(Artykuł jest sponsorowany przez firmę Magnat – która wsparła nas w pracach remontowych)

Czy pisanie artykułu na temat Przestrzeni Pełnej Czasu prawie rok po jej otwarciu nie jest nieco dziwne? Całkiem możliwe, że tak. To nawet bardzo prawdopodobne. Ale przypomnij sobie kilka albo nawet kilkanaście ostatnich miesięcy i sprawdź, co dziwne nie było. No właśnie.

Zaczynamy od początku i cofamy się aż do pierwszego kwartału 2019 roku. Tak, to aż dwa lata temu. To właśnie wtedy w mojej głowie po raz pierwszy zaczęła świtać myśl, że fajnie by było mieć swoje stacjonarne miejsce. W zasadzie sklep. Paradoksalnie intencją powstania takiego sklepu nie było nawet zarabianie, tylko… wielka potrzeba posiadania swoich produktów pod ręką, możliwości zaprezentowania ich w każdej chwili, kiedy mam tylko na to ochotę, i pokazywania ich w użyciu. I nie, nie do końca mogłam to robić wcześniej, bo nie trzymam setek tysięcy swoich produktów w domu pod łóżkiem, a magazyn, z którego są one wysyłane, znajduje się w Lubelskiem, więc nie miałam do nich dostępu ot, tak sobie. Dopiero później przyszła myśl biznesowa, że przecież to zwiększenie zasięgów i możliwości dotarcia do innych ludzi niż dotychczas. Nie, mnie taki tok rozumowania nie dziwi. Bardzo często robię coś w swoim biznesie dlatego, że to ja mam taką potrzebę. 

Dobra, wracamy do 2019 roku. Zaczynam myśleć o sklepie, a ponieważ kocham nad życie oglądać nieruchomości w internecie (serio!), to zaczynam przeglądać portale z ogłoszeniami wynajmu w Krakowie.

Te z Was, które wiedzą, że Przestrzeń Pełna Czasu ma 326 metrów kwadratowych, na pewno uśmiechną się na wieść, że oględziny i poszukiwania zaczęłam od lokalów 9-metrowych, bo jak zawsze – także i wtedy – działałam krok po kroku, a apetyt rósł w miarę jedzenia. W każdym razie na #workation z #gangPSC na Sycylię jechałam już z myślą o tym, że gdzieś tam jest na sto procent lokal, którego szukam.

W lipcu ja i Sara – asystentka #gangPSC – zaczynamy poszukiwania na serio, czyli ja wyszukuję oferty, a Sara dzwoni, pyta, czy aktualne, itp. Przy okazji zaczyna się nieruchomościowe piekło, gdyż moim zdaniem w żadnej branży nie ma większego burdelu niż właśnie w tej. Nikt nic nie wie i czeski film to w tym przypadku zdecydowanie eufemizm. Jedna nieruchomość jest na 15 portalach i u 13 pośredników, u każdego inna cena, a żaden z nich nie wie, czy ogłoszenie jest aktualne. Nieważne. Oglądamy, dzwonimy, pytamy.

Mamy sierpień 2019 roku, kiedy umawiamy się na obejrzenie pierwszego lokalu. Spoiler alert – dokładnie tego, w którym teraz znajduje się Przestrzeń Pełna Czasu. Jest gorąco jak cholera, więc oczywiście Budzyńska pomyka z różowym plecakiem, w krótkich potarganych gaciach i różowych butach, bo nigdy, ale to nigdy nie udaję kogoś, kim nie jestem, i nie wkładam garniaka tylko dlatego, że tak należy i że w „wielkim” biznesie tak trzeba. Nie spotyka się to ze zrozumieniem pośredniczki nieruchomości, która tasuje mnie od góry do dołu i generalnie wygląda, jakby chciała mnie zapytać, czy ja na pewno chcę wynająć ten lokal i czy ja wiem, że czynsz wynosi tutaj prawie 30 tysięcy złotych.

Lokal bardzo mi się podoba – jest w nim cała masa roboty, bo to stan deweloperski, ale, mój boszsz, jaki on ma potencjał! 10-metrowe okna, zabytkowa suwnica i ogromna przestrzeń, dzięki której w przyszłości wybór nazwy będzie oczywisty: Przestrzeń Pełna Czasu.

Chodzimy, oglądamy, zachwycam się, agentka nieruchomości jest nieco znudzona, bo ewidentnie sądzi, że mnie nie stać na ten wynajem (przy podpisaniu umowy u notariusza powiedziała mi, że pierwszy raz spotkała kogoś prowadzącego biznes w taki sposób – ponoć z reguły do tej pory miała do czynienia tylko z 50-letnimi panami z wąsem i w garniturach. To jej słowa, nie moje).

Cały sierpień oglądamy lokale w Krakowie. Małe, duże, rudery i funkiel nówka nieśmigane. Mnie jednak cały czas w głowie siedzą te 10-metrowe okna i wizja tego, jak można rozwinąć skrzydła w takim miejscu. Od razu układa mi się plan na coś więcej niż tylko sklep. Bo dlaczego się ograniczać? Dlaczego nie można by stworzyć szałowego miejsca w Krakowie, takiej kuźni do rozwoju kobiecego biznesu? Miejsca z dobrą kawą, rozwojową książką, w którym można kupić ciastko, popracować, spotkać się z innymi ciekawymi ludźmi, no i przede wszystkim – jak na każdego prawdziwego świra papierniczego przystało – oddać się bez końca macaniu i głaskaniu papieru, testowaniu karteczek, piór, zakreślaczy itp.

Żaden oglądany później przez nas lokal nie dorastał do pięt temu na Kazimierzu. Żaden nie miał tych okien i tego klimatu. W końcu podjęłam decyzję i na początku października podpisałam umowę wynajmu (tu od razu odniosę się do najczęściej padającego pytania: dlaczego zamiast wynająć lokal, po prostu go nie kupiłam? Odpowiem pytaniem: Masz kilka milionów pod ręką na taki zakup? Ja też nie miałam.)

No i jeśli myślisz, że teraz prace ruszyły jak szalone, to… się mylisz. I to było baaardzo frustrujące. Bo prace mogą ruszyć, jak jest projekt, a projekt może ruszyć, jak jest pomiar. I to wszystko trwa długie tygodnie. A przecież projekt musi być też przeze mnie zaakceptowany, a uwierz mi – nie każde pomysły przyjmowałam z radością i wiele rzeczy trzeba było zmieniać i robić zupełnie od nowa.

Kolekcja Back to study

Lokal był przez nas przejęty w stanie deweloperskim, więc jeśli kiedykolwiek kupowałaś takie mieszkanie, to wiesz, ile jest z tym roboty. Z tym że tutaj mówimy o 326 metrach i o adaptacji na specyficzne cele. Tam, gdzie jest kawiarnia, tam jest i sanepid, a więc bardzo specyficzne standardy, które wymagają osobnych projektów. Na górze Przestrzeni nie było żadnej elektryki i trzeba było kuć podłogę. Beton na podłodze był cudowny i wyglądał pięknie (zwykły beton po budowie), jednak taki beton nie nadaje się do użytku i nikt go później nie zatwierdzi (co kończy się paradoksem, że koniec końców i tak masz na podłodze beton, za który zapłaciłaś kilkadziesiąt tysięcy złotych, i on wygląda dokładnie tak samo jak ten pierwszy, ale jest lepszy, bo „klepnięty”).

W projekcie, a więc i w rzeczywistości, musiała powstać zupełnie od nowa przestrzeń kawiarniana, zmieniane były toalety i budowana nowa toaleta dla osób z niepełnosprawnością. Czyli, mówiąc po ludzku, mówimy o wyburzaniu ścian i stawianiu nowych. Nie będę Cię zanudzać szczegółami – wiązało się to z masą pracy.

Jeśli chodzi o sam projekt, to sklep został pomyślany w taki sposób, by przypominał showroom. Czyli nie  wszystkie produkty ciasno upchane na półkach (jak w standardowych księgarniach), ale raczej wyeksponowane pojedynczo (co ostatecznie i tak zostało zmienione, bo okazało się, że jak stoi tylko jeden produkt, to klienci boją się go dotknąć, więc musieliśmy iść tutaj na kompromis).

Początkowo jedna ściana sklepu miała być grafitowa, tak by odcinała się od tej ściany głównej, sklepowej, jednak koniec końców ten kolor został tylko na ścianie przeciwległej, na suficie oraz w toaletach (te moim zdaniem są jednymi z najpiękniejszych pomieszczeń w Przestrzeni Pełnej Czasu). Z wielką pomocą przy malowaniu i doborze farb przyszła nam marka Magnat, która sfinansowała całe malowanie, dostarczyła specjalnie wymieszane farby i wsparła nas finansowo.

Kolor jest przepiękny, a łazienka „influencerka” (nazywam ją tak, bo ma piękne duże lustro do robienia zdjęć i cała jest zjawiskowa) to moje oczko w głowie. Cały sufit w dolnej części jest również pomalowany na grafitowo, co go cudownie odcina od jasnej plamy sklepu, a zawieszona pod spodem kratka z jednej strony neutralizuje całe „bebechy” rur i klimatyzatorów, a z drugiej można na niej wieszać różne ozdoby (na przykład w okresie świątecznym).

Sercem Przestrzeni jest oczywiście sklep, w którym znajdziesz produkty Pani Swojego Czasu. Widzisz go, gdy tylko wejdziesz do środka. Możesz dotknąć i obejrzeć każdy planer, notes i zeszyt. Możesz też poczytać książkę. Mamy nawet specjalne miejsce z planerami i wszystkim pisadłami, w którym możesz spokojnie przetestować, czy bardziej pasuje Ci duży, czy mały brush pen i czy na pewno zielony kolor markera jest dokładnie taki, jak chciałaś.

Ale Przestrzeń to nie tylko sklep. Mamy też kawiarnię, a kawę dostarcza nam jedna z najlepszych palarni w Krakowa – Dobra. Do kawy poleca się ciacho, które piecze dla nas Baking Soda. Mamy też bogaty wybór herbat, bo choć kawę kocham, to dobrą herbatę też lubię, a poza tym obiecałam kiedyś Joasi z bloga Szafa Sztywniary, że zawsze będzie miała u mnie duży wybór herbat. Szczególnie jedno ciasto przypadło Wam do gustu i w zasadzie stało się kultowe, a jest nim sernik pistacjowy. Być w Przestrzeni i go nie zjeść to grzech. 

Bardzo ważnym elementem Przestrzeni jest piętro, które stanowi połączenie kawiarni ze strefą coworkingową. To tutaj pijesz kawę, czytasz książki, przeglądasz prasę, a jak trzeba, to spotykasz się z przyjaciółmi czy pracujesz. Wszystko w cudownym otoczeniu, z widokiem na Kazimierz (przez te 10-metrowe okna) pod zabytkową suwnicą.

Wybierasz sobie, czy wolisz się leniwie rozłożyć na naszych cudownych kanapach i przykryć kocykiem, czy może pobujać się na huśtawce albo popracować standardowo przy biurku – tych też trochę mamy. Dla Waszej wygody dobrałyśmy do nich krzesła Profim. Wspominam o tej marce, bo jakiś czas temu dostałam od niej dwa różowe krzesła biurowe i już nie korzystam z żadnych innych. Lubimy się, jakość jest cudowna, więc z wielką przyjemnością ich reklamuję.

W czasie ostatnich miesięcy wszystkie nasze sofy, kanapy i huśtawki stały… puste. Przestrzeń działała, kawiarnia wydawała kawę, ciacho i herbatę, ale oczywiście tylko na wynos. Stęskniliśmy się bardzo za tą atmosferą kawiarnianych rozmów i ludźmi pracującymi we wszystkich możliwych miejscach. Bardzo czekamy na moment, w którym będziemy mogli się spotkać w kawiarni, ale też zorganizować spotkania autorskie czy wydarzenia dla przedsiębiorczych kobiet i zrealizować wszystkie te marzenia, które powstały w mojej głowie wtedy, gdy zobaczyłam ten lokal przy ulicy św. Wawrzyńca 19. A ponieważ kolejne poluzowanie obostrzeń już wkrótce, mam nadzieję, że spotkamy się na evencie w Przestrzeni.