Ostatnio dziennikarka „Wysokich Obcasów” zapytała mnie o to, skąd biorę pomysły i czerpię inspiracje do pisania artykułów. Można powiedzieć, że znikąd. Albo wręcz przeciwnie – zewsząd.

Ten artykuł piszę pod wpływem impulsu – gorącej dyskusji, jaka wywiązała się w jednej z grup na FB (fantastycznej zresztą grupie Uli Phelep).

Dyskusja dotyczyła tego, kto komu powinien odpowiadać  na mejle, czy odpowiadać i kiedy, a kiedy nie, jak często, jak szybko itp.

Tematem artykułu nie są jednak wiadomości mejlowe.

Artykuł dotyczy wyborów.

Bo najtrudniejsze w zarządzaniu czasem wcale nie są techniki i metody, planowanie, budowanie harmonogramów itp. Najtrudniejsze jest właśnie podejmowanie decyzji i mierzenie się z jej konsekwencjami.

Żyjemy w świecie, który wspiera w nas niepodejmowanie decyzji. Który z każdej strony przekonuje nas, że możemy mieć wszystko, więc nie musimy wybierać.

Możemy być tym, kim tylko zechcemy, robić taką karierę, jaką chcemy, budować cudowne biznesy, rodziny, posiadać piękne domy i fantastycznie wychowywać dzieci. A wszystko bez podejmowania decyzji obciążonych przecież konsekwencjami.

Dodatkowo nie tylko same siebie wpychamy w tak durne przekonanie, lecz także innym kobietom serwujemy ten kocioł, wzmacniając w nich przekonanie, że muszą robić wszystko kosztem siebie i swojego czasu.

Ale wracam do początku. Czego dotyczyła dyskusja w grupie?

Prozaicznej sprawy: czy jeśli prowadzę biznes/blog i dostaję wiadomość mejlową, zawsze powinnam na nią odpowiedzieć.

Posypały się głosy, że tak, że nie, że wypada odpowiedzieć na każdy mejl, że przecież ktoś może zwrócić się z ważnym dla niego problemem, więc warto mu zasugerować, aby zgłosił się do profesjonalisty (na przykład psychiatry), bo nie jesteśmy wystarczająco kompetentne.

Oczywiście argumentacja poparta jakże wzbudzającym poczucie winy przekonaniem, że brak odpowiedzi świadczy o poziomie naszej kultury (zapewne zerowym).

I zobaczcie, jak ładnie zeszłyśmy z tematu zarządzania czasem na poziom kultury osobistej!

Jakim cudem mam nauczyć się zarządzać czasem i sensownie gospodarować swoją skrzynką mejlową, skoro już nie rozmawiamy o czasie, tylko zajmujemy się argumentami takiego kalibru?!

I na tym właśnie polega nasz problem, że w teorii wszystko wygląda pięknie! Że w teorii musisz wybierać ważne i ważniejsze. Że w teorii rodzina i Twoje dzieci zapewne okażą się dla Ciebie ważniejsze niż nieznana Ci Zośka z mejla. Ale tylko w teorii. Bo gdy przyjdzie co do czego, nikt Cię nie zapyta o Twoją teorię.

Gdy przyjdzie co do czego, o 15.30 (16.30, 18.00 – do wyboru) będziesz musiała zdecydować, czy ważniejsze są dla Ciebie dzieci, czy ten cholerny mejl.

I oczywiście cały świat będzie rozumiał, jak ważne są dla Ciebie te priorytety, i z uznaniem pokiwa głową nad tym, jaka mądra i dojrzała jesteś i jak świetnie ustawiasz sobie te priorytety. Ale nie daj boże odważ się i działaj w zgodzie z nimi! Nie daj boże powiedz światu: „Mój czas jest ważniejszy niż odpowiedź na wiadomość nieznanej mi osoby, więc wybieram 15 minut z moimi dziećmi zamiast 15 minut odpowiadania na mejle” – szybko dowiesz się, co tak naprawdę świat sądzi o Twoich priorytetach i jak głęboko i gdzie dokładnie je ma. Szybko przekonasz się, że świat idzie jedną drogą – drogą większości. Znaną, uznaną i utartą. Taką, w której nie ma miejsca na TWOJE priorytety, lecz na powielanie schematów. Taką, w której mówi się jedno, ale robi drugie. Taką, w której wycieramy sobie usta sloganem: „rodzina jest najważniejsza”, podczas gdy w ogóle nie spędzamy z nią czasu. I to jest OK dla wszystkich. No bo praca. No bo kariera. No bo klient.

Znam ten świat, bo w nim tkwiłam. Wycierałam sobie usta sloganem „rodzina jest dla mnie najważniejsza” i przedkładałam firmę, szkolenia i mejle ponad swoją rodzinę. Wszyscy kiwali głową z uznaniem. Bo tak trzeba. Bo taki świat. Bo klient. Bo mejl.

A ponieważ sama uczę inne kobiety, jak mądrze zarządzać sobą w czasie, siłą rzeczy zwracam dużą uwagę na oczekiwania wobec mnie w tym temacie. I dochodzę do wniosku, że uwielbiam to pokrętne myślenie, które serwuje mi wiele pań.

Tak, Olu kochana, ucz nas o tym, jak zarządzać czasem. Ucz nas tego, jak wybierać priorytety i działać w zgodzie z nimi. No ale jeśli nie odpowiesz na moją wiadomość w ciągu doby…!

Jak to, przedkładasz swoje dzieci ponad wiadomość ode mnie? No niby rozumiem całe to zarządzanie czasem. I owszem, też chcę się tego nauczyć, ale chyba będziesz non-stop dla mnie dostępna, prawda? Przecież „nasz klient, nasz pan”!

Tak, oczywiście – piszą do mnie dziennikarze – to superfajnie, że ma Pani swoje priorytety i działa w zgodzie z nimi, ale my ten tekst chcemy mieć już, teraz, natychmiast!”. Miej sobie, babo, te swoje priorytety, ale przecież dla nas musisz zrobić wyjątek!