Wśród trenerów prowadzących szkolenia dla biznesu jest takie wyrażenie jak „tramwaj”. Gdy szkolenie jest tylko z jednego tematu, to tramwaje raczej nie są używane, jeśli jednak Klient zażyczy sobie temat A, B i K to o ile zrobienie tramwaju między A i B nie jest z reguły żadnym kłopotem, to tramwaj między B i K to już jest nie lada wyczyn.

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że mój dzisiejszy wpis będzie jak tramwaj między B i K, a konkretnie wpis, który dzisiaj dla Was piszę ma się tak do zarządzana czasem jak bułka z bananem do skoków narciarskich. Bo przecież gdyby nie Adam Małysz to miałaby się nijak prawda? I gdyby nie moja osoba, to mój wpis również nijak miałby się do tematu czasu.

Jestem bowiem chora.

Leżę sobie i zdycham. Mam anginę i tak mi nawala gardło, że przy okazji przeszłam na dietę odchudzającą, bo niewiele mogę przełykać. Mam też grypę, więc wszystko mnie boli i na dodatek ponoć intensywnie zarażam (choć mam nadzieję, że nie online).

Brzmi makabrycznie? No co Wy? Ja tu widzę same plusy:

– o diecie już napisałam 🙂

– skoro zarażam to Mążu izoluje ode mnie dzieci jak długo się da, więc w zasadzie cały boży dzień jestem sama w domu

– w nocy ponoć zarażam jeszcze bardziej (niby dlaczego???) więc śpię w osobnym pokoju, a trzykrotne mierzenie poziomu cukru Jaśka spada na Męża, a ja się mogę w końcu porządnie wyspać (co przecież ważne w chorobie)

– siedząc sobie w domu i chorując czuję totalny przymus zajmowania się tylko tym, co mi sprawia 100% przyjemność i to właśnie robię. I o tym zamierzam wam dzisiaj napisać. O tym jakie spędzanie czasu sprawia mi 100% przyjemności. Oczywiście musicie wziąć poprawkę, że nie zawarłam tutaj takich tematów, do których realizacji potrzebni są inni ludzie (bo patrz punkt powyżej: zarażam)

Co mi sprawia 100% przyjemności podczas choroby?

KSIĄŻKI

Uwielbiam książki. Zawsze uwielbiałam. Umiem czytać odkąd tylko pamiętam, bo moi Rodzice zaszczepili skutecznie we mnie tą miłość, a ja ją skutecznie zaszczepiam moim dzieciom. Nigdy nie miałam w szkole plakietki „wzorowy uczeń” ale zawsze miałam plakietkę „dobrze czytam”.

Ponieważ na czytanie mam teraz znacząco więcej czasu niż podczas zwyczajowych dni, to nie ograniczam się do jednego tytułu, lecz czytam kilka na raz.

Czytam więc „Taka praca nie ma sensu” o nowym i bardzo ciekawym podejściu do zarządzania czasem. To znaczy takie nowe to ono znowu nie jest i według mnie jest bardzo intuicyjne więc stosuję je od lat, a już na pewno często piszę o tym na blogu. Mowa mianowicie o zarządzaniu energią. O tym, że do działania, motywacji, inspiracji i zaangażowania jest potrzebna energia. Jeśli się nie wysypiasz, nie odżywiasz prawidłowo i nie ruszasz to nie będziesz mieć energii do działania i efektywnej pracy. Wow – wielkie mi halo prawda? Trąbię o tym od dawna, ale korporacje dopiero teraz się uczą tego, że zajeżdżanie ludzi nie do końca sprzyja wynikom.

Kupiłam sobie też książkę „Myśl negatywnie” i strasznie jestem jej ciekawa, bo wszyscy piszą o pozytywnym myśleniu, a tutaj na odwrót. Muszę jutro do niej zajrzeć, żeby zobaczyć o co chodzi

Prywatnie czytam (ponownie) trylogię „Millenium”, oczywiście po angielsku. Mam bowiem taką zasadę, że beletrystykę czytam tylko po angielsku. W czasie choroby ta zasada również obowiązuje 🙂

Mążu namawia mnie w końcu do zabrania się za którąkolwiek z książek Zadie Smith, bo on przeczytał wszystkie (po angielsku oczywiście) i bardzo chwali, ale mnie jakoś nie idzie. Czy któraś z Was może mnie tu wspomóc? Tak czy nie?

SERIALE

No tak oglądam seriale. Maratonu nie robię, bo w czasie choroby po godzinie patrzenia w monitor od razu chce mi się spać, więc uciekam w objęcia Morfeusza, ale raz dziennie – czemu nie? Niestety przyznanie się do tego jakie seriale oglądam będzie moją wielką porażką, ale co mi tam. Na początek pójdą te bardziej ambitne – The Knick, Black Mirror i The Good Wife (no dobrze – ta jest może mniej ambitna). A na koniec totalna szmira i chała i wstyd mi za to bardzo i proszę o rozgrzeszenie, ale lubię i już – The Walking Dead. Ok powiedziałam to – więc szybko znikam do następnego podpunktu jakim są:

INTERNETY

Czyli różne ciekawe, pasjonujące i mniej lub bardziej rozwojowe (przynajmniej dla mnie) strony internetowe, na które teraz mam dużo więcej czasu niż zwykle. Jakie?

Amy Porterfield

To oczywiście mój numer jeden wśród moich obecnych inspiracji zawodowych. Amy jest dla mnie kopalnią wiedzy o budowaniu biznesu online, marketingu online, działaniu Fb itp. To dzięki niej wiem co to jest landing page, opt-in page, e-mail marketing, graph search, power editor i inne takie. Te z Was, którym cierpnie skóra wskutek tego, że używam nazw anglojęzycznych, a uważacie, że w Polsce to tylko po polsku, bardzo przepraszam, ale uczę się tego wszystkiego po angielsku i do tego, żeby mi działało nie potrzebuję nazw polskich. Zostaną więc takie.

Social Media Examiner

To miejsce, w którym znajdziesz wszystko co Ci jest potrzebne do marketingu w mediach społecznościowych. Co ludzie lubią, czym się dzielą, gdzie i po co piszą. W których mediach społecznościowych „siedzą” najczęściej, jakie tam mają nawyki i czego tam szukają?

Marie Forleo

Marie mówi o rzeczach, które są mi doskonale znane, a mianowicie o rozwoju osobistym. Oglądam Marie.Tv nie dlatego, że znajduję tam nową dla siebie wiedzę, a dlatego, że jest ona podana w zabawny sposób i traktuję to jako rozrywkę. Lubię to, że Marie potrafi śmiać się sama z siebie, a patrzenie na to jak jej biznes rozrósł się od nagrywania się na kamerkę w laptopie do profesjonalnego studia i ogromnej firmy, jest naprawdę inspirujące.

Michał Szafrański

Michał prowadzi bloga „Jak oszczędzać pieniądze” i ta tematyka akurat w ogóle mnie nie interesuje, bo dbam o to, by pieniędzy mieć tyle, by się nimi zanadto nie zajmować J Ale Michał jest jedną z niewielu osób w Polsce, które szybko i doskonale nauczyły się jak można robić biznes online w najlepszym stylu. Uczył się do najlepszych, bo od Pata Flynna, który jest amerykańskim guru w tym temacie. Poza tym bardzo lubię podcasty Michała – do spacerów idealne!

Nishka

Szczerze wam powiem, że nie lubię blogów parentingowych. Są albo zbyt ckliwe, albo zbyt intymne, albo przeładowane zdjęciami dzieci, których nikt poza rodzicami nie chce oglądać. Ale Nishka jest zupełnie inna. Przede wszystkim ma zasadę, że na swoim blogu nie umieszcza zdjęć swoich dzieci! Bo spytała je o zdanie, a one nie wyraziły zgody. Według mnie to właśnie jest niesamowitym wyrazem szacunku do dziecka. A poza tym Nishka jest zabawna, bardzo inteligentna i ma ogromny dystans do siebie

Szafa Sztywniary

Bardzo, ale to bardzo lubię Ryfkę. Nie dlatego, że lubię modę. Nie znoszę mody! Gadanie o ciuchach mnie męczy, a ich wybieranie jeszcze bardziej. Ale Ryfka ze swoim mega swobodnym podejściem do świata i totalnym brakiem organizacji (o czym pisała zresztą u mnie na blogu. Możecie sprawdzić TUTAJ) rozwala mnie zupełnie. A tak przy okazji – wiecie, że Ryfka właśnie ruszyła do boju! Otóż amerykański sklep online zwyczajnie i chamsko ukradł sobie zdjęcie Ryfki, czyli skopiował i wstawił na swoją stronę główną na Fb. Ryfka ruszyła do boju i prosi i reakcję, którą możesz zobaczyć TUTAJ.

Aha – a na zakończenie napiszę do tych z Was, które ewentualnie martwią się o moje zdrowie – nie martwcie się – dużo piję, dużo śpię, dużo odpoczywam, dużo się gapię w sufit, dużo dużo dużo 🙂

Całuję Was mocno z centrum dowodzenia chorobą!

Ola (Pani Swojego Czasu)

Pani Swojego Czasu