Chcesz wiedzieć jak wygląda planer pełen czasu od kuchni?

Dzisiaj chciałam Wam pokazać, jak to wygląda od środka i od podszewki. Co się działo na każdym etapie i o co trzeba zadbać. Co było trudne. Co okazało się kompletną klapą. Co początkowo wydawało nam się zupełnie oczywiste, ale ostatecznie okazało się totalnie nieoczywiste. Czego byłyśmy w 100% pewne i za co mocno dostałyśmy po nosie.

Takich wpisów nie znajdziesz w sieci zbyt wielu.
Dlaczego?
Bo aby pokazać coś od środka, trzeba się obnażyć. Pokazać swoją wiedzę, ale często także niewiedzę.

Chcemy pokazać, że się na czymś znamy, ale w trakcie KAŻDEGO projektu okazuje się, że o masie spraw nie mamy pojęcia – jesteśmy zielone jak szczypior i głupie jak but (to cytat z mojego OSTATNIEGO ARTYKUŁU, który bardzo mi się spodobał. Pewnie dlatego, że sama go wymyśliłam).

W swojej misji edukacji (zabrzmiało jak z epoki pozytywizmu) najbardziej na świecie lubię dzielić się własnym doświadczeniem. Może dlatego, że w taki sposób najszybciej się uczę.

Nie lubię teorii. Teorie mnie nudzą. Lubię patrzeć, w jaki sposób ktoś coś zrobił i jak najszybciej chcę to wypróbować, aby sprawdzić, czy sprawdzi się u mnie czy nie.

Dlatego dzisiaj nie będzie artykułu o tym, jak ważne było planowanie, lecz o tym, jak przebiegał proces planowania i realizacji najnowszego dziecka Pani Swojego Czasu, czyli Planera Pełnego Czasu.

Artykuł opracowałam też dla tych wszystkich cudownych kobiet, które napisały do mnie wiadomości w stylu: „Phi, taki zeszyt w kropki to ja sobie mogę zrobić w dwie godziny”. Zapraszam serdecznie! Zrób i pokaż, jak Ci wyszedł.

I zanim zacznę to napiszę jeszcze to:

PLANER PEŁEN CZASU TO W 100% POLSKA PRODUKCJA

Mogłyśmy bez najmniejszego problemu zdecydować się na chińską produkcję, gotowe szablony, gotowe okładki, dać swoje tłoczenie i już. Jest też bardzo prawdopodobne, że jakość nie byłaby dużo gorsza od obecnego planera (park maszynowy w Chinach może być przecież doskonały).
Jednak nam zależało na polskiej produkcji i wspieraniu polskich firm. Polska drukarnia, polska introligatornia, polski magazyn. I mała, polska, rodzinna firma, która od kilku tygodni robi dla Was szablony, które można dokupić do planera.

JESIEŃ 2016

Pierwsze działanie podjęłyśmy rok przed wypuszczeniem planera. Tym działaniem był zakup wszystkich planerów, jakie mogłyśmy znaleźć na rynku polskim. W Asanie (programie do zarządzania projektami, z którego korzystamy) to zadanie było opisane tak:

„Tej jesieni Ola chce kupić KAŻDY planer istniejący na rynku polskim i sprawdzić różne szczegóły – co i jak w nich działa.
Asia zbiera WWW i robi tabelę – Ola i Justyna mogą podrzucać luźne propozycje.
Przyda się nam to do analizy w przyszłym roku, gdy będziemy tworzyć nasz planer”.

Jesień była oczywistym terminem – wtedy panuje istny wysyp planerów w różnych kolorach i kształtach.

Planery zostały kupione, spisane i skatalogowane. We wspólnym Dropboxie (mamy wspólny Dropbox dla całego #ganguPSC) utworzyłyśmy w tym celu specjalny folder. Notowałam: rodzaj okładki (twarda, miękka, z okuciami lub bez), rodzaj szycia (szyty, klejony, szyto-klejony, zbindowany), liczba dostępnych kolorów okładki, rodzaj papieru (kolor, faktura, gramatura), zawartość merytoryczna i… opakowanie.

Opakowanie było dla mnie ważne. Dokumentowałam fotograficznie każdy etap: jak wyglądała przesyłka w momencie odbioru jej od kuriera (najczęściej paskudnie), jak wyglądała, gdy odpakowałam ją z kartonowego pudełka, jak jest zapakowany planer, czy były dodane jakieś gadżety itp.
Opłaciło się to robić, ponieważ każde z tych doświadczeń wykorzystałyśmy w trakcie tworzenia naszego planera, ale o tym pisałam w POPRZEDNIM ARTYKULE.

LUTY 2017

Gdy w naszym magazynie zostały dosłownie pojedyncze sztuki poprzedniej wersji planera, wiedziałyśmy, że nie będziemy robić dodruku poprzedniej wersji, lecz opracujemy zupełnie nową edycję. I choć nasze serca rwały się do działania, rozsądek powstrzymywał, mówiąc: „Stoooop! Macie teraz inne projekty na tapecie”.
I to była prawda!

Klientki pytały o nowy planer, ale wiedziałyśmy, że jest to czas skupienia się na produkcie, którym wtedy była książka (8 marca ogłosiłyśmy premierę i przedsprzedaż).

Poza tym jedna zasada Pani Swojego Czasu jest żelazna: w określonym czasie promujemy wyłącznie jeden produkt.

MARZEC 2017

Nie oznaczało to jednak, że nie mogłyśmy działać na zapleczu.
Naszym zapleczem jest Asana, a Królową Asany jest moja menedżerka projektów – Joanna. Asia w marcu stworzyła w Asanie projekt związany z planerem i zaczęła go uzupełniać o poszczególne zadania.

Trzeba przyznać, że tym razem miałyśmy łatwiej. Nie musiałyśmy szukać nowej drukarni, ponieważ korzystałyśmy z tej samej – True Colors – w której drukowałyśmy notes, kalendarz ścienny i książkę. Jest sprawdzona i zaufana, każdy nasz projekt traktuje indywidualnie i znosi niemal wszystkie nasze fanaberie.

Wiedziałyśmy też, że magazynowaniem, pakowaniem i wysyłką planerów zajmie się Krzysztof Bartnik z firmy e-komercyjnie.pl. Jesteśmy bardzo zadowolone ze współpracy i nie zamierzamy tego zmieniać.

Rozpisanie zadań w Asanie jest podstawą naszych działań w każdym projekcie. Bez tego popłynęłybyśmy i totalnie przepadły. To nasze centrum dowodzenia – w jednym miejscu zbiera wszystkie osoby, zadania, terminy, zasoby itp. Dzięki Asanie nie wymieniamy się mejlami i nie rozmawiamy o wszystkim na raz, ponieważ każdy wątek ma swoje miejsce.

Asana związana z planerem wygląda tak.

Każde zadanie dzieli się na podzadania, a podzadania – na mniejsze zadania, które są przyporządkowane do konkretnych osób i mają konkretne terminy wykonania.

KWIECIEŃ 2017

W kwietniu skończyłyśmy wielką promocję książki PSC i mogłyśmy trochę odetchnąć, czyli zająć się myśleniem o nowej edycji planera. Muszę przyznać, że robota paliła nam się w rękach – tak bardzo chciałybyśmy się do niej zabrać!

O tym, jak wyglądała burza mózgów i na czym się skupiłyśmy, pisałam w poprzednim artykule.

MAJ 2017

Gdy wiedziałyśmy, czego chcemy, w jakiej formie i jak mniej więcej ma to wyglądać, przekazałyśmy drukarni nasze wytyczne.

W praktyce wyglądało to tak, że wysłałam wielką paczkę zeszytów, planerów i książek z komentarzami i uwagami co do okładek, rodzajów, kolorów i faktury papieru, sposobów szycia, klejenia, wytłaczania, faktury okładki, rodzaju materiału na okładkę i miliona innych drobiazgów. Innymi słowami: drukarnia dostała od nas wskazówki w stylu: „to nam się podoba”, „to jest takie sobie”, „to jest beznadziejne i nawet kijem tego nie dotkniemy”.

Na tej podstawie drukarnia rozpoczęła poszukiwania materiałów. To jest właśnie plus współpracy z zaufanym dostawcą: nie musisz wszystkiego szukać sama, bo ktoś zrobi wstępną selekcję.

Po projekcie, jakim była książka, wiedziałyśmy już, że sprawdzanie kolorów i faktur w komputerze nie ma najmniejszego sensu – zwyczajnie trzeba wszystko pomacać i wszystkiego dotknąć, w przeciwnym razie nie wiadomo, co z tego wyjdzie.

okładki - planer od kuchni

Na tym etapie kurier bywał u mnie niemal codziennie i donosił:

  • katalogi z próbkami okładek (oczywiście już z wyselekcjonowanymi kolorami grafitowym i różowym, bo wiedziałyśmy, że takie będą okładki);
  • kolejne katalogi z próbkami okładek (bo może jednak inna faktura byłaby lepsza);
  • katalogi z tasiemkami, które mamy w planerze, a które przecież musiały mieć jakiś kolor;
  • katalogi z gumkami (planer jest spięty gumką i ma gumkę na długopis lub ołówek);
  • wzorniki kolorów na kropki (tu mała dygresja; nie wiem jak Ty, ale ja NIGDY W ŻYCIU nie pomyślałabym, że kolor kropki nadrukowanej na stronie planera ma takie znaczenie! A okazuje się, że ma – i to olbrzymie, bo słabo widoczna zmęczy oko, a za mocna będzie się za bardzo wyróżniać. Jedyny opis idealnej kropki, jaki przychodził mi do głowy, brzmiał: „no, taka w sam raz”. W odpowiedzi dostałam wzornik Pantone chyba z miliardem kolorów, w rezultacie przez cały weekend bolała mnie głowa. Bo musisz wiedzieć, że NIENAWIDZĘ podejmować takich decyzji! Szary to dla mnie szary, a szara kropka to dla mnie szara kropka! Ostatecznie wybrałyśmy jeden odcień różowego i jeden odcień szarego, a decyzję o tym, czy w planerze mają być kropki różowe czy szare, poddałyśmy głosowaniu Pań Swojego Czasu);
  • rodzaje i wzory kieszonek (planer ma z tyłu kieszonkę – musiałyśmy zdecydować, jaka ma być);
  • wzorniki papierów.

PAPIER to jeden z ważniejszych elementów tej historii – w dodatku dramatyczny – który mógł się skończyć bardzo źle.

Otóż pozornie sprawa wydawała się nieskomplikowana: dostałam wzorniki papierów, przetestowałam je, pisząc po nich kilkoma cienkopisami (widzisz to poniżej na zdjęciu), i wybrałam rodzaj papieru.

Kasia, która pomagała nam tworzyć planer (a która bardzo dobrze zna się na papierze, a wręcz jest maniaczką idealnego pisania, czyli tego, aby cienkopisy, pióra i inne pisadła nie wykrzaczały się i nie rozmazywały na papierze), nie otrzymała wzorników papieru.

Mnie jest to obojętne; ja mogę pisać wszystkim i nie robi mi to żadnej różnicy, przyznacie więc, że testerka była ze mnie kiepska. O mały włos, a drogo byśmy za to zapłaciły!

Wybiegnę trochę w przyszłość i napiszę Wam, jak się potoczyła sprawa z papierem.

Zaakceptowałam rodzaj papieru, a drukarnia zamówiła ogromne ilości (w dodatku z dwutygodniowym wyprzedzeniem, bo papier nie by powszechnie dostępny).
Gdy pojawiły się pierwsze egzemplarze planerów, drukarnia wysłała jeden prototyp do mnie, drugi do Kasi. I co się okazało? Ja się zachwyciłam, a Kasia… Kasia się załamała. Papier w ogóle nie spełnił jej oczekiwań: był zbyt szorstki, cienkopisy się na nim krzaczyły, a pióro rozmazywało. Kasia wykonała serię testów, aby pokazać nam, jak bardzo ten papier jest nie taki, jak trzeba.

faktura papieru - planer pełen czasu od kuchni planer pełen czasu od kuchni
Gdy Kasia stanowczo powiedziała: „Nie”, myślałam, że popłaczę się z rozpaczy – w końcu zamówiłyśmy i opłaciłyśmy tony papieru!!! Na cały nakład naszych planerów! Co teraz?!

Na szczęście pani Ania – właścicielka drukarni True Color – dokonała cudu i wybłagała zwrot papieru, pod warunkiem że kolejny zakup dokonamy u tego samego producenta.

Stał się kolejny cud! Okazało się, że producent ma ten idealny papier, na którym tak zależało Kasi.
Tym razem kurierzy dostarczali próbki papieru zarówno mnie, jak i Kasi.

Kasia zdecydowała, że nowy papier jest doskonały, więc odetchnęłyśmy z ulgą.

testy planer - planer pełen czasu od kuchni

Oczywiście nie obyło się bez problemów.

Problemem numer jeden były zwiększone koszty. Nowy, idealnie gładki papier jest zwyczajnie droższy, poza tym musiałyśmy ponieść koszty poprzedniej partii papieru, którą odpieczętowano na poczet wydrukowania prototypów. Dość powiedzieć, że cały projekt stał się przez to droższy o bagatela 10 tysięcy złotych!

Po drugie – wydłużyłyśmy czas produkcji planerów, ponieważ na dostawę idealnego papieru musiałyśmy czekać kolejne 2 tygodnie. Planowałyśmy, że cała parta planerów znajdzie się w magazynie już na początku października, ale opóźnienie spowoduje, że zostaną dostarczone dopiero pod koniec miesiąca. Zważywszy na to, że wysyłkę rozpoczynamy 13 listopada – wciąż mamy czas!

CZERWIEC 2017

W czerwcu zaczęłyśmy informować Panie Swojego Czasu o pracach nad planerem. Jeśli zastanawiasz się, dlaczego właśnie wtedy, już wyjaśniam: na przełomie maja i czerwca trwała sprzedaż mojego kursu „Zorganizuj się w 21 dni”. A – jak już wiesz – PSC nigdy nie łączy promocji.

Czerwiec był miesiącem wielkiego testowania, komentowania i wydawania opinii przez Panie Swojego Czasu.

Pytałyśmy o to, z jakich rubryczek i formularzy korzystacie w planerach.

Wasze odpowiedzi utwierdziły nas w przekonaniu, że NIE DA SIĘ stworzyć planera, który będzie odpowiadał każdej z Was, ponieważ każda z Was ma inne preferencje. Trzeba zatem stworzyć taki planer, który każda z Was na swój własny sposób zmieni w swój idealny zeszyt.

Testom poddałyśmy również cudowne kropki. Przygotowałyśmy dwie strony do druku – jedną w kropki różowe, a drugą w kropki szare. Prosiłam Was o wydrukowanie i opinie, która wersja jest według Was lepsza.

Byłam absolutnie przekonana (dałabym sobie rękę uciąć!), że kropki różowe zrobią furorę i zawojują świat.

Już widziałam siebie jako twórczynię jedynego w Polsce planera w różowe kropki (tak, lubię czasem wyolbrzymiać swoje sukcesy), tymczasem okazało się, że różowe kropki może nadają się na majtki, ale na pewno nie na planer. Zjechałyście je od góry do dołu. Powiedziałyście, że są kichowate, słabo je widać i absolutnie nie mogą być różowe. Przepłakałam dwie noce, doszłam do siebie i przekazałam vox populi do Joasi, która z kolei skontaktowała się z drukarnią. Tym sposobem świat nie ujrzy różowych kropek.

planer

Testowałyśmy też okładkę, a konkretnie – umiejscowienie napisu na okładce. Na zdjęciu poniżej możesz zobaczyć, ile wersji okładki miałyśmy, a to przecież tylko jeden kolor i jeden napis!

  

  

  

Ocenie zostały poddane dwa warianty okładki. W pierwszym napis znajdował się na górze, w drugim – na środku.

okładka - planer od kuchni

No i znowu miałyście zupełnie odmienne zdanie niż my, z czego zresztą bardzo się cieszymy. Większość z Was sugerowała, że obydwie okładki są złe i najlepiej byłoby wyśrodkować napis. I taki właśnie projekt powstał i jest w ostatecznym produkcie.

planer pełen czasu

Ostatnią sprawą, w której poprosiłyśmy o Wasze głosy, były wewnętrzne strony okładki planera. Możesz tam mieć biały papier lub coś bardziej kreatywnego.

No i my postanowiłyśmy mieć coś bardziej kreatywnego, ale w sumie nie wiedziałyśmy co. Jak zwykle doszłyśmy do wniosku, że jak trwoga, to… do Pań Swojego Czasu, bo Wy na pewno nam pomożecie.

Wymyśliłyśmy konkurs na stworzenie wewnętrznych stron okładki. Każda z Was miała możliwość przesłania swoich propozycji (jedna osoba mogła wysłać maksymalnie 5 projektów).

Dostałyśmy dokładnie 63 zgłoszenia.

Chciałyśmy, żeby to był faktycznie Wasz wybór, więc konkurs podzieliłyśmy na 2 etapy. W pierwszym etapie to #gangPSC wybierał 5 projektów, spośród których w drugim etapie Wasze głosy (a dokładnie – liczba lajków pod zdjęciem projektu) decydowały o tym, czyje grafiki znajdą się w planerach Pani Swojego Czasu.

konkurs - planer pełen czasu od kuchni

Ostatecznie wygrały prace Agnieszki Lewandowskiej i Anny Patoki.

wyklejka minimalistyczna - nowy planer psc wyklejka - nowy planer psc

LIPIEC 2017

W lipcu w realizację projektu planera na całego włączyła się Natalia, bo wszystkie założenia trzeba przenieść na profesjonalną grafikę (taką ze spadami i innymi cudami, dzięki którym drukarnia może zacząć drukować).

Jeśli chodzi o planer, Natalia miała przygotować:

– stronę tytułową;

strona tytułowa - planer psc

– spis treści;

spis treści_planer psc

– kalendarze miesięczne;

planer pełen czasu

– metryczkę.

Natomiast jeśli chodzi o projekt planera, Natalia dodatkowo opracowała:

– coverphoto na grupę PSC i mój fanpejdż;

cover photo - planer pełen czasu od kuchni

– banner główny i boczny na blog;

– plakat, który dostajesz w prezencie, jeśli kupisz planer w przedsprzedaży, z autografem Pani Swojego Czasu;

plakat z autografem - nowy planer psc

– stronę WWW z ofertą planera, którą możesz zobaczyć TUTAJ.

Oczywiście część projektów Natalia mogła wykonać dopiero po otrzymaniu gotowego produktu i zrobieniu sesji zdjęciowej.

SIERPIEŃ 2017

W sierpniu wróciłam z wakacji naładowana włoskim słońcem i energią pizzy. Ruszyłyśmy z kopyta z kolejnym etapem prac.

Sierpień był miesiącem wielkich dramatów, ale też wzruszeń.
Dramatem była wspomniana już historia z papierem. Na szczęście na zdjęciach nie widać rodzaju papieru, a ponieważ obydwa rodzaje były identyczne pod względem koloru, do sesji zdjęciowej wykorzystałyśmy prototyp ze złym papierem.

No właśnie, sesja zdjęciowa prototypu.

Po pierwsze – bardzo, ale to bardzo chciałyśmy, aby na stronie z informacjami o planerze były faktyczne zdjęcia planera, a nie mock-upy. Mock-upy są ładne (możesz je zobaczyć na stronie mojej książki), ale zwyczajnie widać, że nie jest to fizyczny produkt. W projekcie planera uwzględniłyśmy przekazanie gotowego produktu do sesji zdjęciowej.

Sesję wykonała niezastąpiona Julita Pająk – fotografka, która robiła zdjęcia mojej książce, mojemu kalendarzowi i która pewnie zrobi zdjęcia moim przyszłym produktom.

Julita jest konkretną i zdecydowaną babką. Pracuje efektywnie i uwielbia dostawać listę ujęć, jakich człowiek potrzebuje. Poza tym doskonale zna styl Pani Swojego Czasu, więc nie muszę jej wiele wyjaśniać. Jej zdjęcia zawsze powalają mnie na kolana – dokładnie tak samo było tym razem. Poza tym praca z nią to czysta przyjemność i mnóstwo śmiechu.

Większość zdjęć z tej sesji możecie znaleźć na stronie planera.

Aaaa, jeszcze jedno zadanie było realizowane we wrześniu, przed sesją zdjęciową – SZABLONY!

Do planera można dokupić dwa plastikowe szablony, dzięki którym nie musicie się zastanawiać, czy narysujecie coś prosto, bo odrysowujecie wszystkie kształty.

planer pełen czasu

Wyobraźcie sobie, że poszukiwania producenta trwały kilka miesięcy! Tu nie taki plastik, tu nie dadzą rady wyciąć tak, jak chcemy, tu za miękko, tu za twardo itp.

W końcu znalazłyśmy firmę, która wytnie takie kształty, jakich potrzebujemy, w takiej grubości, w jakiej chcemy (zbyt giętki szablon jest niewygodny, bo się rusza, a im twardszy plastik, tym droższy szablon).

Oczywiście w każdym miejscu życzyłyśmy sobie wzornik. Jeśli ktoś nam go nie udostępniał, w ogóle nie brałyśmy pod uwagę kwestii współpracy.

Ostatecznie Budzyńska musiała narysować kształty, które chciała mieć w swoim szablonie. Te supermegaprofesjonalne rysunki wyglądają tak:

szablony do planera - planer od kuchni

Gdy producent szablonów dostał wzór naszych stron w kropki, musiał dopasować wielkość wzorów do rozmiaru strony i wielkości kropek, żeby wszystko wychodziło ładnie i symetrycznie. I voila! Szablony ułatwiające pracę!

WRZESIEŃ 2017

Gdy miałyśmy zdjęcia, mogłyśmy przystąpić do stawiania strony. W zasadzie nie my, tylko nasza Pogromczyni Pikseli – gangowa Natalia z Pixels Factory, która jest mistrzynią w tym, co robi. Spod jej palców wychodzą cuda!

Oczywiście zanim się do tego wzięła, musiała dostać zdjęcia i teksty na stronę. Żeby nie było byków na stronie, na teksty zerknęła wcześniej swoim fachowym okiem Ta, Co Najbardziej Lubi Ogonki, czyli Elka Korektelka.

Drugim zadaniem, które zaczęłyśmy realizować we wrześniu, był e-book (dostępny oczywiście w formie elektronicznej), który dołączamy do każdego planera – zarówno ja, jak i Kasia pokazujemy w nim, jak od środka wyglądają nasze planery.

W e-booku zobaczysz nasze rzeczywiste plany, harmonogramy, ramki i metody planowania, z których korzystamy na co dzień.

Pierwszego rozdziału e-booka (pokazującego nasze sposoby planowania dnia) potrzebowałyśmy znacznie wcześniej – już 2 października ruszała strona planera, na której po zapisaniu się na listę osób oczekujących dostajesz mailem właśnie ten rozdział. Jeśli chcesz go zobaczyć, kliknij na poniższy baner.

We wrześniu obie z Kasią przenosiłyśmy swoje systemy planowania do nowych planerów – tym razem nie prototypów, lecz docelowych produktów. Dostałyśmy po dwa egzemplarze z cudownie gładkim papierem.
Kasia przygarnęła grafitowa wersję planera, a ja mam różową.

We wrześniu ponownie pracowałyśmy cichaczem i na zapleczu, ponieważ trwało wyzwanie PSC #zróbtodziś, a potem sprzedaż kursu „Zrób to dziś”. I tak nadszedł październik

PAŹDZIERNIK 2017

Z Waszej perspektywy październik wygląda tak: PROMOCJA I PRZEDSPRZEDAŻ. Dla nas oznacza milion drobnych zadań, takich jak:

  • stworzenie kampanii promocyjnej planera;
  • testy na Shoplo związane ze sprzedażą produktów i wysyłką mejli;
  • testy programu do wystawiania faktur;
  • testy systemów płatności;
  • zamówienie papieru i wstążek do pakowania;
  • zadbanie o to, aby każdy element produkcji planera miał dokumentację zdjęciową i filmową;
  • podpisanie plakatów, które w przedsprzedaży są dodawane jako gratis;
  • start przedsprzedaży, czyli zmiana wszelkich banerów;
  • przygotowanie newsletterów sprzedażowych;
  • zmiana stopki w mejlu;
  • zmiana linku w bio na Instagramie;
  • komunikacja z osobami, które – choć zapisały się na listę osób zainteresowanych – nie dostały e-booka;
  • pisanie artykułów pokazujących proces powstawania planera (takich jak ten);
  • odpowiadanie w mediach społecznościowych na te same pytania (ile kosztuje planer, czy wysyłka w przedsprzedaży jest gratis, czy wysyłamy za granicę), na które odpowiedzi znajdują się na stronie planera (no, ale w takim biznesie działam, więc nie ma co narzekać);
  • monitorowanie przedsprzedaży i ewentualne zlecenie dodruku (trudność w podjęciu decyzji polega na tym, że wielkość dodruku musimy określić na podstawie wyników sprzedaży z pierwszego dnia przedsprzedaży!).