Dzisiaj będziecie miały piękny przykład na to jak ja sama traktuję swoje potknięcia. Zauważyłyście, że wczoraj nie było wyzwania? Oczywiście miało być, jednak w weekend robiłam tak fascynujące, porywające i magiczne rzeczy (napiszę o tym wkrótce), że KOMPLETNIE zapomniałam o wyzwaniu.

Przepraszam te z Was, które na to czekały, jednak przyznaję, że nie zamierzam się biczować z tego powodu. Jesteśmy tylko ludźmi. Poza tym ileż można pisać o chorobie???

Tak więc dziś zgrabnie przeskakuję do dnia nr 23, a Wy jak chcecie możecie zrelacjonować obydwa dni naraz.

Ożyłam. Poszłam na spotkanie razem z chłopakami, którzy wyszaleli się na sali w Szkole Tańca Prima Dance. Po obiedzie spacer z chłopakami (szału nie ma), a wieczorem seria brzuszków. Czuję się jakbym wracała na sam początek drogi, ale ponoć nieważne ile razy się upada, lecz ważne ile razy się wstaje.

Dajcie znać jak Wam idzie budowanie Waszych nawyków?