwykle trener), kto stawał dobrze ubrany przed grupą innych dobrze ubranych ludzi (uczestników) i w sali szkoleniowej wykładał swoje mądrości. Robienie tego w formie bloga było co najmniej uwłaczające.

Czy się obawiałam? Niewiele osób wiedziało o tym, ale dosłownie robiłam w gacie ze strachu. Co powiedzą? Czy mnie wyśmieją? Czy zaakceptują? Czy nie uznają za dziwadło?

Cóż, jeśli myślisz, że wszyscy poklepali mnie po ramieniu i powiedzieli: „Wow, ale super!”, to się mylisz! Oczywiście kilka osób tak zareagowało, ale w większości przypadków natykałam się na ironiczne spojrzenia. Nazwano mnie „pisareczką”, a moje marzenia o biznesie online opartym na społeczności Pań Swojego Czasu, zostały – delikatnie mówiąc – wyśmiane.

Ziścił się mój najczarniejszy scenariusz: pracowałam, jednocześnie rozwijając swój blog ze świadomością, że otaczam się osobami, które zupełnie nie wierzą w to, że mi się uda!

Widzisz w tym siebie? Jesteś w podobnej sytuacji? Chciałabyś rozpocząć jakieś przedsięwzięcie, rozkręcić biznes, ale zwlekasz, bo jedyne, co dostajesz od innych ludzi, to zwątpienie, ironia, sarkazm i przekonanie, że Ci się nie uda, mniej lub bardziej dosadnie wyrażone. Dlatego odkładasz.

Ale zwróć uwagę, że jeśli odkładasz z powyższych powodów, to tak naprawdę przyznajesz rację tym, którzy zniechęcają Cię do działania. Jeśli odkładasz, zamiast brać się za bary ze swoimi marzeniami, to tak naprawdę mówisz: „Nie dam rady tego udźwignąć. Jestem słaba i nigdy sobie nie poradzę”. A wtedy na twarzach szyderców i wszystkich osób, które krytykują Cię i podcinają Ci skrzydła, pojawiają się krzywe uśmieszki. Słyszysz wtedy: „A nie mówiłam…?!”.

Po co karmić takie osoby? Po co je wspierać? Po co dawać IM satysfakcję? Czy nie lepiej zapewnić tę satysfakcję SOBIE? Choćby dlatego, że spróbowałaś!

Mogłam skupić się na tym, co robiłam dotychczas – miałam z tego dobre pieniądze i prestiż wynikający z wykonywanego zawodu – ale NIE mogłam odpuścić. A wiesz dlaczego? Ponieważ już wtedy wiedziałam, jak chcę, aby wyglądało moje życie, i miałam świadomość tego, co jest dla mnie ważne, a co nie.

Stało się tak tuż po diagnozie mojego syna, gdy zorientowałam się, jak mało do tej pory żyłam swoim życiem, a jak bardzo cudzym. Jak bardzo realizowałam cudze cele zamiast swoich. Nie chciałam, aby moje życie nadal tak wyglądało!

Stało się to moim motorem napędowym bez względu na wszystko, co działo się dokoła. I nadal jest!

A dalej było tylko… gorzej.

Oczywiście żartuję. Ale tylko trochę. Im głębiej w las, tym jest i gorzej, i lepiej jednocześnie. Lepiej, bo się przyzwyczajasz. Bo zaczynasz się spodziewać. Bo uprzedzasz wypadki. Gorzej, bo im bardziej przesz do przodu, tym bardziej stajesz się podatna na wszystko, co Cię spotka.

Więcej osób będzie Ci kibicowało, ale też więcej czyhało na Twoje potknięcia. Więcej Ci napisze, że wyglądasz świetnie, ale też więcej, że masz krzywe zęby. Więcej osób dostrzeże, że schudłaś, ale też więcej wytknie Ci wciąż za duży brzuch. Więcej osób będzie Ci dziękować, że robisz coś dobrego dla innych, ale też więcej uzna, że tylko się lansujesz.

Powyższych przykładów nie wzięłam z głowy, ale ze słów, które kierują do mnie inni. Dostaję masę wsparcia, ale też słyszę sporo krytyki. Sztuką jest koncentrować się na wsparciu, a nie na krytyce.

Silniejsze staje się to, co karmimy.

Odkładasz coś na później? Dlaczego? Czego się boisz?

Jeśli chcesz sobie poradzić z odkładaniem na później, ale nie wiesz jak, zapraszam na mój kurs “Zrób to dziś, czyli jak nie odkładać na jutro”. Szczegóły znajdziesz TUTAJ