Muszę przyznać, że cała ta świąteczna gorączka, która wkrótce się zacznie, to zupełnie nie mój klimat. Nie tylko jej nie praktykuję, lecz także nie do końca ją rozumiem.

Jak wiadomo, perfekcyjna pani domu ze mnie żadna, a matka Polka jeszcze gorsza – być może stąd moje podejście.

Bieganie z rozwianym włosem po mieszkaniu, sprzątanie każdego kąta, doprowadzanie rodziny do szału, a później narzekanie na to, jak bardzo zmęczona i urobiona jestem, to zupełnie nie moje podejście do świąt.

Jeśli zdarza mi się w grudniu odwiedzać supermarkety (co w ogóle rzadko ma miejsce, bo nie znoszę marketów), na tłumy wykupujące cały asortyment sklepowy i robiące zapasy żywności w takich ilościach, jakby miał nadejść kataklizm, patrzę z wrodzoną ciekawością godną socjolożki, którą zresztą jestem.

Ta nerwowa atmosfera w kolejkach, te ostatnie zakupy jeszcze przed kolacją wigilijną, to ciągłe utyskiwanie na to, że Wigilia jest dniem pracującym i te biedne kobiety obsługujące kasy powinny dostać kilka godzin wolnego, bo przecież muszą jeszcze Wigilię przygotować… NIE MOJA BAJKA.

Ale nie jest też tak, jak sugerowała kiedyś pewna „miła” czytelniczka, jakoby nasza rodzina spędzała Wigilię w dresach i jadła suchary (no serio, tak mi napisała!). Mamy normalne święta, choinkę, Wigilię i prezenty. A to oznacza, że przygotowujemy się do świąt, robimy zakupy, kupujemy (lub robimy) prezenty, gotujemy itp.

A ponieważ w internetach już nasila się świąteczne szaleństwo, chciałam przedstawić Wam moje sposoby na świąteczne prezenty oraz opowiedzieć, co zrobić, aby nie marnować czasu (i pieniędzy również) na ich zakupy.

Moje patenty na świąteczne prezenty:

1.Ustal wspólnie z rodziną podejście do obdarowywania siebie prezentami/kupowania sobie prezentów.

Szczególnie ważne jest to w wypadku spotkań rodzinnych w dużym gronie, gdy nastawienie „każdy kupuje każdemu” jest nie tylko niesamowicie czasochłonne (bo powoduje konieczność znalezienia prezentów dla osób, które widujemy zaledwie kilka razy w roku), lecz także nieekonomiczne. Zamiast tego można się umówić, że dana rodzina kupuje prezenty innej rodzinie (na przykład mąż, żona i dzieci kupują jeden prezent dla babci i dziadka). My zawsze tak robimy, jeśli święta spędzamy na wyjeździe. Uzgadniamy wtedy na przykład, że jedynie dzieci dostają prezenty; dorośli niczego sobie nie wręczają. Jest wiele wariantów tych ustaleń; grunt to wybrać taki, który nam pasuje, i się go trzymać.

Znam też domy, w których Wigilia zamienia się w zjazd całej rodzinny (na moim weselu chyba nie było tylu osób!) i odbywa się swego rodzaju losowanie, kto komu ma kupić prezent. Z reguły dzieci są z wyłączone z tego typu obrad i otrzymują najwięcej prezentów.

2.Bądź przygotowana.

Moim standardowym arsenałem jako osoby kupującej prezent są notatki. Mam taki notes (koniecznie muszę przenieść go do Evernote!), w który zapisuję wszelkie pomysły na prezent, jakie tylko przyjdą do głowy albo o jakich usłyszę.

Z rozmów wyłapuję informacje o tym, na czym komuś zależy, a następnie tylko sprawdzam, czy sprawa jest aktualna (bo na przykład mogłam usłyszeć to w sierpniu).

W notesie mam też zapisane rozmiary, długości i wielkości uniwersalnych przedmiotów, które mogłyby stać się prezentami, wraz z przyporządkowanymi do nich markami. Czyli na przykład buty marki X – rozmiar taki i taki. Koszula marki Y – rozmiar taki i taki. Na wszelki wypadek kupuję w miejscach, w których można wymienić produkt na inny, jeśli się nie spodoba.

3.Prezenty kupuj… przez cały rok.

Według mnie z prezentami jest jak z dżinsami. Gdy idziesz na zakupy specjalnie po to, aby kupić idealne dżinsy, nie tylko nie znajdziesz tych, które doskonale leżą, lecz także wrócisz zmęczona, zziajana i zdenerwowana. Gdy jednak kupujesz coś innego, bywa, że te idealne spodnie po prostu wpadają Ci w oko.

Tak właśnie robię z prezentami – kupuję je przy okazji. Widzę świetną książkę, grę planszową albo zabawkę, którą chciałyby moje dzieci – kupuję. Prezenty czekają spokojnie na sprzyjającą okazję (bo to mogą być przecież mikołajki, niekoniecznie święta). Dzięki temu sporo oszczędzam – zamiast wpadać w szał świątecznych zakupów, kiedy wszystko jest raczej droższe niż tańsze, korzystam z promocji i wyprzedaży.

4.Kupuj w internecie.

Co tylko mogę, kupuję w internecie. Wszystkie produkty, które są przeze mnie sprawdzone, kupuję zawsze w sieci. W zasadzie kolejność u mnie jest taka, że przez cały rok prezenty kupuję niejako przy okazji, a z początkiem grudnia zaczynam sprawdzać, co mam, a co jeszcze mogłoby się przydać, i uzupełniam zapasy. Nie ma co ukrywać, że większość upominków kupionych online jest znaaacznie tańsza od ich odpowiedników w sklepach stacjonarnych.

5.Rób zakupy w odpowiednich godzinach.

Choć jest to niesłychanie uzależnione od tego, jak i gdzie pracujemy, jeśli tylko mogę, robię zakupy poza godzinami szczytu. Czyli nie w weekendy i nie po godzinie 17.00. Jeśli jednak nie masz innej opcji, pamiętaj: weź ze sobą listę i udaj się do sklepu, który doskonale znasz, aby nie błąkać się między alejkami (co i tak jest trudne, bo sklepy przed świętami zwykle zmieniają tzw. layout właśnie po to, abyśmy błądzili i wydawali więcej kasy niż trzeba).

6.Miej listę prezentów i trzymaj się jej.

Jak pisałam wcześniej, prezenty kupuję niejako „przy okazji”. Takie podejście może okazać się zgubne, jeśli masz do obdarowania sporo osób, a nie posiadasz listy potencjalnych prezentów dla każdej z nich. Skończy się tym, że jednej osobie kupisz sześć prezentów, a innej żadnego, bo ciągle „przy okazji” trafiasz na coś, co spodoba się tej pierwszej.

A jakie są Twoje patenty na świąteczne prezenty?